Rosja: tęsknota za słowiańską supremacją

Reklama

pon., 06/27/2022 - 07:20 -- zzz

Kiedy rosyjski minister spraw zagranicznych zasugerował, że Hitler mógł mieć „żydowską krew”, wywołało to przewidywalne oburzenie. Jednak to skandaliczne stwierdzenie było czymś więcej niż „trollingiem” czy cynicznym chwytem propagandowym.

 

Domniemane założenie ministra spraw zagranicznych, że kogoś można określić na podstawie jego krwi lub, innymi słowy, pochodzenia biologicznego, ujawnia bardzo wiele na temat sposobu myślenia rosyjskich decydentów (i często też opinii publicznej). Pod wieloma względami Rosja jest społeczeństwem XXI wieku, ale jednocześnie wyraźnie tkwi w XIX wieku ze swoimi przestarzałymi przekonaniami na temat społeczeństwa i narodowości.

Korzenie nazizmu i panslawizmu

Wiek XIX był czasem, kiedy europejscy intelektualiści i politycy odkryli etniczność i narodowość. Żywo interesowali się językami narodowymi i kulturą ludową. Język i kultura miały kluczowe znaczenie dla ruchu romantycznego.

Stulecie to silnie ukształtowały też rozwijające się badania – podejmowano próby zaadaptowania nauk przyrodniczych do zrozumienia społeczeństwa. Wielu było skłonnych wierzyć, że państwa i narody są dosłownie „żywymi organizmami”. Był to również czas rozkwitu pseudonaukowych teorii rasowych, zakładających biologiczną nierówność między narodami.

Niemiecki nazizm, który skrystalizował się w pierwszej połowie XX wieku, był intelektualnym dzieckiem wszystkich tych tendencji. Łączył skrajną formę niemieckiego nacjonalizmu z pseudobiologicznymi ideami supremacji rasowej, ideologią Blut und Boden (krew i ziemia) oraz dążeniem do uzyskania Lebensraum (przestrzeni życiowej) dla narodu niemieckiego.

Co ciekawe, XIX-wieczny pangermanizm, z którego ewoluował niemiecki nacjonalizm, miał młodszego kuzyna – ruch panslawistyczny. Panslawiści odzwierciedlali pangermanistów w ich miłości do kultury etnicznej (ludowej), a także w politycznych projektach zjednoczenia Słowian żyjących w różnych państwach.

W Rosji panslawizm był ściśle związany z pisarzami – słowianofilami i tradycją myśli, która przedstawiała Rosję i Słowiańszczyznę jako cywilizację odrębną od romańsko-germańskiego Zachodu. Ojciec tej tradycji, Nikołaj Danilewski, z wykształcenia biolog, rozumiał różnicę między kulturami w kategoriach „organicystycznych” (pseudobiologicznych).

Myślenie „cywilizacyjne” odżyło w postsowieckiej Rosji po tym, jak zostało zakazane przez władzę sowiecką jako pozorna alternatywa dla ideologicznie upadłego marksizmu-leninizmu. Pod rządami Putina zyskało ono większy wpływ, a pojęcia takie jak „rosyjski świat” czy „rosyjska cywilizacja” wysunęły się na pierwszy plan wraz ze wzrostem nastrojów nacjonalistycznych i antyzachodnich.

Dodatkowy chromosom

W Rosji XXI wieku tzw. cywilizacjonizm był XIX-wiecznym sposobem myślenia o świecie, czerpiącym w dużej mierze z pojęć pseudobiologicznych. W 2013 roku rosyjski minister kultury Władimir Medyński posunął się do stwierdzenia, że naród rosyjski posiada „dodatkowy chromosom” – najwyraźniej nie wiedząc, że w sensie biologicznym dodatkowy chromosom jest cechą zespołu Downa. Warto zauważyć, że rosyjski dyskurs cywilizacyjny często posługiwał się pseudobiologicznymi terminami, takimi jak „nasze kulturowe DNA” czy „kod cywilizacyjny”.

Odżyły w nim również XIX-wieczne słowianofilskie idee przeciwstawiające skostniałemu moralnie i zdegenerowanemu Zachodowi uduchowionych Rosjan. Stało się to ideologią słowiańskiego/rosyjskiego supremacjonizmu. Ta ideologia jest de facto młodszym kuzynem niemieckiego nazizmu. Wyrosła z tych samych korzeni intelektualnych, wyobrażeń o społeczeństwie, które legły u podstaw niemieckich doktryn rasowych.

Wygodne nieporozumienia

Rosja tkwi w takim sposobie myślenia, co ilustruje również skandaliczny komentarz Ławrowa. Oczywiście, Hitler mógł z łatwością mieć jakąkolwiek „krew” w takim sensie, w jakim każdy z nas z pewnością miał przodków o różnym pochodzeniu etnicznym.

Żydów jako takich nie łączy krew (tj. wspólna pula genetyczna), która jednoznacznie odróżniałaby ich od sąsiednich grup kulturowych. W zależności od okoliczności, „żydowski” mógł historycznie odnosić się do wspólnoty wyznaniowej, tożsamości kulturowej lub – jak w ZSRR – narodowości, czyli czegoś, co biurokracja państwowa narzucała odgórnie, wpisując to do paszportu (tzw. piąty paragraf).

Tak więc, gdy prezydent Ukrainy „posiada” część swojego dziedzictwa, która jest żydowska, jest to jego świadomy wybór i deklaracja tożsamości. Hitler mógł z łatwością nosić w sobie jakąkolwiek „krew”, ale z pewnością nie mógł wyznawać żydowskiej tożsamości religijnej i kulturowej ze względu na swoje antysemickie przekonania.

Antysemityzm był ideologią wymierzoną w grupę kulturową i religijną, a nie biologiczną. Niezrozumienie tego przez Ławrowa i niedostrzeganie różnicy między tymi dwoma zjawiskami obnaża ukryty rasistowski (pseudobiologiczny) sposób myślenia postsowieckich reżimów autorytarnych, które zdają się wierzyć, że ludzi można definiować na podstawie ich mitycznej „krwi”, a nie ich socjalizacji czy wyborów kulturowych.

To samo dotyczy wyobrażeń Putina na temat narodów sąsiednich. Jak na dzisiejsze standardy, pomysł, że rosyjskojęzyczni mieszkańcy Ukrainy (lub Białorusi) są, w domyśle, Rosjanami i dlatego muszą dzielić jedno państwo, jest już z założenia dziwaczny.

Przypomina pangermański nacjonalizm i jego późniejszą toksyczną mutację (nazizm). W XXI wieku argument, że angielskojęzyczni Irlandczycy lub francuskojęzyczni Walonowie należą odpowiednio do Wielkiej Brytanii lub Francji, z pewnością wzbudziłby zdziwienie. Jednak taki sam argument dotyczący osób rosyjskojęzycznych jest wciąż możliwy do przyjęcia nawet przez niektórych zachodnich komentatorów.

Również tradycyjna rosyjska retoryka dotycząca Białorusi i Ukrainy jako bratnich narodów odwołuje się do tych samych pojęć, sugerując, że narody są w pewnym sensie żywymi organizmami, które można „spokrewnić”. Metafora rodziny jest częścią patriarchalnej ideologii płci i pokrewieństwa, która również ustanawia hierarchie i pojęcia wyższości.

Zauważmy, że w rodzinie są zazwyczaj młodsi i starsi bracia. Metaforę tę również uwielbiają dyktatorzy, którzy zazwyczaj lubią pozować na ojców swoich narodów. Narody są tu również rozumiane jako rodziny połączone „więzami krwi”.

Krew i krew – krew i ziemia

Trzeba mieć odwagę, aby przyznać, że rosyjska ideologia „krwi i pokrewieństwa” jest w wielu punktach podobna do języka „krwi i ziemi”. Kiedy w 2008 roku urząd objął rzekomo liberalny prezydent Miedwiediew, wprowadził do rosyjskiej debaty słowo „modernizacja”. Wydaje się jednak, że zamiast tego kraj przeszedł proces postępującej archaizacji, a niebezpieczne XIX-wieczne idee zaczęły w Rosji szokująco powracać.

Staje się to bardzo ważne w kontekście ostatnich dyskusji na temat tego, czy Rosja jest lub stawała się faszystowska. Politolodzy, którzy opowiadają się przeciwko takiej interpretacji, wskazują na różnice między współczesną Rosją a odpowiednimi reżimami w przeszłości. Jednak wydają się oni również nieco naiwni, oczekując, że wydarzenia z lat 30. w Niemczech czy we Włoszech powtórzą się dokładnie w XXI wieku. Mamy teraz do czynienia z zupełnie innym społeczeństwem, z nowymi strukturami społecznymi i nowymi mechanizmami mobilizacji autorytarnej. Jednak ideologia, która wysuwa się na pierwszy plan w Rosji, wygląda przerażająco znajomo.

Aliaksei Kazharski – Visegrad Insight Fellow. Badacz w Instytucie Studiów Europejskich i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Komeńskiego w Bratysławie oraz wykładowca na Wydziale Studiów nad Bezpieczeństwem Uniwersytetu Karola w Pradze.

 

Serdeczne podziękowania dla mojego przyjaciela Petra Oskolkova za zrecenzowanie wstępnej wersji tego tekstu.

Artykuł jest częścią projektu #DemocraCE. Tekst ukazał się w języku angielskim w Visegrad Insight.

Autor: 
zzz
Źródło: 

zzz

Polub Plportal.pl:

Reklama