Reputacja Europy jako kosmopolitycznej przystani zostaje obnażona – to iluzja

Reklama

wt., 09/14/2021 - 14:43 -- MagdalenaL

Mapa Europy w czasach Karola Wielkiego. Fot. North Wind Picture Archives/Alamy

Unia Europejska w coraz większym stopniu skłania się ku idei tożsamości kontynentalnej, białej i chrześcijańskiej. Czy to naprawdę liberalny zbiór zwolenników pozostania Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej?

 

Kiedy Kabul upadł w połowie sierpnia, niemal pierwszą reakcją europejskich przywódców był strach przed kolejną falą uchodźców napływającą na kontynent. „Musimy przewidywać i chronić się przed dużymi nielegalnymi przepływami migracyjnymi” – powiedział prezydent Francji Emmanuel Macron. Armin Laschet, kandydat Chrześcijańskich Demokratów, który ma nadzieję, że zastąpi Angelę Merkel jako kanclerz Niemiec w wyborach, które odbędą się za dwa tygodnie, powiedział, że nie może się powtórzyć kryzys uchodźczy z 2015 roku, kiedy Niemcy otrzymały ponad milion osób ubiegających się o azyl. Pod koniec miesiąca Rada Europejska zgodziła się „wspólnie działać, aby zapobiec nawrotowi niekontrolowanych ruchów nielegalnej migracji na dużą skalę, z jakimi zmagano się w przeszłości”.

Skupienie się na „ochronie” Europy przed napływem osób ubiegających się o azyl odzwierciedla niepokojącą transformację Unii Europejskiej w ciągu ostatniej dekady. Był czas, kiedy „proeuropejczycy” byli pewni, że świat niemal nieuchronnie zostanie przebudowany na obraz UE, która bez końca rozszerzała swoje zasady i eksportowała swój model skoncentrowany na „społecznej gospodarce rynkowej” i państwie opiekuńczym. Jednak odkąd w 2010 r. rozpoczął się kryzys zadłużenia w strefie euro, Europejczycy stali się bardziej defensywni i teraz postrzegają świat głównie w kategoriach zagrożeń.

Na tym tle Europa coraz bardziej pojmuje siebie w kategoriach kulturowych. Ponieważ model europejski stał się mniej wiarygodny i przekonujący – po części dlatego, że Europejczycy pod przewodnictwem Merkel nadwyrężyli go, próbując stać się bardziej „konkurencyjnymi” – „proeuropejczycy” mówią teraz bez końca o „wartościach europejskich”. W „geopolitycznej” Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen jest nawet komisarz ds. promowania europejskiego stylu życia (początkowo „chronił”, a nie „promował”), który jest odpowiedzialny za kwestie azylu i imigracji.

Kiedy Macron został prezydentem Francji w 2017 roku, mówił o Europe qui protège – „która chroni”. Chodziło początkowo przede wszystkim o ochronę obywateli przed rynkiem; miał nadzieję zreformować strefę euro, aby stworzyć bardziej redystrybucyjną UE. Ale jego plany zostały zablokowane, a raczej po prostu zignorowane przez Merkel. Od tego czasu, pod presją skrajnej prawicy i coraz bardziej ją naśladując, Macron na nowo wymyślił ideę kulturowej, a nie ekonomicznej ochrony – w szczególności przed muzułmanami.

„Proeuropejscy” centryści, tacy jak Macron, coraz częściej myślą o polityce międzynarodowej w kategoriach Huntingtonowskiego „zderzenia cywilizacji” – podczas gdy Samuel Huntington postrzegał Zachód jako jedną cywilizację, która znalazłaby się w konflikcie z Chinami i islamem w okresie po zimnej wojnie. Widzą oni Europę jako cywilizację odrębną od Stanów Zjednoczonych i tę, która musi się im przeciwstawić.

Zwrot cywilizacyjny w projekcie europejskim komplikuje historię Brexitu, którą sami opowiedzieliśmy. Odchodzących często przedstawiano jako tęskniących za białą Wielką Brytanią przed masową imigracją w latach pięćdziesiątych. Ale rzeczywistość jest bardziej złożona. Na przykład jedna trzecia ludności czarnoskórej i azjatyckiej w Wielkiej Brytanii głosowała za odejściem w 2016 roku. Jak wykazała politolog Neema Begum, wielu zrobiło to, ponieważ postrzegało UE jako „białą fortecę” – i nawet ci, którzy głosowali za pozostaniem, nie identyfikowali się jako Europejczycy. Europa kontynentalna generalnie pozostaje w tyle za Wielką Brytanią pod względem równości rasowej – na przykład Brexit drastycznie zmniejszył liczbę posłów z mniejszości etnicznych w Parlamencie Europejskim. (Nie ma na to dokładnych danych, ponieważ państwa członkowskie, takie jak Francja i Niemcy, nie gromadzą danych etnicznych.)

Na kontynencie „proeuropejczycy” uważają, że mają coś wspólnego z innymi Europejczykami, co oddziela ich od reszty świata – myślą o Europie jako o tym, co Niemcy nazywają Schicksalsgemeinschaft, czyli wspólnotą losu. Niewielu pozostałych myśli w ten sposób; wielu z nich to prawdziwi kosmopolici. Problem polega na tym, że często są oni tak samo ignorantami w realiach UE jak osoby ją opuszczające; popierają wyimaginowaną Unię Europejską, a nie tę rzeczywistą. W szczególności wielu Brytyjczyków po stronie lewicy wyobraża sobie, że Unia jest znacznie bardziej otwarta i postępowa, niż w rzeczywistości. Michel Barnier, unijny negocjator ds. Brexitu, a teraz kandydat do nominacji Republikanów w przyszłorocznych wyborach prezydenckich we Francji, wezwał w zeszłym tygodniu do zawieszenia imigracji spoza Europy.

Szczególnie dziwne, gdy się nad tym zastanowić, że utożsamianie się z „Europą” powinno być traktowane jako wyraz kosmopolityzmu. Europa to nie świat, a wspieranie UE lub myślenie o sobie jako Europejczyku nie czyni z ciebie „obywatela świata”, nie mówiąc już o „obywatelu znikąd”, jak sugerowała Theresa May w 2016 roku. Raczej czyni cię obywatelem określonego regionu – najbielszego na świecie. W rzeczywistości, historycznie, „europejski” i „biały” były w dużej mierze synonimami – pomyśl na przykład, co „europejski” oznaczał w apartheidowej Afryce Południowej.

To prawda, że po drugiej wojnie światowej pojawiła się nowa, bardziej obywatelska tożsamość europejska, przynajmniej wśród elit, skoncentrowana na tym, czym stała się Unia. Ale stale czerpała ze starszych etnicznych lub kulturowych idei Europy, aby uzyskać legitymizację i patos – na przykład najbardziej prestiżowa nagroda dla „proeuropejczyków” przyznawana jest w imię Karola Wielkiego, ucieleśnienia średniowiecznej tożsamości europejskiej, będącej synonimem chrześcijaństwa. Jak ilustruje nawet określenie „proeuropejski”, obywatelskie, etniczne czy kulturowe idee tożsamości europejskiej zawsze były omijane.

Co więcej, podczas gdy UE opierała się na wyciąganiu wniosków z wielowiekowych konfliktów w Europie, których kulminacją była II wojna światowa, a także stopniowo włączała do swojej narracji zbiorową pamięć o Holokauście, „proeuropejczycy” nawet nie próbowali wyciągnąć wniosków z tego, co Europejczycy zrobili reszcie świata i nigdy nie mieli nic do powiedzenia na temat historii kolonializmu.

W ciągu ostatniej dekady Unia Europejska stała się bardziej zagrożona, ponieważ skrajna prawica narasta na całym kontynencie i coraz częściej ustala program dla centroprawicy, a nawet niektórych centrolewicowych partii, takich jak duńscy socjaldemokraci. Oznacza to, że krucha tożsamość obywatelska, która pojawiła się w okresie powojennym, wydaje się ustępować tożsamości bardziej kulturowej, a nawet etnicznej – definiowanej w szczególności przeciwko islamowi. Innymi słowy, biel może w rzeczywistości stać się bardziej, a nie mniej, centralnym punktem projektu europejskiego.

Autor: 
Hans Kundnani Tłumaczenie: Wiktoria Walczyńska
Dział: 
Polub Plportal.pl:

Reklama