„Czarna śmierć”: dlaczego rosyjskiej piechoty morskiej boi się cały świat

Reklama

sob., 11/28/2020 - 00:58 -- MagdalenaL

Czarne berety, odwieczne tradycje i najtrudniejsze zadania bojowe, które wypełnić są w stanie tylko ci żołnierze — 27 listopada w Rosji obchodzi się Dzień Piechoty Morskiej. Historia tego rodzaju wojsk sięga 1705 roku, kiedy to Piotr I wydał dekret o utworzeniu pierwszego wyspecjalizowanego pułku żołnierzy marynarki wojennej - walczyli w abordażach i na lądzie. Od tego czasu morskiej piechocie powierza się operacje o najwyższym stopniu odpowiedzialności, nie tylko na wybrzeżu.

Siły specjalne

Dziś piechota morska to oddzielny rodzaj sił przybrzeżnych Marynarki Wojennej. Te elitarne jednostki są odpowiedzialne za obronę baz morskich, ważnych obiektów przybrzeżnych, walczą z sabotażystami, a także chronią statki i okręty Marynarki Wojennej podczas długich podróży.

Ale ich głównym przeznaczeniem i tak zostaje desant ze statku i zajęcie wrogiego wybrzeża. Tutaj piechota morska zawsze idzie jako pierwsza, na szpicy pozostałych jednostek. To co najtrudniejsze przypada żołnierzom desantowo-szturmowych batalionów, czyli oczyszczanie przyczółków, szturm kluczowych obiektów przeciwnika, niszczenie stanowisk ogniowych, przebijanie się przez umocnienia obronne.

Często desantowcy morscy działają oddzielnie od sił głównych, wybijając korytarze dla nadchodzących jednostek. Ze względu na swoją wszechstronność nazywani są również „żołnierzami trzech żywiołów”. Każdy członek morskiej piechoty bez wyjątku musi przejść obowiązkowe szkolenie z nurkowania i desantu powietrznego.

Zadania specjalne również wymagają specjalnego sprzętu. Obecnie Marynarka Wojenna dysponuje dużymi statkami desantowymi, które mogą podchodzić blisko brzegu. Na przykład najbardziej nowoczesny duży okręt desantowy "Iwan Gren" jest w stanie wysadzić do 300 żołnierzy, ponad dziesięć czołgów lub 30 transporterów opancerzonych.

Innym środkiem transportu na brzeg są poduszkowce. Są szybsze niż duże statki desantowe, więc w razie potrzeby są gotowe zejść na brzeg i wysłać żołnierzy w głąb wybrzeża.

Czarne płaszcze

Piechota morska odegrała ogromną rolę w bitwach przeciwko niemieckim faszystowskim najeźdźcom podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Częste nagłe i intensywne ataki z morza całkowicie zniweczyły plany hitlerowców, skazując ich na taktyczną porażkę. „Czarna śmierć”, jak Niemcy nazywali piechotę morską ze względu na kolor ich mundurów, przerażała żołnierzy wroga. Zostały udokumentowane przypadki, kiedy to żołnierze Radzieckiej Marynarki Wojennej ruszali do ataku, nawet ranni i przy wielokrotnej przewadze liczebnej wroga.

I tak, za jedną z pierwszych efektywnych operacji piechoty morskiej uważa się Lądowanie Grigoriewskiego. We wrześniu 1941-go roku na brzeg Morza Czarnego w rejonie Odessy wysadzono z okrętów ponad dwa tysiące desantowców. Do tego czasu hitlerowcy (głównie wojska rumuńskie) podeszli blisko Odessy, okrążyli miasto i zablokowali wszystkie dojścia od strony morza. Transporty z posiłkami i amunicją zostały zatopione przez artylerię przybrzeżną, port w Odessie został ostrzelany niemal bezpośrednio.

Dowództwo Floty Czarnomorskiej pilnie opracowało plan operacji desantowej, aby pomóc obrońcom miasta. Dwudziestego drugiego września radzieckie okręty — kilka krążowników i niszczycieli — opuściły kotwice cztery kilometry od brzegu i zniszczyły odkryte wcześniej stanowiska ogniowe wroga.

Morscy piechurzy załadowali się na małe barki, łódki i pod osłoną dział floty popłynęli w stronę brzegu. Zajęli przyczółek, ruszyli do rumuńskich fortyfikacji. Równocześnie z siłami morskimi na tyłach wroga z samolotów wyskoczyli spadochroniarze, którzy na jakiś czas odwrócili uwagę przeciwnika.

W ciągu zaledwie kilku godzin piechota morska przejęła pozycje ciężkiej artylerii ostrzeliwującej miasto. Łącząc się z jednostkami zmotoryzowanymi, morscy piechurzy odparli Niemców na dziesięć kilometrów od Odessy. W bitwie zabito ponad dwa tysiące hitlerowskich żołnierzy i oficerów, zabierając trofea — dziesiątki dział i moździerzy, setki sztuk broni ręcznej i pojazdy opancerzone.

Walki na kole podbiegunowym

Na północnych granicach ZSRR — w Norwegii i Finlandii — Niemcy skupiły dużą liczbę jednostek: około 500 tysięcy ludzi, setki czołgów i samolotów, tysiące dział artyleryjskich i moździerzy. A przy tym jednostki strzelców alpejskich Wermachtu były przygotowane i wyposażone o wiele lepiej niż sowieccy żołnierze.

Hitlerowcy planowali całkowicie zablokować Zatokę Kolską, zająć główną bazę Floty Północnej w Polarnym, a potem w Murmańsku. Operacja „Błękitny lis” została przydzielona armii „Norwegia”, czyli trzem korpusom wojskowym i górskim oraz półtorej setce baterii przybrzeżnych.

Wiosną 1942 roku Niemcy byli już tylko kilkadziesiąt kilometrów od Murmańska, który zyskał wówczas szczególne znaczenie dzięki Lend-Lease Act. Aby zatrzymać natarcie wroga i nie stracić miasta, konieczne było pilne uderzenie wyprzedzające.

Operacja ofensywna Murmańska rozpoczęła się w kwietniu. Oddziały 14 Armii i 12 Brygady Morskiej miały pokonać wroga w rejonie Zapadnej Licy i dotrzeć do granicy z Finlandią. Sześć tysięcy piechurów morskich otrzymało zadanie odcięcia dróg zaopatrzeniowych wroga i zniszczenia niemieckich ugrupowań broniących wybrzeża.

Desant wodny odbywał się dyskretnie, bez artylerii, jednocześnie w trzech punktach. Na skutek zaskoczenia jednostki przybrzeżne Wehrmachtu zostały zneutralizowane praktycznie bez strat. Piechurzy zajęli przyczółek, a następnie rozciągnęli go na długość 14 kilometrów, biorąc szturmem kilka punktów oporu.

Jednak Niemcy wkrótce opamiętali się i ściągnęli posiłki. Zawiązały się ciężkie walki. Niekiedy piechurzy morscy wytrzymywali do dziesięciu natarć dziennie. Sytuację pogorszyła gwałtowna zmiana pogody — zaczął padać ulewny deszcz, a następnie trwające kilka dni opady śniegu. Wśród piechoty morskiej zaczęły się masowe odmrożenia.

Hitlerowcy wykorzystali to i nasilili ofensywę. Przyczółek był zagrożony całkowitą eliminacją. Niemniej jednak, wykorzystując ukształtowanie terenu żołnierze radzieccy naprawili swoją sytuację. I tak, zamykali oni oddziały Wermachtu w pewnego rodzaju workach ogniowych. Wpadając w jedną z tych pułapek, Niemcy ponosili ciężkie straty, czasem tracąc całe jednostki.

Mimo desperackiego oporu przyczółek powoli topniał - sowieccy żołnierze zostali zepchnięci do morza. Na początku maja ocaleni zostali ewakuowani. W ciągu dwóch tygodni walk Flota Północna straciła prawie 70 procent żołnierzy i oficerów. I choć zadanie zostało wykonane tylko częściowo — głównie z powodu niepowodzeń 14 Armii — Murmańsk został obroniony.

Dwie czeczeńskie

Piechota morska często walczyła daleko od linii brzegowej. U szczytu pierwszej kampanii czeczeńskiej dwie kompanie zostały przeniesione z Floty Północnej do samego piekła — Groznego — i otrzymały polecenie szturmu na wieżowiec Rady Ministrów. Oddziały federalne — desantowcy i zmechanizowani — już w tym momencie kilka dni próbowali zdobyć budynek i ponosili ciężkie straty. W żaden sposób nie udawało się wypędzić terrorystów.

Morscy piechurzy małymi grupami wdzierali się do budynku. Zacięta walka w zwarciu z dudajewcami ciągnęła się kilka dni. W ciasnych pomieszczeniach strzelano z niewielkiej odległości, często tocząc walkę wręcz. Po zajęciu kilku pięter, Flota Północna rozpoczęła oczyszczanie. Trzeba zaznaczyć, że opór stawiali im nie tylko czeczeńscy bojówkarze, ale również wyszkoleni afgańscy i arabscy najemnicy.

Terroryści dobrze znali okolicę, świetnie orientowali się wewnątrz budynku, wykorzystywali tajne przejścia i pomieszczenia piwniczne. Kilkukrotnie kontratakowali, prowadzili ciężki ogień z karabinów maszynowych i granatników, snajperzy ostrzeliwali pozycje piechurów morskich. Jednak Flota Północna nie odpuszczała, a po kilku dniach rozbici bojówkarze oddali gmach Rady Ministrów.

Piechota morska szturmowała pałac prezydencki i wzniosła flagę Andriejewską nad rezydencją Dudajewa, oczyściła kwatery rządowe, realizowała inne ważne strategicznie operacje. Po zdobyciu Groznego działali w Czeczeni w rejonie wiedieńskim, szalińskim i szatojskim.

W 1999 roku jednostki Marynarki Wojennej zostały ponownie przeniesione na Północny Kaukaz. Żołnierze Floty Północnej, Oceanu Spokojnego, Bałtyckiej, Czarnomorskiej i Flotylli Kaspijskiej przeszli przez dwie kampanie. W walkach z separatystami bohatersko zginęły setki ludzi.

Autor: 
Nikołaj Protopopow, Tłum. Michał Wójtowicz
Dział: 
Polub Plportal.pl:

Reklama