Afrykańska wojna o wodę. Jak przywłaszczyć wodę z Nilu

Reklama

ndz., 10/25/2020 - 07:46 -- zzz

Władze Etiopii zapowiedziały, że nie ugną się, ani pod międzynarodową presją, ani nawet w razie zagranicznej agresji i ukończą budowę Tamy Wielkiego Odrodzenia na Nilu Błękitnym. Egipt i Sudan od dawna boją się, że wpłynie to na ich dostęp do wody z najdłuższej afrykańskiej rzeki.

W ostatnim czasie napiętą sytuację w tej części Afryki podgrzał prezydent USA Donald Trump, który zasugerował, że Egipt może zbombardować etiopską tamę. „To jest bardzo niebezpieczna sytuacja, ponieważ zakłóci ona żywotne interesy Egiptu” – powiedział Trump dziennikarzom w Gabinecie Owalnym.

„Skończy się tym, że Egipcjanie wysadzą tę tamę w powietrze. Mówię to głośno i jasno – oni tę tamę zbombardują. Po prostu muszą coś zrobić” – stwierdził amerykański prezydent.

Powołał się przy tym na swoje niedawne rozmowy telefoniczne z prezydentem Egiptu Abdelem Fattahem as-Sisim i z premierem Sudanu Abdallą Hamdokiem. Trump stwierdził też, że dzięki jego mediacji udało się osiągnąć porozumienie między Egiptem i Sudanem a Etiopią, ale „Etiopia swoimi działaniami je złamała”.

Słowa te wywołały ostrą reakcję Etiopii. Co prawda premier Abiy Ahmed Ali nie wspomniał w swoim oświadczeniu Trumpa, ani nie nawiązał wprost do władz USA, ale stwierdził, że „te groźby są obrazą dla etiopskiej suwerenności, są bezproduktywne i stanowią jasne pogwałcenie prawa międzynarodowego.”

„Etiopia nie ugnie się przed jakąkolwiek agresją, ani nie uznamy żadnych praw opartych na kolonialnych traktatach. I to mimo, że coraz częściej pojawiają się wojownicze groźby wobec naszego kraju” – dodał etiopski premier.

Czego dotyczy spór o wody Nilu?

Kwestia dostępu do wód Nilu jest jednym z najpoważniejszych sporów w Afryce Wschodniej. Licząca 6650 kilometrów rzeka płynie przez kilka państw tego regionu. Oprócz Etiopii, Sudanu i Egiptu także przez Sudan Południowy, Ugandę, Tanzanię, Rwandę i Burundi.

Ale przez kraje leżące de facto w Afryce Środkowej oraz Sudan Południowy płynie Nil Biały wypływający z Jeziora Wiktorii, zaś z Etiopii wypływa Nil Błękitny, mający swoje źródła w jeziorze Tana. Obie rzeki łączą się w okolicy stolicy Sudanu – Chartumu.

Na wodach Nilu Błękitnego Etiopia buduje od 2011 r. gigantyczną Tamę Wielkiego Odrodzenia wraz z elektrownią wodną, która ma rozwiązać problem braku dostępu do prądu w wielu etiopskich regionach.

Etiopska elektrownia wodna ma wytwarzać moc 6,45 gigawata, co da jej miejsce wśród największych takich projektów na świecie, choć ustępuje ona tym największym – Tamie Trzech Przełomów w Chinach (22,5 gigawata), brazylijsko-paragwajskiej tamie Itaipu (14 gigawatów) i chińskiej tamie Xiluodu (13,8 gigatawa).

Ale etiopska hydroelektrownia na Nilu Błękitnym będzie największa w Afryce. Tworząca ją tama ma mieć 155 metrów wysokości i niemal 1,8 kilometra długości. Wszystko ma kosztować ponad 5 mld dolarów. Budowa ma się zakończyć w 2022 r.

Kluczowe napełnianie zbiornika. W trzy czy w 21 lat?

Ale, aby hydroelektrownia mogła działać, wodą trzeba będzie napełnić gigantyczny zbiornik o pojemności 74 bln m3. Potrwa to kilka lat. Etiopia chce, aby było to maksymalnie 7 lat, ale władze w Addis Adebie ostatnio mówią nawet o napełnieniu zbiornika w trzy lata.

I właśnie ta operacja i jej szybkie tempo budzą zastrzeżenia Egiptu i Sudanu, które boją się, że w tym czasie zabraknie u nich wody. Oba te kraje są bowiem uzależnione od wód Nilu Błękitnego. Egipt czerpie 97 proc. swoich zasobów słodkiej wody ze źródeł zagranicznych (głównie właśnie z Nilu), zaś Sudan w 85 proc.

A zarówno w Egipcie, jak i Sudanie wody brakuje już teraz, bo populacje obu tych krajów wciąż szybko rosną. Gdyby Etiopia zrealizowała plan napełniania zbiornika przy Tamie Wielkiego Odrodzenia, według wyliczeń ekspertów z Kairu, Egipt straci rocznie 27 mld m3 wody. A to przełożyłoby się na utratę nawet 67 proc. powierzchni rolnej w wyniku pustynnienia.

Dlatego Kair chce, aby Etiopczycy napełniali swój zbiornik nawet 21 lat, bo wtedy zdaniem Egiptu straty dla egipskiej gospodarki byłyby akceptowalne. Ale władze Etiopii nie chcą się na to zgodzić, argumentując, że szybkie uruchomienie elektrowni na Nilu Błękitnym to kluczowy projekt dla rozwoju tego kraju i podniesienia stopy życiowej jego mieszkańców. Nawet 60 proc. ludności tego 100-milionowego kraju nie ma dostępu do elektryczności.

 

Groźby wojenne już od dłuższego czasu

Spór między Egiptem a Etiopią, do którego włączył się też ostatnio dotąd starający się trzymać na uboczu Sudan, doprowadził już do wzajemnego grożenia sobie nawet interwencją zbrojną. Na razie jednak były to tylko groźby.

Teraz wypowiedź Trumpa bardzo Etiopię zaniepokoiła. USA od ubiegłego roku (na prośbę Egiptu) próbują mediować w sprawie podziału wód Nilu Błękitnego. Udało się też osiągnąć pewne porozumienie, które odsunęło na razie wizję wybuchu lokalnej wojny o wody Nilu.

Ale było to tylko porozumienie wstępne. Etiopia uznała bowiem, że USA nie negocjują bezstronnie, ale de facto działają w interesie swojego głównego regionalnego sojusznika, czyli Egiptu. I na negocjacje ws. końcowego porozumienia Etiopczycy już się nie stawili.

Co więcej, w lipcu, zgodnie ze swoim harmonogramem, zaczęli napełnianie zbiornika na Nilu Błękitnym, choć USA chciałyby, aby Etiopia na razie od tego odstąpiła. I właśnie ten krok miał zdaniem Trumpa tak zirytować Egipt, że plan zbombardowania Tamy Wielkiego Odrodzenia nie jest już w Kairze tylko teoretyczny.

Etiopscy wojskowi też już jednak wielokrotnie grozili, że na ewentualne egipskie działania zbrojne odpowiedzą uderzeniem swojego wojska. Na szczęście Egipt i Etiopia nie mają wspólnej granicy. Oddzielają je od siebie jeszcze Sudan i Erytrea.

O ile jednak Erytrea, choć przez lata tocząca wojnę z Etiopią, w spór o wody Nilu się nie angażuje (bo nie ma do tego żadnych podstaw), o tyle zacieśniający relacje z USA Sudan (który właśnie uznał za sprawą Waszyngtonu niepodległość Izraela), zaczyna się coraz bardziej skłaniać ku egipskiemu stanowisku.

Autor: 
zzz
Źródło: 

euractiv.pl

video: 
Polub Plportal.pl:

Reklama