Z pamiętnika młodej nauczycielki – część 3

Reklama

sob., 10/17/2020 - 15:28 -- MagdalenaL

System edukacji w Polsce po 1989 roku jest krytykowany niemal przez wszystkich, niezależnie od tego, która partia polityczna aktualnie rządzi. Kolejne próby reformy edukacji nie przynoszą pożądanych rezultatów, a nawet pogarszają sytuację.

W 2017 roku weszła w życie głośna reforma oświaty, która rozpoczęła między innymi likwidację gimnazjów i powrót do ośmioletnich podstawówek. Wielu zwolenników tych zmian słusznie twierdziło, że gimnazjum nie spełniło swojej roli, a jedynie stało się wylęgarnią społecznych patologii. Tak zwane „gimbusy” i ich zachowanie były obiektem niezliczonych kpin i dowcipów. Ludzie rechoczący z zagubionych nastolatków zapomnieli chyba, że młodzież rozpoczyna świadome życie z tymi wartościami i umiejętnościami, w które została wyposażona w rodzinie i w szkole. Zlikwidowano więc okryte złą sławą gimnazja i przywrócono stary porządek. Pisowska reforma to duża zmiana administracyjna – skasowane jedne szkoły i rozszerzono pracę w pozostałych. Ale pod względem poziomu nauczania i bezpieczeństwa emocjonalnego uczniów w oświacie nic się nie zmieniło. Przyzwolenie na przemoc jest dziś nawet większe, niż za czasów gimnazjów, ale to temat na osobny tekst.
Reforma oświaty z 2017 roku spowodowała, że dzieci z klas siódmych i ósmych muszą w dwa lata przyswoić materiał z trzech lat gimnazjum. Moi uczniowie z klasy siódmej rozpoczynają lekcje codziennie o 8:00 a kończą 14:30 lub 15:25. To znaczy, że siedzą w szkole średnio dwa razy dłużej niż ich nauczyciele. To, że mają chęć do nauki (a mają!), nie jest zasługą polityków i „reformatorów” oświaty. To wynika z ich własnej siły i wytrwałości, której nie wolno nam zmarnować.

 

Autor: 
Maria Zaborowska
Polub Plportal.pl:

Reklama