Młodzież z Tajlandii zadaje pytanie dotyczące systemu

Reklama

pt., 09/25/2020 - 23:11 -- MagdalenaL

Obecne protesty w Tajlandii różnią się od starć politycznych ostatnich dziesięcioleci. Jest to fundamentalna odmiana. Czy jest szansa na sukces?

W weekend dziesiątki tysięcy ludzi zebrało się na starym mieście w Bangkoku, aby demonstrować przeciwko rządowi i monarchii. Od tygodni demonstracje zyskują na popularności. Główne postulaty to rozwiązanie parlamentu, opracowanie nowej konstytucji i zaprzestanie zastraszania obywateli. Na początku sierpnia żądania zostały rozszerzone o dziesięć punktów, których celem jest zreformowanie monarchii. Dla Tajlandii jest to oburzające przełamanie tematu tabu, które jednak dało studentom niewyobrażalną popularność.

W niedzielę demonstranci zainstalowali na placu Sanam-Luang przed Pałacem Królewskim złotą metalową tabliczkę wielkości talerza, przedstawiającą trzy złączone palce będące powitaniem z hitu Hollywood "Igrzyska śmierci", którestało się symbolem ruchu. Napis na nim oznacza: „Ziemia należy do ludu”. Ma ona ważne symboliczne odniesienie, ponieważ przypomina tablicę upamiętniającą wprowadzenie monarchii konstytucyjnej w 1932 roku. W 2017 roku zniknęła pod osłoną nocy. Nowa tablica pamiątkowa nie przetrwała 24 godzin. Na placu przed Pałacem Królewskim widać tylko dziurę w cemencie.

W niedzielę aktywistka Panusaya Sithijirawattanakul przedstawiła władzom list z propozycjami reformy monarchii. Zgodzili się oni przekazać list do rady królewskiej, organu, który doradza królowi. W liście wezwano między innymi do zniesienia kontrowersyjnego prawa, które kryminalizuje zniesławienie, władzy królewskiej, tajskiej konstytucji i poddania majątku królewskiego - szacunkowo 40 miliardów dolarów - kontroli państwa.

Żadnych ciepłych uczuć do monarchii

Jeszcze kilka miesięcy temu mało kto pomyślałby, że to możliwe, że część społeczeństwa Tajlandii fundamentalnie i publicznie zakwestionuje status monarchii. Takie żądanie mogło wyjść tylko od młodzieży, która nie darzy ani króla, ani monarchii sentymentem, jak piszą Hathairat Phaholtap i David Streckfuß na stronie „New Mandala” Australijskiego Uniwersytetu Narodowego.

To młode pokolenie aktywistów nie jest też obciążone spuścizną polityczną Tajlandii, którą od dziesięcioleci kształtują dwa obozy, masowe demonstracje, wojskowe zamachy stanu i wymuszone zmiany rządu. Z jednej strony stała konserwatywna i lojalna elita miejska, z drugiej zaś często biedni, byli zwolennicy wygnanego populisty i miliardera Thaksina Shinawatry, który pochodził z terenów wiejskich.

Ekspert z zakresu wiedzy o Tajlandii, Wolfram Schaffar, który wykłada na Uniwersytecie w Tybindze, powiedział Deutsche Welle: „Organizatorzy i prelegenci obecnych protestów nie są obciążeni historią. Na tym też polega ich urok. Są młodzi, bezpośredni i stawiają konkretne żądania, których nikt nie odważył się postawić". Jednocześnie postulaty są współtworzone w bliskim kontakcie z krytycznie myślącymi prawnikami i historykami oraz są formułowane tak profesjonalnie, że mogłyby służyć niemal bezpośrednio za projekt ustawy.

Ich świadomość polityczna została obudzona, kiedy w 2019 rokumogli po raz pierwszy w życiu głosować,ale szybko odkryli, że system polityczny jest całkowicie skorumpowany, jak mówi Schaffar. W wyborach sfałszowanych przez rząd wojskowywielu z nich głosowało na Future Forward Party (FFP). Partia uzyskała 17,3 proc. Głosów, ale wkrótce po wyborach została rozwiązana przez Sąd Konstytucyjny z powodu rzekomych nieprawidłowości finansowych. Po jej rozwiązaniu większość młodych wyborców poczuła się oszukana i rozpoczęły się protesty.

Żądanie sprawiedliwości i szacunku

Protesty, które są obecnie prowadzone głównie przez młodych studentów, nie reprezentują przede wszystkim żadnej konkretnej partii, lecz demonstranci domagają się demokratycznych prozeców i uznania równości dla wszystkich Tajów, jak powiedziała politolog Duanghathai Buranajaroenkij z Uniwersytetu Mahidol w Bangkoku w wywiadzie dla „New The York Times ”:„Te protesty nie dotyczą tego, kto będzie przywódcą Tajlandii w przyszłości, ale tego, w jaki sposób można szanować wartości demokracji i godność wszystkich Tajów ”.

Ponadto, zdaniem Schaffara, demonstranci czują się przytłoczeni szybko rosnącymi nierównościami w kraju, które odegrały już rolę we wcześniejszych protestach. „Nierówność społeczna przybrała formę nowego feudalizmu. Atak na monarchię jako najwybitniejszego symbolu tej nierówności jest logiczny”.

Co dalej?

Szczególnie krytyka monarchii stała się ostatnio niewyobrażalnym wyzwaniem dla elity rządzącej w Tajlandii - dotychczas rząd, siły bezpieczeństwa i wojsko unikały bezpośrednich starć, nawet jeśli na krótko aresztowano wielu przywódców demonstracji i aktywistów. Były generał i premier Prayuth Chan Ocha nie robi dobrego wrażenia, mówi Schaffar. „Moim zdaniem rząd jest w defensywie. Młodzi studenci nie dali się zastraszyć. Prayuth stoi przyparty do muru - zwłaszcza w oczach własnego ludu i w oczach króla -, bo nie ma tej sytuacji pod kontrolą. "

Nie można zatem wykluczyć użycia siły i brutalnego stłumienia protestów. Biorąc pod uwagę fakt, że znaczna część demonstrantów pochodzi z zamożnych średnich i wyższych klas z dużych miast, nie wydaje się to prawdopodobne. Jak dotąd nie udało się zniesławić demonstrantów jako „niebezpiecznych ekstremistów” lub „elementów antyspołecznych”, nawet jeśli próbowano kwestionować ich dumę narodową.

W tej chwili stworzenie pewnego rodzaju okrągłego stołu i poszukiwanie równowagi byłoby nadal możliwe - mówi Schaffar. „Krytyka monarchii może wydawać się radykalna w kontekście Tajlandii. Ale chodzi„tylko”o wdrożenie standardu demokratycznego, który już istniał w Tajlandii z pewnymi ograniczeniami. Im dłużej elity czekają, tym bardziej prawdopodobne staje się gwałtowne starcie i tym wyższa będzie cena dla wszystkich stron”.

Demonstranci zapowiedzieli strajk generalny 14 października.

 

Autor: 
Rodion Ebbighausen (tłum. Aleksandra Wereska)
Dział: 
Polub Plportal.pl:

Reklama