Niepokój wśród społeczności północnej Szkocji odnośnie planów wznowienia turystyki

Reklama

ndz., 07/12/2020 - 16:46 -- moderator3

Napływ potencjalnie zarażonych turystów martwi miejscową ludność względnie nietkniętą przez koronawirusa.

 

Robert Burns, narodowy poeta szkocki, pisał, że góralska gościnność jest taka, iż nie potrzebowałby więcej wstępując do nieba.

Jednak do tej pory 114 zgonów z powodu koronawirusa spowodowało, że mieszkańcy tego rozległego obszaru - który w marcu szybko się odizolował - nie są chętni na napływ odwiedzających, jako, że szkocki sektor turystyczny ma się znów otworzyć 15 lipca.

 

Domowej roboty znaki „turyści do domu” (eng. „tourists go home”), które pojawiły się na początku izolacji, aby odstraszyć zwiedzających, mogły zostać usunięte, ale Nicola Sturgeon, pierwsza minister, przyznała w tym tygodniu, że nie może wykluczyć kwarantanny lub kontroli podróżnych z Anglii, jeśli liczba zakażeń wzrośnie na południe od granicy.

 

Podczas gdy szefowie turystyki grożą anulowaniem rezerwacji i wycieczek, nasz dziennik zapytał mieszkańców, firmy oraz przywódców lokalnych społeczności, których niepokój i niejednoznaczny stosunek do sprawy są wyczuwalne.

 

Joyce Campbell, rolniczka ze wzgórza w Armadale na dalekim północnym wybrzeżu, w tym tygodniu była zajęta przycinaniem owiec zważając na częste burze, ale zwięźle podsumowała lokalne nastroje: „Można śmiało powiedzieć, że zniesienie zakazu wychodzenia z domu w niektórych częściach Wyżynnej Szkocji wywołuje wiele mieszanych emocji. Wiele firm w dużym stopniu polega na dochodach z turystyki, ale też zdaje sobie sprawę ze zwiększonego ryzyka, jakie napływ turystów może wnieść do naszych społeczności.

 

Zastanawiając się nad rosnącą falą odwiedzających - w tym kamperem na parkingu lokalnej przychodni lekarskiej w odległej wiosce Ballachulish, - radny z obszaru Highland (północna Szkocja) Niall McLean mówi bez ogródek: „Ten rejon nieznacznie ucierpiał podczas izolacji, ale to sprawia, że mieszkańcy tym bardziej boją się znów otworzyć. To lokalne społeczności dbały o siebie i wspierały się nawzajem i nie chcą ryzykować swojego zdrowia, a może i życia, dla korzyści ekonomicznych.”

 

 

Mówi, że przy wielu zamkniętych toaletach, parkingach i innych obiektach turyści będą musieli się bardziej postarać, by podróżować z rozsądkiem i zawsze po sobie sprzątać. „Miejscowi chcą zobaczyć odwiedzających, ale tylko tych, którzy starają się jak najlepiej i są ostrożni”.

 

Dla osób mieszkających wzdłuż North Coast 500 (malownicza droga w Szkocji), która w tym roku obchodzi swoją piątą rocznicę, czas izolacji pozwolił zastanowić się nad skutkami jej popularności. Trasa ta stała się znana również z powodu częstych korków i przeciążenia infrastruktury.

 

Jednym z jej głównych celów było zapewnienie miejsc pracy młodym ludziom. Wielu pracujących przy niej pochodziło z innych, biedniejszych części Europy i zostało wysłanych do domu przez pracodawców na początku izolacji, ku rozczarowaniu mieszkańców, którzy mieli nadzieję, że będą pracować przez jeden sezon, a potem zostaną.

 

Napływ potencjalnie zarażonych turystów budzi również duże obawy wśród tamtejszych lekarzy. Iain Kennedy, lekarz ogólny i przedstawiciel BMA (Związek Lekarzy Brytyjskich) z północnej Szkocji, mówi, że medycy szczególnie martwią się sytuacją, w której u odwiedzającego pojawią się objawy, oraz tym, jak zastosować się do porady klinicznej z testu, śledzić, dopasować program turyście, który nie może uzyskać wymazu, ponieważ podróżuje lub może nie być w stanie pozostać w jednym miejscu z powodu wygaśnięcia rezerwacji.

 

„Odwiedzający będą pod czujnym okiem miejscowych społeczności, a ważne jest, by byli tego świadomi i zachowywali się rozsądnie”, dodał Kennedy. „Ludzie w Wyżynnej Szkocji są bardzo przejęci tym, co widzieli w Bournemouth i w innych miejscach, gdzie ludzie zachowują się tak, jakby wirus już zniknął.”

 

Frazer Coupland, szef Izby Handlowej Lochaber, spędził ostatnie kilka dni dzwoniąc do wszystkich 220 członków z Fortu William, Glencoe i Loch Ness. Uderzyło go to, ilu z nich - chcąc desperacko uwolnić się od ekonomicznych nakazów - woli jednak czekać do sierpnia i obserwować początkowe skutki otwierania się na ten obszar.

 

Sugeruje również, że znaczny wzrost rezerwacji dla organizatorów zajęć na świeżym powietrzu może oznaczać bardziej odpowiedzialne podejście ze strony odwiedzających. „Coraz więcej osób rezerwuje zorganizowane wycieczki, spacery lub spływy kajakowe, ponieważ obecnie nie chcą być tymi osobami, które wzywają na pomoc ratownictwo górskie.”

Dla Tanji Lister, właścicielki hotelu Kylesku, który znajduje się na dziewiczym półwyspie Sutherland, poczucie odpowiedzialności w związku z ponownym otwarcie jest „ogromne”, jak mówi. Takie samo jest dla jej gości, zespołu, oraz szerszej społeczności. „To naturalna reakcja ludzi na strach, gdy od tygodni nie mamy żadnych nowych przypadków zarażonych. Alternatywą jest zwolnienie 20 osób”, ale nie jestem gotowa tego zrobić bez próby otworzenia znów biznesu.”

 

Z obłożeniem już na poziomie 90% przez resztę lata, Lister dodał: „Szkockie Góry to świetne miejsce do zwiedzania, jeżeli martwisz się zbytnim zbliżeniem ze świeżym powietrzem i mnóstwem przestrzeni.”

 
Autor: 
tłum. Izabela Siekańska
Źródło: 

theguardian.com

Polub Plportal.pl:

Reklama