Musimy mówić o katastrofie humanitarnej w Jemenie

Reklama

ndz., 06/28/2020 - 00:26 -- moderator3

Jemen jest o krok od katastrofy i prawie nikt o tym nie mówi. To prawda, że przeżywamy burzliwy okres z punktu widzenia obecnej sytuacji: w tym momencie ma miejsce wiele istotnych wydarzeń na szczeblu światowym i nie jest łatwo nadążyć za kolejnymi aktualnościami. Jednak naprawdę konieczne jest przywrócenie tego tematu w centrum debaty publicznej, aby móc spowolnić lub przynajmniej załagodzić to, co bez przesady można nazwać największym kryzysem humanitarnym na świecie.

W ostatnich miesiącach sytuacja w Jemenie, od lat więcej niż tragiczna, pogorszyła się – o ile to w ogóle możliwe - jeszcze bardziej. Jak pisze Helen Lackner dla gazety Orient XXI, w artykule przetłumaczonym dla włoskiego Internazionale, rozprzestrzeniający się koronawirus dołączył do innych trwających epidemii: dengi, błonicy, malarii, chikungunya, a zwłaszcza cholery, która w 2019 r. dotknęła prawie milion osób, a w pierwszych czterech miesiącach 2020 r. kolejne 110 tys. Od dziesięcioleci Jemen jest prawie całkowicie zależny od dostaw zewnętrznych, ale obecnie został objęty embargiem lotniczym i morskim, więc nie posiada wystarczającej liczby zapasów i leków. Głód zabija setki tysięcy ludzi każdego roku - według UNICEF około 2 miliony jemeńskich dzieci w wieku poniżej 5 lat cierpi z powodu niedożywienia. Krajowy system opieki zdrowotnej praktycznie nie istnieje, ilość sprzętu medycznego jest znikoma - brakuje nawet termometrów, a w całym kraju jest tylko kilkaset sztucznych respiratorów - a około 2800 placówek szpitalnych nie funkcjonuje prawidłowo.                                                                                                                                         

 

Do tego wszystkiego trzeba dodać horror wojny domowej, która w przeciągu ostatnich pięciu i pół roku spowodowała śmierć nieznanej, ale rzędu kilku milionów, liczby cywilów oraz naraziła na ogromne niebezpieczeństwo ocalałych przesiedleńców i wielu uchodźców pochodzących z Rogu Afryki.

 

Wojna domowa w Jemenie jest bardzo złożonym i krwawym konfliktem: wybuchła w następstwie wydarzeń arabskiej wiosny w 2015 r., a jej bohaterami są szyickie rebelianckie bojówki Houthi, lojalne wobec byłego prezydenta Saleha i wspierane przez Iran oraz centralny rząd prezydenta Hadiego, uznany na arenie międzynarodowej i popierany przez Arabię Saudyjską, która utworzyła koalicję państw Zatoki Perskiej. W wewnętrznym konflikcie biorą również udział siły Al-Kaidy na Półwyspie Arabskim (AQAP) i jemeńskie spółki Państwa Islamskiego, a także Stany Zjednoczone, główni fundatorzy koalicji saudyjskiej, i wiele krajów zachodnich, w tym Francja, Wielka Brytania, Hiszpania i Włochy, które przyczyniły się do zakupu broni do walki z rebeliantami.

 

Od samego początku konfliktu koalicja saudyjska ciężko bombarduje mieszkańców, próbując zniszczyć rebeliantów Houthi, i szacuje się, że setki tysięcy ludzi, w tym wielu cywilów, zginęło w ciągłych starciach między stronami – przede wszystkim to Arabia Saudyjska dopuściła się straszliwych zbrodni wojennych. Jakby tego było mało, teraz ta wojna domowa przynosi nieprzewidziane rezultaty. Bowiem z powodu kryzysu wywołanego przez COVID-19, na początku kwietnia, pod naciskiem ONZ, koalicja wojskowa pod przewodnictwem Arabii Saudyjskiej ogłosiła dwutygodniowe jednostronne zawieszenie broni, które następnie przedłużono na cały ramadan, natomiast rebelianci Houthi zaproponowali ambitny projekt porozumienia pokojowego. Jednak deklaracja, jak opisała to Julie Kebbi dla libańskiej gazety L’Orient-Le Jour w artykule przełożonym także dla  Internazionale, nie idzie w parze z czynami: walki o ziemię i ataki powietrzne trwały przez cały ten okres. W trzecim tygodniu zawieszenia broni dokonano łącznie 145 nalotów i 577 bombardowań.

 

Ponadto upadło porozumienie z Rijadu, ogromne osiągnięcie dyplomatyczne, którego celem było pogodzenie rządu Hadiego z Południową Radą Przejściową (STC) – czyli siłami lojalistów i separatystów wewnątrz frakcji saudyjskiej - poparte również przez Emiraty, które oficjalnie wycofały się z wojny. W międzyczasie STC zagroził secesją, ogłaszając uzasadniony stan wyjątkowy i potrzebę autonomii rządu: na południu kraju prądu i bieżącej wody brakuje niemalże wszędzie, bezrobocie wzrasta do niewyobrażalnych rozmiarów, a w kwietniu miały miejsce niszczycielskie powodzie.

 

I wreszcie do pogorszenia groźnej już sytuacji przyczynia się kolejna porażka, jaką jest pomoc międzynarodowa. Pokojowe porozumienie sztokholmskie zawarte w 2018 r., które powinno było być wspierane przez misję ONZ, jeszcze nie zostało zrealizowane. W związku z nagłym pojawieniem się COVID-19 jest mało prawdopodobne, aby prace te mogły zostać szybko wznowione, więc operacja obecnie utknęła w martwym punkcie. Ponadto, aby przeciwdziałać kryzysowi humanitarnemu, Organizacja Narodów Zjednoczonych poprosiła darczyńców o około 3,4 miliarda dolarów na rok 2020, jednak uzgodniono tylko jedną trzecią tej kwoty, a na dzień 15 czerwca łączne finansowanie wyniosło zaledwie 720 milionów. Z powodu braku funduszy wiele projektów humanitarnych i zdrowotnych zostało zamkniętych.

 

Tymczasem wojna w Jemenie trwa, liczba zarażeń i zgonów z powodu koronawirusa gwałtownie rośnie, a ze względu na spadek światowego eksportu żywności głód grozi śmiercią dziesiątkom milionów ludzi. Nie ma funduszy na pomoc, kanały łączności nie działają. Setki tysięcy osób żyje bez wody pitnej i elektryczności, a zatem bez odpowiednich warunków higienicznych, ludność jest pogrążona w strachu i chaosie.

Dlatego dołączamy do apelu Oxfam: konieczne jest jak najszybsze zwiększenie pomocy w odpowiedzi na nadzwyczajne okoliczności i wznowienie operacji dyplomatycznych w celu uzyskania prawdziwego zawieszenia broni, abyśmy przynajmniej częściowo mogli zapobiec nadchodzącej katastrofie. Nie możemy nadal być obojętni (lub, co gorsza, współwinni) wobec katastrofy humanitarnej takiej skali. Musimy zrobić coś dla Jemeńczyków.

 

Autor: 
Matilde D'Accardi tłum. Magda Stankiewicz
Źródło: 

freedamedia.it

Polub Plportal.pl:

Reklama