Zdalne nauczanie ‒ sukces rządu czy fikcja?

Reklama

wt., 04/07/2020 - 16:33 -- moderator3

20 marca premier Mateusz Morawiecki i minister edukacji Dariusz Piontkowski podczas konferencji prasowej ogłosili, że szkoły pozostaną zamknięte przynajmniej do końca przerwy wielkanocnej. Podjęto również decyzję o rozpoczęciu obowiązkowego nauczania zdalnego tj. organizowania lekcji zgodnie z podstawą programową i wystawiania ocen uczniom. Ten sposób organizacji zajęć stopniowo wprowadzony został również w szkolnictwie wyższym. Studenci w porozumieniu z prowadzącymi zajęcia oraz władzami uczelni realizują materiały wykorzystując do tego narzędzia online.

Ministerstwo zabiera się do pracy

Proces nauczania zdalnego rozpoczęto od sprawdzenia dostępności do internetu wśród uczniów oraz wyznaczenia drogi komunikacji, za pomocą stron internetowych i platform edukacyjnych. Kolejno rozważono możliwość realizacji tygodniowego planu zajęć. Wszystkie te kroki miały doprowadzić do stworzenia najlepszego rozwiązania dla obu stron.

Ministerstwo Edukacji Narodowej pozostawiło jednak problem praktycznej organizacji zajęć placówkom oświatowym, chyba nie do końca zdając sobie sprawę z tego, jak wyglądają ich realne możliwości. Wiele szkół nie posiada bowiem odpowiedniego sprzętu umożliwiającego zdalne nauczanie, nie wspominając o tym, że część szkół nie prowadzi nawet e‒dzienników. Mieszkańcy wsi i mniejszych miast dostęp do internetu mają ograniczony, a warto pamiętać, że od początku epidemii koronawirusa obciążenie sieci wzrosło o kilkadziesiąt procent.

„Mimo tego, że dotąd nie było często narzędzi do tego, aby prowadzić nauczanie na odległość, ono odbywa się w przytłaczającej większości polskich szkół. Ponad 90 procent placówek rozpoczęło lub kontynuuje od kilku dni nauczanie na odległość, różnymi metodami” ‒ przekonywał na konferencji minister Piontkowski.

Choć część nauczycieli zaznajomionych z nowinkami technologicznymi faktycznie, jest w stanie zapewnić uczniom ciekawy i różnorodny sposób nauki, zdecydowana większość ogranicza się tylko do wysyłania materiałów, które dzieci muszą przerobić w domu same. Nauczyciele starsi bądź tacy, którzy nie posiadają dużych umiejętności obsługi komputerów muszą radzić sobie sami. Pozostałe 10% uczniów, o których wspomina ministerstwo musi odbierać zadania pozostawione w szkołach lub w wyznaczonych miejscach przez nauczycieli, co wywołuje tylko kolejne trudności. A takich przypadków jest o wiele więcej.

Pierwsze tygodnie za nami. Rodzice atakują!

Niejednakowe szanse nauczania rodzą oczywiście konflikty w całym systemie edukacji. Nauczyciele nie mają możliwości przekazania zdalnie wiedzy w taki sam sposób, jak w szkole, ilość materiałów jest ogromna, co z kolei nakłada więcej obowiązków na rodziców. Pomoc w rozwiązywaniu zadań zajmuje wiele godzin, a posiadanie większej ilości potomstwa w wieku szkolnym z edukacją online to zajęcie na pełen etat, co wywołuje niezadowolenie. Rodzice szukają winy u nauczycieli, bo często pomoc dzieciom jest równoznaczna z rezygnacją z pracy, co i tak jest trudne w obecnej sytuacji.

Magda Ankiel na Facebooku OKO.press pisze: „Właśnie skończyłam tłumaczyć dziecku past simple, południki i równoleżniki. A czeka w kolejce historia i biologia. Zapytam uprzejmie – a co z rodzicami, którzy chodzą do pracy i nie mają kiedy pracować z dzieckiem? A co z rodzicami, którzy są mniej wykształceni i np. nie znają języków obcych?”.

Obsługi platform edukacyjnych uczą się zarówno nauczyciele, jak i dzieci. Pomoc rodziców jest niezbędna, choć i nierzadko wykorzystanie komputera i narzędzi zdalnych może być dla niektórych zbyt dużym wyzwaniem. Wysłanie wiadomości, zdjęcia czy zadania domowego bez odpowiedniego przeszkolenia może stanowić problem, a kto w takiej sytuacje ma zagadnienia wytłumaczyć? Setki wysyłanych wiadomości wzbudzają tylko zdenerwowanie po obu stronach. Nie każdy ma również drukarkę i cały potrzebny sprzęt, którego system teraz wymaga.

Nauczyciele winy szukają w ministerstwie, podkreślają, że dopiero teraz widać trud jaki ponoszą kształcąc młode pokolenie. Oliwy do ognia dolał minister Piontkowski wypowiadając się przed kilkoma dniami w TVP, że zdalne nauczanie jest „szansą na to, aby nauczyciele pokazali, że nie tylko potrafią strajkować i ubiegać się o wyższe wynagrodzenia, ale także są po prostu dobrymi wychowawcami i nauczycielami”.

Nie ma się co dziwić, że słowa ministra wywołały oburzenie wśród nauczycieli, którzy uważają pomysł zdalnej edukacji za śmieszny i niepoważny. „Nagle oczekuje od nas, że w tydzień zrobimy coś, co nie udawało się przez lata kolejnym rządom – że przeniesiemy szkoły do świata cyfrowego. To fikcja” – komentuje polonistka na jednym z forów internetowych.

Winne ministerstwo?

Problem stanowi dodatkowo sprzęt, którego najzwyczajniej brakuje. Kilkuosobowa rodzina potrzebuje obecnie do pracy i nauki w domu, nie jednego lub dwóch, ale kilku komputerów. Oczywiście nijak ma się to do rzeczywistości, a ministerstwo czy szkoła sprzętu zapewnić zawsze nie mogą. Podobnie jest z internetem, szybkością łącza, transferem danych, który zdecydowanie ogranicza możliwości pracy. Wzmożona obecność w sieci przeciąża serwery, a platformy edukacyjne, na których uczą się dzieci ciągle się zawieszają, co zmusza nauczycieli do sprawdzania zadań nocami.

Na problemy oświaty z brakiem „służbowego sprzętu do wykonywania systematycznej pracy online, szybkiego łącza internetowego i oprogramowania antywirusowego” zwracał uwagę szef Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz. Apelował on do Ministerstwa Edukacji Narodowej o „przyjęcie rozwiązań realistycznych, uwzględniających całą złożoność sytuacji i trudne warunki”.

Ministerstwo zapewnia, że uczniowie bez dostępu do internetu materiały dostawać będą smsem albo pocztą. Uruchomiony został również system zakupu sprzętu komputerowego dla najbardziej potrzebujących rodzin i gmin. Pierwsze sztuki tabletów zostały już rozdane rodzinom. Problem wciąż stanowi sieć, a z tym ministerstwo już nie jest sobie w stanie poradzić.

Niezadowolenie rośnie, bo jak się okazuje wina nie leży ani po stronie rodziców, ani nauczycieli, a każdy stara się wykonywać swoją pracę jak najlepiej. "Władza powiedziała a rodzice i nauczyciele mają wykonać. Jest oczywiste, że tego nie da się wykonać i decydenci wiedzą o tym bardzo dobrze, ale to nie oni są przecież winni istniejącemu stanowi edukacji” ‒ można przeczytać na jednym z serwisów internetowych.

Zalecenia premiera Mateusza Morawieckiego w sprawie zawieszenia działalności placówek oświatowych potrwać mają do 15 kwietnia. Obecnie wydaje się mało prawdopodobne, aby dzieci po świętach wrócić miały do szkół. Liczba chorych na Covid‒19 wciąż rośnie, a minister zdrowia Łukasz Szumowski podkreśla, że wciąż nie znaleźliśmy się w szczycie zachorowań w Polsce. Przedłużenie edukacji zdalnej na kolejny miesiąc stanowić będzie następne wyzwania, a przede wszystkim tworzyć duże dysproporcje w ilości przekazywanej wiedzy między uczniami.

 

 

 

Autor: 
Agnieszka Żarnowiecka
Źródło: 

PLPORTAL

Dział: 
Polub Plportal.pl:

Reklama