Złoto w górę, ropa w dół. Rządy chcą pomagać, ale tylko sobie

Reklama

sob., 04/04/2020 - 15:42 -- koscielniakk

Czas pandemii to żerowisko dla nadmiernie przedsiębiorczych. Po komunikacie o pierwszym zarażonym z aptek zniknął spirytus salicylowy do przemywania rąk. Dwa dni później już był – droższy o sto procent.

W całym kraju spekulanci (określenie znane starszym czytelnikom) wykupowali maski ochronne, rękawice gumowe, preparaty do odkażania. A potem na aukcjach internetowych oferowali je nawet sto razy drożej. Gorzej, że hurtownie zaopatrujące szpitale nagle zrywały umowy na dostawy środków ochrony indywidualnej: albo kupicie maseczkę za 12 zł (przedtem kosztowała 30 groszy), albo zapłacimy kary umowne.

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta alarmował o niecnych praktykach już w lutym, ale rząd nie zawracał sobie tym głowy, bo kombinował, jak przeprowadzić w maju wybory prezydenckie. Wreszcie zaczęto blokować sprzedaż np. na Allegro, ale było już za późno, lekarze w szpitalach nie mieli czym osłonić nosa i ust.

Cudowano indywidualnie z zakupami zagranicznymi, zamiast zgłosić akces do wspólnych zamówień unijnych. Sytuacja powoli poprawia się; maseczki szyją z własnej inicjatywy aktywistki w całym kraju, także więźniowie; Chiny wznowiły dostawy. Ilu lekarzy zaraziło się od chorych – nie wiadomo.

Żeby nie było, że tylko w Polsce takie hieny.

W Tennessee dwaj faceci przejechali 2 tys. kilometrów i wykupili w aptekach cały płyn do dezynfekcji rąk. Butelki kupowali po dolarze, dwa dni później na aukcji oferowali po 70.

Biznes stał się głośny, przedsiębiorczymi zainteresowała się prokuratura.

Сzy można liczyć na pomoc rządu?

Walka z pandemią to problem lekarzy, walka z jej skutkami to problem ekonomistów i polityków. Z naciskiem na tych drugich w krajach, gdzie ogniska choroby są największe. Dziś wiadomo, że zawalili. We Włoszech premier ze strachu przed kłopotami gospodarczymi, dającymi szansę dojścia do władzy opozycji, zwlekał z ogłoszeniem ogólnokrajowej kwarantanny.

W Hiszpanii kłótnie między koalicjantami w rządzie także mocno opóźniły wprowadzanie zaleceń medyków. W Belgii tymczasowy rząd miota się od ściany do ściany. We Francji prezydent każe budować polowe szpitale dla zarażonych, a zdrowym zaleca gimnastykę na świeżym powietrzu. Wszystko w cieniu złej reformy emerytalnej i słabych notowaniach w wyborach regionalnych.

Prezydent USA od początku sugerował, że zaraza to sprawka chińska a Stany łatwo sobie z nią poradzą. Dzisiaj na Twitterze beszta koncerny samochodowe za zamykanie fabryk i wzywa je do natychmiastowej produkcji respiratorów. Bo przecież niedługo walka o reelekcję.

Wszystkie rządy deklarują pomoc służbie zdrowia, a za chwilę biznesowi i pracownikom. Szczegóły wspomożenia finansowego dla tracących zarobek są różne i zmieniają się pod wpływem raportów o zarażonych i ofiarach śmiertelnych. We Włoszech rozdają bony do sklepów, w Hiszpanii zamknęli fabryki, dadzą pensję postojową, potem trzeba będzie to odpracować. Trump obiecywał każdemu 500 dolarów, później tysiąc, a teraz ma ból głowy, bo nieduża liczba bezrobotnych nagle wzrosła do grubo ponad 3 milionów.

W Polsce też tęgo główkują, ale jak powiedział jeden z senatorów: to jest program ochrony administracji a nie pracodawców i pracowników. Tzw. tarcza Morawieckiego zakłada ponad dwieście zmian w przepisach, czego nie są w stanie ogarnąć nawet tęgie umysły prawnicze. Jedno za to jest jasne: rząd nie chce wprowadzić stanu nadzwyczajnego, ani klęski żywiołowej, bo musiałby wypłacać odszkodowania, no i wybory prezydenckie trzeba by odroczyć.

Pakiet pomocowy dla polskiej gospodarki („tarcza”) liczy niemal sto stron, każdy który będzie chciał z niego skorzystać będzie miał do pokonania wysokie schody, a potem barierę urzędniczą. Poważni ekonomiści mają do rządowego programu wiele zarzutów. Wskazują, że z szumnie zapowiadanych 212 mld zł pomocy - większość to gwarancje oraz działania na rzecz banków, a na realną pomoc jest zaledwie 30-40 mld złotych. I tu jest pies pogrzebany.

 

 

Stracą wszyscy poza bankami

Po światowym kryzysie bankowym w 2008 r. najlepiej poczuły się … banki. W Polsce też. Jeszcze niedawno przytomni specjaliści apelowali, aby zawiesić przynajmniej na pół roku spłaty wszystkich indywidualnych kredytów, bo ludzie bez pracy i dochodów nie będą mieli jak tego zrobić. Także proponowali, aby stanowczo ograniczyć skalę lichwiarskich prowizji w parabankach. Oba sektory podniosły rwetes i wygrały.

Jak ktoś nie ma na spłatę raty kredytowej to niech przyjdzie do banku, nisko się pokłoni, a może sprawę rozpatrzymy... Oczywiście w najbardziej rozpaczliwej sytuacji są osoby z kredytami we frankach szwajcarskich, ich spłaty rosną z dnia na dzień. A prezydent Duda obiecywał rozwiązanie problemu...

Inny prezydent, Putin, postawił sprawę jasno: odroczenie spłat kredytów konsumenckich i hipotecznych zaciągniętych przez Rosjan. Jak się wyraził: jeśli człowiek znalazł się w trudnej sytuacji życiowej musi mieć prawo do wstrzymania obsługi swojego długu i przedłużenia jego spłaty i (to najważniejsze) oczywiście nie może to pociągać za sobą żadnych sankcji. Pandemia będzie nadwyrężać budżet każdego państwa, więc prezydent Putin zdecydował o tym, o czym od dawna mówiło się w krajach Unii – opodatkować spółki zarejestrowane w „rajach podatkowych”. Argumentacja była prosta: obywatele, nawet mało zarabiający, płacą 13 procent podatku, a ci wyprowadzający dochody do „rajów” - 2 proc. To delikatnie mówiąc niesprawiedliwe – skomentował Putin.

 

Złoto drogie jak nigdy

Od kilku lat wróżbici i poważni analitycy sugerowali, że ten fajny świat czeka jakaś katastrofa. Może spadnie na nas asteroida, może wszystkie plony zeżre szarańcza, może zaleją nas oceany po ociepleniu klimatu. Ale bliższej, dzisiejszej perspektywy raczej nie przewidywali. Nie ma się z czego śmiać, zaskakujące są problemy, jakie zaraza przynosi na całym świecie. Tylko wybrane sygnały.

Złoto nie było tak drogie od co najmniej 7 lat. Ostatni raz podobne ceny w dolarach były na początku 2013 roku. Po przeliczeniu na złotówki mamy do czynienia z najwyższymi poziomami w powojennej historii. Przez śmiertelnego wirusa trzy największe odlewnie złota, znajdujące się w kantonie Ticino w Szwajcarii, zostały zamknięte.

Coraz trudniej jest transportować złoto. Zwykle używa się do tego lotów komercyjnych, a teraz samoloty są uziemione. Aleksiej Zajcew z rosyjskiego banku Otkritie, odpowiedzialny za kwestie związane z surowcami, oszacował, że wysyłanie rosyjskiego złota za granicę może teraz potrwać około tygodnia zamiast jednego dnia, jak było przed kryzysem. Ogromne zakłócenia są także w kopalniach złota. Pierwszy raz w 150-letniej historii przerwano wydobycie kruszcu w południowej Afryce.

Rząd Rosji wprowadził dekret, według którego firmy, które handlują przynajmniej jednym spośród specjalnej listy produktów, będą mogły działać niezależnie od sytuacji epidemicznej. Podstawowe to: artykuły dla dzieci, mydło i inne środki czyszczące, lekarstwa i inne produkty medyczne, karma dla zwierząt, benzyna, materiały budowlane, części samochodowe, elektryczne, czasopisma, zapałki i świeczki czy tytoń. A co z wódką? Jedyna nadzieja, że władze regionalne będą mogły dodawać do listy kolejne produkty, w zależności od przebiegu epidemii na ich terytorium.

 
Zabraknie wódki, piwa, prezerwatyw

W Polsce też zapomnieli o podstawowych przyjemnościach. Właściciele kawiarni i restauracji powinni w maju zapłacić drugą ratę za koncesje na sprzedaż alkoholu. Jeżeli tego nie zrobią, w lokalach do końca roku, nie będzie piwa, wina, wódki. Ale jak mogą zapłacić, kiedy dziś nic nie zarabiają? O tym „tarcza Morawieckiego” milczy.

Malezyjska firma Karex Bhd odpowiada za 20 proc. produkcji prezerwatyw na świecie. Przez pandemię i blokadę firma została zmuszona do zawieszenia produkcji. Szacuje się, że już nie wprowadziła na rynek 100 mln prezerwatyw. Od ponad tygodnia trzy fabryki należące do producenta stały bezczynnie. Ostatnio pozwolono na wznowienie produkcji, ale jedynie w 50 proc. Przewiduje się poważny brak prezerwatyw na rynku afrykańskim. Jak ocenia producent powrót do poprzedniej wydajności to nie tygodnie, ale miesiące.

 

Będą dopłacać do tankowania samochodu?

Już niedługo wydobytej ropy nie będzie, gdzie magazynować. Badania IHS Markit stwierdzają, że przy obecnym popycie i podaży stanie się tak w połowie roku. W drugim kwartale na rynku znajdzie się ponad 12 mln baryłek ropy naftowej dziennie, której nikt nie będzie chciał kupić.

To oznacza, że produkcję trzeba będzie wstrzymać. Namibia, największy eksporter w Afryce, „zapełni się” w ciągu 2 dni, Rosja – w 8 dni. W najlepszej sytuacji są Amerykanie, którzy zapełnią magazyny w 30 dni. Połowicznym rozwiązaniem są tankowce. Koncern Glencore, zajmujący się wydobyciem złóż naturalnych, wynajął jednostkę, na której chce przetrzymywać 3 mln baryłek ropy. Na podobny krok zdecydował się Royal Dutch Shell. A Arabia Saudyjska, chce skorzystać z załamania się OPEC i zalać paliwem cały rynek. Będą dopłacać do tankowania samochodu ?

 

Kwiaty i rzodkiewki za darmo, byle nie skończyły w śmietniku

Rządy i banki udają, że pomagają, naprawdę usiłują pomóc sobie. Ale społeczność nie jest już tak naiwna. I ratuje się własnymi pomysłami. Każdy, kiedyś trzymał to w dłoni. Kwiaty. „Teraz tulipany miały rozkwitnąć pięknie przed świętami wielkanocnymi, dekorować stoły, domy. A teraz tniemy kwiaty, wynosimy do chłodni. Na giełdzie nie da się ich sprzedać, kwiaciarnie się zamykają. Ja nie powiem moim kwiatom, żeby czekały na tarczę antykryzysową”. A potem „przyjechał do nas pan, który będzie dodawał pęczki rzodkiewki do naszych kwiatów. Za darmo, byle nie skończyły w śmietniku”.

Znany polski ekonomista prof. Witold Orłowski powiedział w audycji telewizyjnej: Bez sensu jest przewidywanie dzisiaj skutków dla gospodarki, kiedy nie wiemy, jakie będą skutki zdrowotne pandemii dla wszystkich ludzi.

Zaskakujące, jak tylko nieliczni przywódcy państw, w tym nieszczęśliwym czasie myślą o obywatelach. W Czechach wszyscy wychodzący na ulice zakładają na twarz darmowe maseczki. I nie muszą głosować...

Autor: 
-----------
Źródło: 

Sputniknews

Dział: 
Polub Plportal.pl:

Reklama