Co nas dopadło? Dwie epidemie w jednej

Reklama

wt., 03/31/2020 - 15:06 -- koscielniakk

Prowadzimy wojnę z poprzednimi epidemiami, a nie z tą aktualną. Dla wiedzy o skali koronawirusa nieistotne są dane o tym, ile osób zachorowało i choruje, tylko ile jest jeszcze wolnych łóżek na oddziałach intensywnej terapii.

  • Epidemia koronawirusa różni się od poprzednich epidemii tym, że groźba śmierci bardzo zależy od wieku chorego
  • Dlatego powinniśmy myśleć o niej jak o dwóch różnych epidemiach, dosyć nieszkodliwej dla młodszych i bardzo groźnej dla osób po 60-ce i działać inaczej wobec tych dwóch grup
  • Głównym naszym celem powinno być ograniczanie liczby ciężko chorych, głównie starszych osób trafiających na oddziały intensywnej terapii, a nie ograniczanie ogólnej liczby zachorowań na koronawirusa
  • Jak świadczą przykłady Szwecji i Malty, chroniących osoby 65+, ekstremalne ograniczanie kontaktów społecznych dla wszystkich obywateli nie jest konieczne

Jest takie powiedzenie, że generałowie zawsze prowadzą poprzednią wojnę, bo ją przeanalizowali i z niej wyciągnęli wnioski. Dziś widać, że nie tylko wojskowym trudno zauważyć, że świat się zmienia. Dziś wszyscy prowadzimy poprzednią wojnę. Prowadzimy wojnę z poprzednimi epidemiami, a nie z tą aktualną.

"To jest dziwna epidemia", mówi mi 85-letnia profesor bakteriologii Hanna Stypułkowska-Misiurewicz, była ekspertka WHO. Zwykłe epidemie chorób zakaźnych, i te niedawne jak Ebola, SARS czy hiszpanka, i te dawne, jak Czarna Śmierć (dżuma) i ospa - atakują wszystkich, niezależnie od wieku, mniej więcej równo i mniej więcej równo ludzie umierają. Na ogół częściej oczywiście umierają osoby słabsze, schorowane, starsze, ale śmiertelność jest mniej więcej równa wśród osób w różnym wieku.Niech przykładem będzie grypa hiszpanka: według danych amerykańskich umierało 2,25 proc. małych dzieci i ludzi starych, wśród pozostałych osób śmiertelność wynosiła od 0,2 proc. do 1 proc. Czyli między skrajnymi grupami była dwunastokrotna (0,2-2,5) różnica niebezpieczeństwa śmierci.

Koronawirus jest inny.

Jest inny, bo to choroba prawie całkowicie niegroźna dla dzieci i młodzieży, którzy bardzo rzadko chorują i, wbrew rozpowszechnionym przekonaniom, nie zarażają innych (informacja z raportu WHO o Chinach).

Zagrożenie dla dorosłych, nieco rosnące z wiekiem, jest trochę większe niż przy grypie. Niebezpiecznie zaczyna się robić po przekroczeniu przez chorych 50 lat, a zagrożenie zdecydowanie wzrasta po sześćdziesiątce. Według aktualnych danych włoskich, dotyczących 7589 zmarłych, umiera jedna czwarta chorych po osiemdziesiątce. A ile we Włoszech umarło dzieci i osób poniżej trzydziestki? Nikt. We Francji zmarła jedna nastolatka.

Różnica śmiertelności, która w hiszpance była dwunastokrotna, przy koronawirusie jest różnicą 370-krotną. Trzysta siedemdziesiąt razy, o tyle niższe jest niebezpieczeństwo dla trzydziestolatka niż dla osiemdziesięciolatka.

95 proc. osób umierających we Włoszech na koronawirusa to osoby w wieku ponad 60 lat, w Chinach 91 proc. Inaczej mówiąc, 19 osób na 20, które umierają na koronawirusa, ma ponad 60 lat.

Ta zależność śmiertelności od wieku jest w pewnym stopniu pozorna. Jak wynika z doświadczeń zarówno chińskich jak i włoskich, nie umierają prawie nigdy osoby, które były zdrowe i nie są przewlekle chore na kilka chorób takich jak rozedma płuc, wysokie nadciśnienie, choroba wieńcowa czy nowotwory. Wśród młodych chorych osób jest bardzo mało, wśród starszych chorzy przeważają, stąd różnice w śmiertelności. Dla uproszczenia będę dalej mówił o osobach starszych, ale pamiętajmy, że dotyczy to też osób młodszych, z tymi kilkoma przewlekłymi chorobami.

Ponieważ samo nazwanie koronawirusa "pandemią" wywołuje w nas skojarzenia z globalną zarazą, a lęk przed zabójczymi epidemiami jest głęboko w nas tkwiącym historycznym dziedzictwem, reagujemy – my, czyli zwykli ludzie, media, politycy - na epidemię koronawirusa całkowicie irracjonalnie. Reagujemy tak, jakbyśmy wszyscy byli zagrożeni śmiercią w takim samym stopniu jak zagrożone są osoby najstarsze, chociaż w ogromnej większości z nas nic prócz gorączki i kaszlu nie grozi.

Reagujemy, jakby to była jedna epidemia, równie groźna dla wszystkich, tak jak przy dawnych epidemiach. Ale, jak widać z danych, wcale tak nie jest.

Dwie epidemie

Żeby dać sobie radę z epidemią, potrzebujemy świeżego spojrzenia, nie jak na dawne epidemie, ale jak na to konkretne zjawisko, z którym dziś walczymy. Epidemię koronawirusa powinniśmy traktować, zgodnie ze stwarzanym przez nią zagrożeniem, czyli jak dwie zupełnie różne epidemie, chociaż wywołane przez jednego wirusa i mające identyczne objawy.

Trochę przejaskrawiając, pierwsza to epidemia trochę łagodniejszej (dla dzieci) albo trochę groźniejszej (dla dorosłych) koronagrypy a druga to mordercza epidemia wśród seniorów, coś w rodzaju koronadżumy.

Epidemia koronawirusa nie dlatego jest groźna, że zachorują miliony ludzi - na grypę miliony co roku chorują i nie jest to żadnym dramatem ani dla służby zdrowia ani dla gospodarki. Jest groźna, ponieważ pewnym grupom ludzi koronadżuma grozi śmiertelnymi powikłaniami, ponieważ grozi paraliżem oddziałów intensywnej opieki medycznej i szpitali w ogóle. Co za tym idzie wzrostem śmiertelności innych osób, dla których w szpitalach zabraknie lekarzy lub łóżek.

Dlatego głównym celem naszych działań nie powinno być zmniejszenie ogólnej liczby zachorowań na koronawirusa, lecz ograniczenie liczby ciężkich przypadków, trafiających na oddziały intensywnej terapii - co doprowadzi do zmniejszenia liczby osób umierających. Żeby to osiągnąć, trzeba ograniczyć zachorowania w jednej przede wszystkim grupie – osób zagrożonych koronadżumą.

Dla wiedzy o aktualnym stanie epidemii nieistotne są dane o tym, ile osób zachorowało i choruje – bo ogromna większość będzie miała koronagrypę – tylko ile jest zajętych, a ile jeszcze wolnych, łóżek na oddziałach intensywnej terapii. Polska nie ujawnia takich informacji, więc nie wiemy, jak daleko nam jeszcze do do osiągnięcia maksymalnych możliwości tych oddziałów.

W wielkim uproszczeniu: nie jest istotne ile osób zachoruje, ale kto zachoruje.

Logiczne się wydaje, że skoro 95 proc. zmarłych to osoby powyżej 60 roku życia, to na ich ratowanie powinno być skierowane 95 proc. wysiłków. Dziś ogromna większość naszych działań idzie na zabezpieczenie przed śmiercią ludzi, którym nic nie grozi, na prawdziwie zagrożonych nie starcza już możliwości.

To tak, jakbyśmy na patrole do dwóch dzielnic wysyłali policjantów proporcjonalnie do liczby ludności: do małej, w której popełniane jest 95 proc. przestępstw wysyłali mało patroli, a do dużej, gdzie popełniane jest pozostałe 5 proc., wysyłali dużo więcej. Czy jakiś polityk by coś takiego zaproponował? Dzisiaj im więcej patroli trafia do spokojniejszej dzielnicy, tym bardziej polityk jest chwalony. Może dlatego, że to my w niej mieszkamy?

 

Różne epidemie, różne metody walki

Racjonalny sposób reagowania państwa i ludzi na koronagrypę i koronadżumę to taki, w którym reagujemy odpowiednio do zagrożenia sprawianego przez obie choroby, czyli reagujemy w sposób zróżnicowany. Obecnie wprowadzamy takie rozwiązania, jakby koronadżumą równo zagrożeni byli wszyscy.

Zwalczając koronawirusa państwa europejskie wprowadzają stopniowo coraz dalej idące ograniczenia możliwości kontaktów społecznych i życia gospodarczego, Takie strategie, odpowiednio wcześnie stosowane, mają przynieść opanowanie liczby ciężkich przypadków do poziomu, przy którym wszyscy potrzebujący znajdą miejsce na oddziałach intensywnej terapii.

Najprawdopodobniej przyniosą to, co pokazuje wykres z prognozy Imperial College dla Wielkiej Brytanii, gdzie przedstawiono dwie strategie:

1) zamknięcia szkół połączonego z izolowaniem chorych i ograniczeniami kontaktów społecznych (dystansownie społeczne – linia zielona)

2) izolowanie chorych, dystansowanie społeczne i kwarantanna gospodarstw domowych, w których wystąpiło zachorowanie (bez zamykania szkół – linia brązowa).

Szczególnie ta pierwsza, jeśli wprowadzić ją przed 20 kwietnia, zapewnia, że ciężkich przypadków (i zgonów) będzie niewiele i szpitale sobie spokojnie z chorobą poradzą.

Takie strategie, chociaż wydają się skuteczne krótkookresowo, to nie przyniosą trwałego zwalczenia wirusa, nawet po 5 miesiącach stosowania ograniczeń - szary obszar na wykresie - choroba wybuchnie znowu na jesieni z jeszcze większą siłą.

 

Wniosek badaczy z Imperial College jest w związku z tym taki, że ograniczenia trzeba utrzymywać cały czas, do momentu znalezienia szczepionki, ale z różnym natężeniem. Ograniczenia miałyby być rozluźniane i wzmacniane zależnie od sytuacji na oddziałach intensywnej terapii, mniej więcej w rytmie: 3 miesiące ograniczeń, 2 miesiące luźniejsze. Skutki gospodarcze – i społeczne – takich działań trwających powiedzmy półtora roku możemy sobie tylko wyobrażać. Żadne tarcze antykryzysowe, rozrzucanie pieniędzy z helikopterów, dronów i balonów nie pomogą na kilkudziesięcioprocentowe bezrobocie.

 

Skuteczne ograniczenie śmierci i gospodarczej zapaści

Jeśli chcemy wyjść z tego z minimalną liczbą ofiar i bez katastrofy gospodarczej, to główny wysiłek finansowy i organizacyjny powinien pójść nie w zwalczanie epidemii jako całości, ale w zwalczanie koronadżumy. To nie nas wszystkich trzeba od siebie oddzielić, tylko osoby naprawdę zagrożone odizolować od możliwości zakażenia, czyli osoby 60+, szczególnie z przewlekłymi chorobami i poważnie chore osoby młodsze.

Takie strategie przyjęły obecnie dwa kraje europejskie (być może o innych nie wiem), Szwecja i Malta. W obu odseparować się mają osoby 65+, zamknięte są kina i teatry, zachęca się do telepracy, ale czynne są kawiarnie, restauracje i sklepy. W obu oczywiście testuje się wszystkich podejrzanych o chorobę i aktywnie poszukuje osób, od których nowe przypadki złapały wirusa. To nie jest wsadzenie starszych ludzi do aresztu domowego, mogą chodzić do lekarzy, robić zakupy (jeśli nikt inny im nie zrobi), zdaje się, że również wychodzić na spacery. W Szwecji szkoły podstawowe są czynne.

Odizolowaniu osób starszych od źródeł zakażenia musi oczywiście towarzyszyć masowe testowanie wszystkich podejrzanych o chorobę, ogólna ostrożność i izolowanie osób zakażonych i ich rodzin. Wśród osób w sile wieku koronawirus też potrafi zabijać, potrafi zabić czasem również zupełnie zdrowych albo tych, którzy nie widzą, że są chorzy na choroby sprzyjające koronawirusowi. Musimy więc rozsądnie ograniczać możliwości jego rozprzestrzeniania się,

Wiele osób mi mówi "Ale odizolowanie milionów osób starszych jest niemożliwe": bo jest ich dużo, część mieszka z rodzinami, część potrzebuje pomocy lekarskiej i tak dalej. Jak widać po Szwecji i Malcie, jest możliwe, chociaż oczywiście nie jest łatwe.

Ale pomyślmy jaka jest alternatywa? Podążamy w gospodarczą przepaść, nie tylko Polska, ale cała Europa i Ameryka, przy okazji tracąc tysiące zmarłych, którzy nigdy nie powinni byli zachorować, gdyby zawczasu ich skutecznie odizolowano.

Jednocześnie powinniśmy się zastanawiać się, jakie ograniczenia i w jakiej kolejności możemy likwidować. Przywrócenie nauki w szkołach podstawowych wydaje się pierwszym możliwym od zaraz rozluźnieniem gorsetu. Otwarcie ogródków w restauracjach i kawiarniach – kolejnym krokiem. Otwarcie wszystkich sklepów też chyba jest możliwe – ale to już na pewno przy wprowadzeniu izolacji dla osób starszych.

Na wykresie poniżej przedstawiony jest wprost scenariusz, w którym nawet nie o 95 proc. ale o 90 proc. ograniczone zostają najcięższe przypadki choroby, bo nie trafiają do szpitali, skutecznie izolowane od zakażeń. Porównujemy to z innymi jeszcze scenariuszami Imperial College, przewidującymi różne inne sposoby reagowania na epidemię.

 

Wnioski są cztery, dosyć oczywiste

1) Jeśli 95 proc. zagrożenia dotyczy jednej grupy, to 95 proc. wysiłku powinno być skierowane na ratowanie tej grupy

2) Jeśli nie chcemy doprowadzić do katastrofy gospodarczej, to powinniśmy jej przeciwdziałać nie tylko przez rozdawanie pieniędzy (a będzie ich potrzeba dużo więcej, niż w tej chwili się wydaje), ale przez utrzymywanie tylko tych ograniczeń swobód poruszania się, które są absolutnie konieczne

3) Trzeba się zastanowić, jak skutecznie chronić osoby starsze i chore przed zakażeniem. Możemy to zacząć w dowolnym momencie, ale im szybciej tym mniejsze będą koszy gospodarcze epidemii i tym mniej będzie jej ofiar. Póki co – róbmy wszystko, żeby ich nie zarazić i żeby one się nie zaraziły

4) Media powinny przestać posługiwać się językiem powszechnego zagrożenia typu „śmiertelny wirus”, bo nieprawdziwie przedstawia naturę epidemii, natomiast wzbudza prawdziwy lęk

Niezależnie od tego, jaki sposób działania przyjmiemy, ten większości krajów czy ten ze Szwecji i Malty, będą ciężko chorzy i będą zmarli, przypuszczalnie setki albo tysiące w Polsce a dziesiątki tysięcy w Europie. Epidemie koronawirusa będą niestety trwały nie parę tygodni, tylko przynajmniej parę miesięcy. Chodzi o to, doczekać z minimalnymi stratami „w ludziach i sprzęcie” przynajmniej do momentu znalezienia skutecznego lekarstwa, bo szczepionka przyjdzie później, pewnie za rok, dwa lata.

Autor: 
Grzegorz Lindenberg
Źródło: 

Onet

Dział: 
Polub Plportal.pl:

Reklama