Koniec dobrobytu na własne życzenie

Reklama

śr., 03/25/2020 - 20:04 -- koscielniakk

Nie koronawirus niszczy świat, tylko główny sposób reagowania na niego, stosowany w Europie. Na własne życzenie tworzymy nową Wielką Depresję Gospodarczą.

  • Chiny mogły sobie pozwolić na zwalczenie koronawirusa kompletnym paraliżem jednej prowincji wielkości Włoch, ale w Europie nie można sparaliżować całych krajów na dwa miesiące
  • Na kopiowanie Korei Płd, która zwalczyła epidemię masowym testowaniem i dokładnym śledzeniem kto, od kogo i gdzie się zaraził jest za późno
  • Utrzymanie dotychczasowych sposobów walki z koronawirusem doprowadzi raczej do zapaści systemów medycznych niż do zakończenia epidemii
  • Ponieważ 90 proc. ciężkich przypadków na OIOM-ach i zgonów to ludzie w wieku ponad 60 lat albo przewlekle chorzy, to należy się skupić na tym, aby tę właśnie grupę skutecznie chronić przed zakażeniem wirusem, umożliwiając innym w miarę normalne pracę i życie

Są obecnie trzy sposoby walki z koronawirusem. Pierwszy to model chiński - zwalczenia choroby do zera: całkowity paraliż życia w zainfekowanej strefie, znaczne ograniczenia swobód w innych miejscach, odizolowanie chorych, kontrola poruszania się ludności.

Drugi to odpowiedź europejska: znaczne ograniczenia życia gospodarczego i społecznego z zamykaniem szkół, samoizolacją.

Trzeci to model krajów azjatyckich: niewielkie ograniczenia życia społecznego i gospodarczego, masowe testowanie, precyzyjne wyszukiwanie źródeł zarażenia.

Drugi i trzeci model to ograniczanie skali epidemii w czasie, aby nie doszło do przeciążenia systemów medycznych i żeby przeczekać do wynalezienia szczepionki, minimalizując liczbę chorych i zmarłych.

Model chiński, który okazał się skuteczny, jest nie do zastosowania w Europie nie tylko z powodów obyczajowych i politycznych – ludność jest znacznie mniej zdyscyplinowana, a państwo nie sprawuje tak bezwzględnej kontroli nad obywatelami (obywatele nie boją się, że zostaną uwięzieni albo zabici, jak to się dzieje w komunistycznych Chinach). Ale różnica gospodarcza jest jeszcze ważniejsza.

 

Życie zamrożone

Otóż Chiny spokojnie mogły sobie pozwolić na kompletne sparaliżowanie jednej prowincji Hubei, w której wystąpiło 84 proc. chińskich zachorowań i 96 proc. zgonów – bo tam mieszka zaledwie 4 proc. ludności Chin (chociaż znaczenie gospodarczej jest trochę większe). To tak, jakby kompletnie zamrozić życie w województwie warmińsko –mazurskim, poważnie ograniczając je gdzie indziej. We Włoszech – zamknąć ćwierć Lombardii. Całych krajów, na przynajmniej dwa i pół miesiąca, tak się sparaliżować nie da, bo nastąpi całkowita zapaść gospodarcza. Hubei otrzymywało i mogło dalej otrzymywać pomoc ze strony pozostałych 96 proc. ludności, w tym materialną i lekarską – a skąd niby kraje Europy miałyby taką pomoc otrzymywać?

 

Samoizolacja

Model europejski, czyli ograniczanie zachorowań i wydłużanie epidemii w czasie, doprowadzi – według analizy Imperial College COVID –19 Response Team pod kierunkiem epidemiologa Neila M. Fergusona – do przeciążenia zdolności oddziałów intensywnej opieki medycznej i ograniczenia ofiar zaledwie o połowę, dlatego proponują stłumienie epidemii przez trwającą do momentu wynalezienia szczepionki samoizolację ludzi, łącznie z zamknięciem szkół, ograniczaniem pracy itd., ewentualnie poluźnianą w momentach spadku liczby ciężkich przypadków. Kosztów gospodarczych takiego działania nie liczą, bo są epidemiologami.

 

Masowe testowanie

Trzeci model, koreański, nie zamyka wszystkich w domach, a restauracje dalej są otwarte, ale za to jest w nim masowe testowanie, również na własne życzenie, natychmiastowa izolacja podejrzanych i bardzo dokładne wyszukiwanie źródeł zarażenia, przez szerokie wykorzystywanie informacji o lokalizacjach i działaniach ludzi ze smartfonów, kart bankowych i kamer ulicznych Czyli – więcej kontrolowania ludzi, mniej ograniczania ich swobody niż w Europie. I ten system zdaje egzamin.

W Korei i Włoszech epidemia zaczęła się mniej więcej w tym samym momencie, ale Korea ma sześć razy mniej chorych i sześćdziesiąt razy mniej zmarłych (tutaj trzeba pamiętać o różnicach w liczbie osób starszych we Włoszech). Różnice kosztów ekonomicznych w obu przypadkach są pewnie podobne, nie tylko bieżących kosztów, ale i przyszłych.

 

Gigantyczna zapaść gospodarcza

Media i politycy prześcigają się w malowaniu apokaliptycznego obrazu epidemii, nazywanej pandemią. Pojawiają się porównania nie tylko do epidemii hiszpanki sprzed stu lat, która zabiła kilkadziesiąt milionów ludzi (koronawirus na razie zabił 10 tys.), ale i do drugiej wojny światowej, że to niby takie samo wyzwanie (premierzy Wlk. Brytanii i Włoch, może ktoś jeszcze), do Wielkiego Kryzysu lat trzydziestych.

Sensowne jest to ostatnie porównanie, bo kraje Zachodu na własne życzenie tworzą właśnie gigantyczną zapaść gospodarczą, z której długo nie będą mogły wyleźć – zubożenie społeczeństw, bezrobocie, recesję, gwałtowny wzrost zadłużenia budżetów, być może inflację.

W prognozie z 20 marca analitycy Goldman Sachs przewidują skurczenie się amerykańskiej gospodarki o 24 proc., o jedną czwartą, w drugim kwartale tego roku. Nawet jeśli w kolejnych nastąpi jakieś odbicie, to i tak pewnie 2020 przyniesie spadek GDP w USA czy krajach europejskich na poziomie 10 albo więcej procent. To jest rzeczywiście porównywalne z Wielkim Kryzysem, gdy w USA dochód narodowy spadł o jedną trzecią – ale w ciągu czterech lat.

Każdy z nas albo sam widzi realne obniżenie swoich dochodów albo zna ludzi, którzy tego doświadczą. A jeśli ta sytuacja potrwa jeszcze dwa –trzy miesiące? Ile pieniędzy będą rządy musiały pożyczyć/wydrukować, żeby ludzie bez pracy, a w USA mowa jest nawet o 20 proc. bezrobocia, mieli za co żyć?

 

Leczymy wrzód odcinając sobie rękę

Trzeba zrobić krok albo dwa czy trzy kroki wstecz, żeby wyzwolić się z apokaliptycznego obrazu epidemii, jaki zgodnie malują media, politycy i współobywatele, straszący się w mediach społecznościowych. Zapomnijmy na chwilę o wszystkich nazwach, przerażających scenariuszach, panicznych okrzykach i popatrzmy na to, co to naprawdę jest za choroba (abstrahując od medycznych subtelności). W krajach, które opanowały epidemię, nie było milionów ofiar: w Chinach zmarły trzy tysiące, w Korei sto osób, na Tajwanie dwie, w Singapurze też dwie osoby.

Na koronawirus trzeba spojrzeć jak po prostu na rodzaj choroby zakaźnej, wyjątkowo łagodnej dla dzieci, minimalnie groźnej dla przedemerytalnych dorosłych i wyjątkowo zabójczej dla chorych starszych osób.

Kontynuowanie działań, podjętych w tej chwili w Europie, doprowadzi być może do ograniczenia epidemii w ciągu dwóch-trzech miesięcy.

Niespecjalnie można liczyć na osłabienie wirusa w lecie, dzisiaj epidemia ma się dobrze w krajach Bliskiego Wschodu, gdzie temperatury przekraczają 25 stopni. Być może uda się całkowicie epidemię zlikwidować, kontrolując już na stałe zdrowie wszystkich przybywających do Europy.

Koszty tego będą ogromne, jeszcze większe będą, jeśli epidemia będzie trwała dłużej, do wynalezienia szczepionki albo skutecznego leku (co może się zdarzyć również w najbliższych miesiącach, bo badań prowadzi się kilkadziesiąt na świecie).

Prawdopodobnie uda się Europie zapanować nad wirusem za cenę niesłychanych kosztów, również społecznych i trwałego poczucia zagrożenia, że epidemia znowu może wybuchnąć.

 

Dwa razy inaczej

Są dwie drogi lepsze, drogi racjonalnego dalszego postępowania. Jedna to naśladowanie modelu azjatyckiego, co wymaga odpowiednio masowych, szybkich testów i powszechnej inwigilacji, ale znosi większość ograniczeń w poruszaniu się i socjalizowaniu obywateli.

Druga, jeszcze nigdzie nie wypróbowana, odmiana modelu azjatyckiego, to wyciągnięcie konsekwencji z tego, że choroba jest groźna prawie wyłącznie dla chorych starszych osób; chorych przede wszystkim na nadciśnienie, cukrzycę, chorobę wieńcową. Takie osoby powinny być chronione poprzez samoizolację w domach przez kilka miesięcy, z zapewnieniem im żywności i opieki medycznej.

Wysiłek powinien iść w stronę zapobieżenia, żeby one nie chorowały, bo z poważnymi przypadkami wśród pozostałej ludności – a takie też się zdarzają – służba zdrowia sobie poradzi. Ograniczenia kontaktów społecznych powinny być umiarkowane, natomiast oczywiście trzeba stosować masowe testowanie, odizolowywanie chorych i podejrzanych o chorobę, którzy zarażają.

Europy nie zniszczy epidemia koronawirusa, zniszczy ją sposób, w jaki sobie z nią radzimy.

*

P.S. Tekst napisałem w sobotę 21 marca. Dzień później premier Wielkiej Brytanii ogłosił, że półtora miliona najbardziej zagrożonych śmiercią z powodu wirusa musi przebywać w domach przez trzy miesiące, a żywność i leki będą im bezpłatnie dostarczane. A o bardzo podobnej do mojej koncepcji profesora Davida L. Katza, dyrektora Centrum Badań nad Profilaktyką Uniwersytetu Yale, napisał w poniedziałek w Onecie Sławomir Sierakowski. Jest więc może nadzieja, że opamiętają się politycy i przekonają ludzi do konieczności działania racjonalnego, a nie panicznego.

Autor: 
Grzegorz Lindenberg
Źródło: 

Onet

Dział: 
Polub Plportal.pl:

Reklama