Polska stanie się energetycznym hubem dla Europy środkowo-wschodniej?

Reklama

śr., 02/19/2020 - 21:41 -- zzz

Pod koniec grudnia zeszłego roku, Stany Zjednoczone nałożyły sankcje na rosyjskie projekty Nord Stream II oraz Turkish Stream. Był to niejako rzut na taśmę, ostatnia chwila na przyblokowanie tych inicjatyw. Udało się. Szwajcarskie firmy wycofały swoje statki przeznaczone do budowy infrastruktury na Bałtyku, a Bułgarzy przyblokowali południową nitkę gazociągu. Dało to istotną kartę przetargową Ukrainie, która do końca 2019 roku musiała wynegocjować nowy kontrakt gazowy z Rosją. W przypadku gdyby władze z Kremla zyskały możliwość transferu gazu ziemnego na zachód Europy z pominięciem Ukrainy, wówczas miałyby możliwość szantażu energetycznego względem Kijowa. Ostatecznie, dzięki Amerykanom, Moskwa musiała jednak zawrzeć nową umowę z Ukrainą.

 

Niemniej, wielka energetyczna gra w Europie Środkowej się nie zakończyła. Bowiem wraz z końcem 2022 roku, wygasa umowa na transfer gazu do i przez Polskę. Z kolei w tej chwili toczą się ponadto negocjacje w zakresie gazu i ropy dostarczanych na Białoruś. Innymi słowy, brak ukończenia Nord Stream II Turkish Stream mocno skomplikował Władimirowi Putinowi rozgrywanie uzależnionych od rosyjskich surowców państw regionu. Co więcej, okazuje się, że wydane środki na budowę dwóch ww. rurociągów mogą się nigdy nie zwrócić. Lub dokona się to znacznie później, niż pierwotnie zakładano.

Sekretarz ds. energii USA Dan Brouillette w ostatnich dniach wyraził swoje wątpliwości co do tego, by Rosja była w stanie ukończyć projekt rurociągu Nord Stream II. Choć rosyjskie ministerstwo energetyki zapowiada, że opóźnienie budowy NS II będzie niewielkie i inwestycja zostanie ukończona na przełomie 2020 i 2021 roku. Niejako odpowiadając na to, Brouillette stwierdził, że:

„To będzie bardzo długie opóźnienie, ponieważ Rosja nie posiada odpowiednich technologii”.

I gdyby przewidywania Amerykanów miały się sprawdzić, byłaby to doskonała wiadomość dla Polski.

 

Polska energetycznym hubem regionu?

Jeśli uda się doprowadzić inwestycję związaną z gazociągiem Baltic Pipe w terminie (2022r.), a Rosjanie nie ukończą do tego czasu Nord Stream II, Polska po raz pierwszy w historii, zyska względem Moskwy poważny lewar energetyczny. Nie tylko będziemy mogli wynegocjować znacznie lepsze ceny rosyjskiego gazu, lub też całkowicie z niego zrezygnować, ale i również wespół z Kijowem, Warszawa zyska możliwość zablokowania transferu rosyjskiego gazu na zachód (nie całkowicie, ale w dużej części).

Baltic Pipe, źródło: wikipedia.org

Przepustowość Nord Stream I wynosi 55 mld m³ gazu rocznie. Tymczasem ukraińskie rurociągi Braterstwo oraz Sojuz mogą transportować na zachód aż 144 mld m³ gazu na rok. Przebiegający przez Polską rurociąg Jamał-Europa posiada przepustowość 33 mld m³ gazu/rok (z czego ok. 10 mld m³ pozostaje w Polsce na jej potrzeby).

Sieć gazociągów z Rosji do Europy Zachodniej

O czym już pisałem w tekście pt.: „Do 2022 Rosja wywoła wojnę w Europie lub na Bliskim Wschodzie”, Ukraina importuje z Rosji również ok. 10 mld m³ gazu rocznie, przy czym Kijów w najbliższym czasie zwiększy własne wydobycie o 5 mld m³ gazu/rok (szacuje się, że nastąpi to do końca 2020 roku). Jednocześnie planowana jest rozbudowa infrastruktury przesyłowej pomiędzy Polską i Ukrainą, która pozwoli zwiększyć możliwości transferu gazu z Polski na Ukrainę z 1,5 mld m³ gazu/rok, do 5 mld m³ gazu/rok. Innymi słowy, w ciągu najbliższego roku lub dwóch, Ukraina może stać się całkowicie niezależna od rosyjskiego gazu.

Pamiętając o rozbudowie gazoportu w Świnoujściu, a także planach wydzierżawienia lub zakupu pływającego terminala LNG, Polska mogłaby importować ilości gazu znacznie przekraczające potrzeby własne. Baltic Pipe będzie miał przepustowość 10 mld m³ gazu/rok, z czego Polska zakontraktowała już 8,1 mld m³ norweskiego gazu. Terminal w Świnoujściu, po rozbudowie, będzie mógł przyjąć 7,5 mld m³ gazu/rok (co będzie o 50% więcej niż obecnie). Planowany pływający terminal LNG w Gdańsku pozwoli z kolei na przyjęcie dodatkowych 4 mld m³ gazu. Reasumując, po zaspokojeniu własnych potrzeb (gdyby zupełnie zaprzestać importu rosyjskiego surowca), Polska dysponowałaby potencjałem eksportu 8-9 mld m³ gazu rocznie. Innymi słowy, nasz kraj mógłby stać się pewnego rodzaju hubem energetycznym dla regionu. Warszawa mogłaby zarabiać na pośrednictwie w sprzedaży LNG lub norweskiego gazu ziemnego importowanego przez Baltic Pipe.

Warto w tym miejscu wspomnieć, iż pod koniec roku Polska i Litwa uzgodniły budowę interkonektora gazowego, który ma powstać do końca 2021 roku. Dzięki temu państwa bałtyckie (ale i także Finlandia) zostałyby, za pośrednictwem Polski, połączone z unijnym rynkiem gazowym. Trzeba pamiętać o tym, że Litwini dysponują pływającym terminalem LNG w Kłajpedzie, którego przepustowość (4 mld m³ gazu/rok) mogłaby zaspokoić 80% potrzeb państw bałtyckich. Istnieje więc potencjał do przechwycenia pozostałych 20% rynku.

Gazociąg litewski po polskiej stronie, źródło: Gaz-system.pl

Z kolei we wrześniu 2019 roku rozpoczęła się budowa gazociągu łączącego Polskę i Słowację, który ma zostać ukończony do 2021 roku. Jest to część tzw. Korytarza Północ-Południe, który zintegruje Polskę, Czechy, Słowację, Węgry oraz Chorwację (gdzie również znajduje się terminal LNG). Dzięki temu połączeniu, Polska będzie mogła importować za pośrednictwem Słowacji 5,7 mld m³ gazu rocznie, lub też eksportować w kierunku słowackim 4,7 mld m³ gazu rocznie.

Gazocią PL-SK, źródło: Gaz-System.pl

Nie należy również zapominać, że od 2015 roku Gaz-System zwiększył możliwość importu gazu z Niemiec (do 5,5 mld mld m³ gazu/rok). Niemcy z kolei również zamierzają wybudować własny terminal LNG, co zdywersyfikuje ich importu gazu. Tak więc, gdyby dostawy rosyjskiego surowca zostały odcięte, to teoretycznie, Polska mogłaby odsprzedawać dla całego regionu gaz pozyskiwany z różnych kierunków (własne terminale LNG, Baltic Pipe, Niemcy) w ilości nawet do 14-15 mld m³ gazu/rok.

Co niezmierne istotne, tego rodzaju koncepcja wpisuje się w amerykańską strategię osłabiania Rosji poprzez próbę ograniczenia jej eksportu gazu i ropy naftowej do Europy. Celem jest zdobycie na Moskwę lewara energetycznego. Uniezależnienie Europy Zachodniej i Środkowej od rosyjskiego gazu (również poprzez zwiększenie eksportu amerykańskiego LNG i ropy pochodzących z łupków), a także możliwość zablokowania transferu surowca przez polskie i ukraińskie gazociągi, dawałoby Waszyngtonowi zdolność do szantażu władz z Kremla.

            To jest wielka energetyczna gra, do której hegemon właśnie przystąpił, deklarując za pośrednictwem sekretarza stanu Mike’a Pompeo, że USA przeznaczy miliard dolarów na infrastrukturę energetyczną w regionie Trójmorza. Oznacza to, że Amerykanie chcą zainwestować żywą gotówkę m.in. w połączenia rurociągowe w regionie. Po to, by uniezależnić kraje Trójmorza od Rosji. W czym dużą rolę może odgrywać właśnie Polska. Inicjatywa Trójmorza zaczyna być postrzegana przez USA coraz poważniej, w kontekście realizacji własnych zamierzeń. O czym świadczy niedawne przemówienie Iana Brzezinskiego (syna Zbigniewa Brzezińskiego) dotyczące właśnie tego projektu gospodarczo-politycznego.

Podsumowanie – polskie szanse

Powyższa układanka, zdaje się potwierdzać powtarzaną na tym blogu tezę, że Polska znalazła się właśnie w wyjątkowym oknie geopolitycznym, w którym jej narodowe interesy są zbieżne z interesami światowego hegemona. Czas ten należy wykorzystać jak najlepiej, bowiem nie wiadomo, jak długo potrwa. Błędem byłoby odwracanie się plecami do zaistniałych okoliczności i nie wykorzystanie tegoż momentu. Zbieżność interesów (wzmocnienie Trójmorza, obrona Ukrainy, osłabienie Rosji, hamowanie Niemiec) może długo nie potrwać. Fakt, że Stany Zjednoczone za kilka lat mogą wyjść zupełnie z Europy nie powinien nas jednak odstraszać od podejmowanych przez nich inicjatyw. Wręcz przeciwnie, należy na nich zyskać jak najwięcej, przygotowując się jednocześnie do samodzielności gospodarczej, politycznej i militarnej.

W ramach amerykańskiej strategii odcinania Europy od rosyjskich surowców, Polska ma szansę stać się jej niezwykle istotnym elementem. Nasze korzyści z uzyskania statusu hub-u energetycznego dla regionu, nie będą ograniczać się tylko do korzyści gospodarczych (zyski z odsprzedaży). Zależność sąsiadów od naszej infrastruktury przesyłowej (gazoporty, Baltic Pipe), automatycznie postawi Warszawę w roli lidera regionu. Energetyczna zależność państw ościennych od Polski może dać nam szeroki wachlarz możliwości politycznych. Zdolność do kreowania polityki w regionie, wytworzenia własnego środka ciężkości w Unii Europejskiej, a także wzmocnienia na każdej innej płaszczyźnie. To niewyobrażalna szansa, której realność ziszczenia się, powinna docierać nawet do największych sceptyków.

Autor: 
Krzysztof Wojczal/.krzysztofwojczal.pl
Polub Plportal.pl:

Reklama