MAREK FALENTA - WIEZIEŃ POD SPECJALNYM NADZOREM. PIS ZŁAMAŁ "UMOWĘ"

Reklama

śr., 06/12/2019 - 10:18 -- zzz

Marek Falenta ujawnił patologię członków Platformy Obywatelskiej. W restauracji "Sowa i Przyjaciele" założył podsłuchy. Nieświadomie członkowie rządu PO-PSL jedli i pili na koszt podatników rozmawiając o polityce. Na jaw wyszły kryminalne szczegóły politycznych układów i to dzięki Falencie PIS wygrał wybory.

 

Założył podsłuchy politykom

Za nielegalne założenie podsłuchów, Falenta został skazany na 2,5 roku bezwzględnego więzienia. Jak twierdzą jego obrońcy, Falenta boi się osadzenia w więzieniu, ponieważ grożono mu wcześniej śmiercią. Marek Falenta obawia się, że w więzieniu, jeśli go nie zabiją, to na pewno coś mu zrobią.

Obawy skazanego nie są bezzasadne. Wielu osadzonych w niewyjaśnionych okolicznościach straciło życie, rzekomo wieszając się na prześcieradle lub w inny tajemniczy sposób zeszło z tego świata.

Marek Falenta - ścigany Europejskim Nakazem Aresztowania - został zatrzymany w Walencji w Hiszpanii. Biznesmena, który na początku lutego nie stawił się w zakładzie karnym, policjanci poszukiwali od blisko dwóch miesięcy.

Falenta został skazany w 2016 r. przez Sąd Okręgowy w Warszawie na 2,5 roku więzienia, w związku z tzw. aferą podsłuchową.

Skazany za zlecenie nagrywania polityków Falenta w poniedziałek rozpoczął odbywanie kary 2,5 roku więzienia. Trafił - nietypowo - do zakładu karnego zamkniętego, choć teoretycznie powinien odsiedzieć wyrok w zakładzie półotwartym. "Rzeczpospolita" ustaliła, że przesądziły o tym "szczególne okoliczności", które wskazują, że ten osadzony musi wykonywać karę w warunkach zwiększonej izolacji i zabezpieczenia.

Służba Więzienna postanowiła otoczyć Falentę szczególną opieką. Cela jest monitorowana przez całą dobę, a obowiązujące w tym przypadku procedury przewidują, że strażnicy mają skazanego pod wzmożoną kontrolą.

Falenta otrzymał też pomoc psychologa.

Gdzie trafił Falenta?

O Falencie pisze również "Fakt". Według gazety skazany trafił do pojedynczej celi z monitoringiem w areszcie Warszawa-Służewiec przy ul. Kłobuckiej. Falenta został tam przewieziony w weekend z warszawskiego aresztu śledczego na Grochowie, do którego trafił prosto z lotniska.

W celi monitorowany jest każdy jego ruch. Kamera obejmuje nawet toaletę, choć obraz z niej na monitorze strażników jest zamazany - donosi "Fakt".

"Panie Prezesie, jest mi bardzo przykro. Liczyłem, że wielka sprawa, do jakiej się przyczyniłem, zostanie mi zapamiętana i po wygranych wyborach załatwiona niejako z urzędu. Zresztą taka była obietnica Panów z CBA" - napisał Marek Falenta w liście do Jarosława Kaczyńskiego. 
 

"Ujawnię zleceniodawców i wszystkie szczegóły"

Przypomnijmy, że kilka dni temu "Rzeczpospolita" ujawniła treść innego listu, który Falenta skierował do Andrzeja Dudy. Prosił w nim o ułaskawienie i groził "ujawnieniem zleceniodawców" afery taśmowej.

Falenta napisał do prezydenta, że choć "zrobił, co do niego należało, wywiązał się ze wszystkich złożonych obietnic, to został okrutnie oszukany przez ludzi wywodzących się z Pana (Andrzeja Dudy) formacji".

"Obiecali wiele korzyści i łupów politycznych. Czekałem lata codziennie łudzony, że niebawem nadejdzie dzień, w którym zostanę przez Pana ułaskawiony. Nie widać nadziei na jego nadejście. Proszę potraktować ten list jako ostatnią szansę na porozumienie ze mną. Nie zamierzam umierać w samotności. Ujawnię zleceniodawców i wszystkie szczegóły" - groził w liście, który ujawniła "Rzeczpospolita".

 

Biznesmen skazany w aferze podsłuchowej wymienia też w liście swoje zasługi: "Razem z polskimi służbami od kilkunastu lat tępiłem liczne przykłady rozkradania majątku państwowego. Mogą to potwierdzić liczni funkcjonariusze polskich służb, m.in. Panowie Jarosław Wojtycki, szef warszawskiej delegatury CBA, i pełnomocnik szefa CBA Artur Chudziński".

"Gdy odkryłem proceder nagrywania przez kelnerów, od początku przyszedłem z tymi informacjami, jeszcze przed aferą, do Pana byłego skarbnika Stanisława Kostrzewskiego, któremu jako pierwszemu pokazałem pozyskane nagrania. (...) Zatrudniłem wtedy jego siostrzenicę" - relacjonuje w liście do prezesa PiS Falenta. "Potem spotkaliśmy się u Pana w siedzibie przy ul. Nowogrodzkiej. To on skontaktował mnie z agentami służb CBA z Wrocławia i ABW z Katowic, którym otwarcie pokazałem, jaki materiał pozyskałem. Poprosili o kontynuację tej operacji, co też wykonałem" - czytamy.

Biznesmen podkreśla, "że nie chce żadnych nagród", ale "móc normalnie żyć w normalnym kraju". "Pan jest jedynym, który może to sprawić. Ma Pan odwagę oraz odpowiednią władzę do tego, aby mi pomóc" - podkreśla Falenta.

Autor: 
zzz
Źródło: 

plportal.pl

Polub Plportal.pl:

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
9 + 9 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.

Reklama