POLITYCY WIEDZĄ JAK OGRABIĆ PAŃSTWO I Z TEJ WIEDZY KORZYSTAJĄ NADER CZĘSTO

Reklama

czw., 03/14/2019 - 18:32 -- zzz

Politycy i biznesmeni mają doskonały sposób na wyłudzenie pieniędzy od Skarbu Państwa, który polega na tym, że wystarczy spisać źle umowę prywatyzacyjną, złamać prawo przy rzekomo celowym wywłaszczeniu lub zarząd dużej państwowej firmy kupuje "bogate złoża", a w rezultacie okazuje się, że to tylko dziura w ziemi bez wartości lub jest częścią rezerwatu dla Indian.

Jak donosi PAP, Skarb Państwa ma zapłacić gigantyczną sumę 720 mln zł funduszowi Abris Capital Partners, zarejestrowanemu w raju podatkowym na wyspie Jersey. Prokuratoria Generalna RP złożyła skargę do szwedzkiego Sądu Najwyższego i liczy na jej uwzględnienie. 

Na początku marca Abris złożył w Ministerstwie Finansów żądanie zapłaty 720 mln zł odszkodowania za doprowadzenie przez Komisję Nadzoru Finansowego do sprzedaży przez fundusz akcji PBP Banku i FM Banku po niekorzystnej cenie. To efekt werdyktu Trybunału Arbitrażowego w Sztokholmie potwierdzonego przez szwedzki Sąd Apelacyjny, gdzie trafiła skarga Polski na rozstrzygnięcie arbitrażu.

Kulisy tajemniczego biznesu

FM Bank miał się stać innowacyjną instytucją, z której ludzie korzystają przez smartfona. Abris zainwestował w tę instytucję 100 mln euro i szacował, że za kilka lat jest w stanie zarobić nawet siedem razy tyle. Niestety plany spaliły na panewce, bo zostały zablokowane decyzją KNF.

Jak wszyscy dobrze wiemy, urzędnicy nie odpowiadają materialnie za błędy, więc mogą zrobić wszystko, aby dla pozoru blokować komuś biznes, a potem wspólnie i w porozumieniu skasować odszkodowanie wprost do raju podatkowego.

Abris został dla pozoru wywłaszczony z akcji FM Banku?

Decyzją KNF, kierowanej wówczas przez Andrzeja Jakubiaka, fundusz Abris Capital (a dokładnie PL Holdings, firmy zarządzającej funduszem) był zmuszony w 2015 roku sprzedać wszystkie posiadane akcje FM Banku PBP (obecnie Nest Bank). Była to niewielka instytucja (40 tys. klientów i 3 mld zł aktywów) z rzekomo ogromnym potencjałem do wzrostu biznesu.

Komisja uznała, że rada nadzorcza FM Banku ma zbyt duże uprawnienia. Regulatorowi nie podobała się też forma zatrudnienia (kontrakty menadżerskie) oraz doszukiwała się konfliktu interesów. Mimo że Abris zareagował na zarzuty KNF, m.in. zmienił formę zatrudnienia i kompetencje rady nadzorczej, to jednak Komisja pozostała nieugięta, twierdząc, że nowy właściciel FM Banku nie daje gwarancji ostrożnego i stabilnego zarządzania tą instytucją.

Abris nie miał wyjścia i sprzedał zatem wszystkie posiadane akcje funduszowi AnaCap. Ale równocześnie postanowił powalczyć o swoje przed Sądem Arbitrażowym w Sztokholmie. Odszkodowanie oszacował aż na 2 mld zł.

Przypomnijmy, jak Emil Wąsacz okradł Polaków na 4,75 mld złotych

Polska wypłaciła zagranicznemu funduszowi odszkodowanie w kwocie 4,75 mld złotych. Jak do tego doszło?

Decyzję o prywatyzacji PZU podjęto w 1998 roku. Rok później została podpisana z portugalsko-holenderskim konsorcjum Eureko umowa, zgodnie z którą ówczesny rząd Jerzego Buzka sprzedał 20% akcji za kwotę 2 miliardów złotych. Równocześnie 10% akcji odsprzedano bankowi Millenium (wówczas BIG Bank Gdański). W aneksie do umowy prywatyzacyjnej podpisanym w 2001 roku zawarta została klauzula sprzedaży Eureko dodatkowych 21% akcji przez Skarb Państwa. Klauzula ta do 2009 roku pozostała niezrealizowana, co stało się przyczyną konfliktu pomiędzy Eureko, posiadającym 33% akcji, a Skarbem Państwa, dysponującym 55% akcji (reszta jest w posiadaniu akcjonariuszy rozproszonych).

Strona polska, odmawiając sprzedaży wspomnianych 21% akcji, zarzucała Eureko złamanie umowy, która zabraniała m.in. zakupu akcji za pieniądze z kredytu. Ostatecznie w 2002 roku Eureko złożyło wniosek do Międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego w Londynie, zarzucając Polsce niedotrzymanie umowy prywatyzacyjnej. Wartość przedmiotu sporu określono wówczas na astronomiczną kwotę 36 mld zł.

Ostatecznie spór zakończył się zawarciem ugody między Skarbem Państwa a Eureko, na mocy której strona polska musiała wypłacić 4,75 mld zł odszkodowania.

Sprawa ucichła, nie było żadnej komisji śledczej. Dziś o Wąsaczu już nikt nie pamięta, że do spółki z zagranicą okradł Polaków na kilka miliardów na skuteczny i bezpieczny patent. Wystarczyło spisać tak umowę, że jeśli PZU jej nie dotrzyma, to będzie zobowiązany zapłacić kilkumiliardowe zadośćuczynienie.

Emil Wąsacz czuje się dobrze, nigdy nie był aresztowany, choć grożono - zapewne dla pozoru, że stanie przed Trybunałem Stanu. Zainteresowani koledzy posłowie i beneficjenci przekrętu pomogli i sprawa się przedawniła.

Takich afer w Polsce było tysiące i będą nadal, dopóki urzędnicy i prezesi państwowych firm nie będą odpowiadać za błędy całym swoim majątkiem. 

Warto też wspomnieć o aferach w KGHM Polska Miedź, PKN Orlen, Lotos, a także nadużyciach przy prywatyzacji, które miały wprost kryminalny charakter, bo jak zwykł mówić ówczesny premier Jan krzysztof Bielecki: "pierwszy milion trzeba ukraść,  potem zostaje się działającym legalnie przedsiębiorcą”.

W sumie od 1990 roku mafijnym procesem grabieży objęto około 8500 firm – tak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego.

Do grabieży polskiego majątku należy doliczyć grunty rolne i lasy, które były sprzedawane przez Agencję Rynku Rolnego w ilości hurtowej. Kupcami najczęściej były spółki słupy, za którymi stał również kapitał zagraniczny. 

Straty Skarbu Państwa, czyli całego polskiego społeczeństwa to kilka bilionów euro.

 

Autor: 
Z.B.
Źródło: 

plportal.pl

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama