Mieszkańcy filipińskich wiosek obawiają się podwójnego zagrożenia: wulkanu i COVID-19

Reklama

pon., 07/05/2021 - 23:44 -- MagdalenaL

Zdjęcie: Philippine Institute of Volcanology and Seismology - Department of Science and Technology via AP

LAUREL, Filipiny - Tysiące ludzi zostało w piątek ewakuowanych z wiosek wokół grzmiącego wulkanu w pobliżu stolicy Filipin, ale urzędnicy powiedzieli, że stoją przed kolejnym dylematem związanym z zapewnieniem, że tymczasowe schrony nie zamienią się w epicentra zakażeń COVID-19.

Alarm został podniesiony do trzech w pięciostopniowej skali po tym, jak w czwartek wulkan Taal wyrzucił w niebo ciemnoszarą smugę dymu. Po pięciominutowej eksplozji napędzanej parą i gazem nastąpiły cztery mniejsze emisje, ale wulkan był w piątek zasadniczo spokojny, powiedzieli wulkanolodzy.

Poziom trzeci oznacza, że „magma jest blisko lub na powierzchni, a aktywność może doprowadzić do niebezpiecznej erupcji w ciągu kilku tygodni", według Filipińskiego Instytutu Wulkanologii i Sejsmologii. Poziom piąty oznacza, że ma miejsce erupcja zagrażająca życiu, która może zagrozić społeczności.

Agencja poprosiła ludzi, aby trzymali się z dala od małej wyspy na malowniczym jeziorze, na której znajduje się Taal i która jest uważana za stałą strefę zagrożenia, wraz z kilkoma pobliskimi wioskami nad jeziorem w prowincji Batangas na południe od Manili.

Erupcja wulkanu Taal w zeszłym roku spowodowała przesiedlenie setek tysięcy ludzi i na krótko zamknęła międzynarodowe lotnisko w Manili. Jednak szef agencji wulkanicznej Renato Solidum powiedział, że jest zbyt wcześnie, aby stwierdzić, czy obecne wzburzenie wulkanu doprowadzi do pełnej erupcji.

Prewencyjne ewakuacje, które rozpoczęły się późnym czwartkiem, objęły mieszkańców pięciu wiosek wysokiego ryzyka w położonych nad jeziorami miejscowościach Laurel i Agoncillo.

Ponad 14 000 osób może zostać zmuszonych do tymczasowego przeniesienia się z dala od wulkanu, powiedział Mark Timbal, rzecznik rządowej agencji reagowania na katastrofy.

Urzędnicy miejscy stanęli jednak w obliczu dodatkowego kłopotu, jakim było zapewnienie, że schronienia, zwykle budynki szkolne, sale gimnastyczne do koszykówki, a nawet tereny kościołów rzymskokatolickich, nie staną się punktami zapalnymi koronawirusa. Przesiedleni mieszkańcy wsi zostali poproszeni o noszenie masek na twarzach i schronili się w namiotach ustawionych w bezpiecznej odległości od siebie, co wymagało znacznie więcej miejsca niż w czasach przed pandemią.

W mieście Laurel, Imelda Reyes obawiała się o bezpieczeństwo swoje i swojej rodziny w domu w pobliżu wulkanu i w zatłoczonej szkole podstawowej, która stała się centrum ewakuacyjnym, gdzie schroniła się w piątek.

„Jeśli zostaniemy w domu, wulkan może wybuchnąć w każdej chwili" - Reyes powiedziała agencji The Associated Press. „Ale tutaj, tylko jedna chora osoba może zarazić nas wszystkich. Oba wybory są niebezpieczne".

Reyes, która pierze ubrania i ma czworo dzieci, płakała z rozpaczy, gdy mówiła, że ona i jej mąż, rolnik uprawiający kukurydzę, chcieli wyjechać z obozu ewakuacyjnego do domu przyjaciela w północnej prowincji Nueva Ecija, ale ubolewali, że nie mają pieniędzy na bilet autobusowy.

Większość obozów ewakuacyjnych utworzyła strefy izolacyjne na wypadek, gdyby ktoś zaczął wykazywać objawy COVID-19.

„Teraz jest to podwójnie trudne. Wcześniej po prostu prosiliśmy ludzi, aby pospieszyli do centrów ewakuacyjnych i wcisnęli się tam tak bardzo, jak to tylko możliwe", powiedział oficer reagowania na katastrofę Junfrance De Villa z miasta Agoncillo.

„Teraz musimy uważnie śledzić liczby. Robimy wszystko, aby uniknąć zatłoczenia", De Villa powiedział The Associated Press przez telefon.

Pobliskie miasto położone z dala od niespokojnego wulkanu mogło pomieścić do 12 000 wysiedlonych mieszkańców Agoncillo w czasach przed pandemią, ale teraz może zapewnić schronienie tylko połowie z nich. Agoncillo, spokojne miasteczko liczące ponad 40 000 mieszkańców, zgłosiło ponad 170 przypadków zachorowań na COVID-19, ale tylko około tuzina pozostaje chorych. Przynajmniej 11 mieszkańców zmarło, powiedział.

Filipiny są punktem zapalnym COVID-19 w Azji, z ponad 1,3 mln potwierdzonych przypadków.

Niepokojący wzrost infekcji zaczął ustępować w Manili i regionach peryferyjnych. Jednak dzienne przypadki zachorowań pozostają na wysokim poziomie, a w kilku prowincjach, w których odnotowano gwałtowny wzrost zachorowań, ponownie wprowadzono lockdowny.

Prezydent Rodrigo Duterte i jego administracja spotkała się z krytyką za kampanię szczepień, która borykała się z problemami z zaopatrzeniem i wahaniami opinii publicznej. Po wielokrotnych opóźnieniach szczepienia rozpoczęły się w marcu.

Duterte obwiniał za problemy bogate kraje zachodnie, które wykupują szczepionki dla swoich obywateli, pozostawiając w tyle biedniejsze kraje, takie jak Filipiny.

311-metrowy Taal, jeden z najmniejszych wulkanów na świecie, wybuchł w styczniu zeszłego roku, wysiedlając setki tysięcy ludzi i wysyłając chmury popiołu do Manili, około 65 kilometrów na północ, gdzie główne lotnisko zostało tymczasowo zamknięte.

Silne opady popiołu pogrzebały również opuszczoną społeczność rybacką, która przez lata prosperowała w cieniu Taal na wyspie na jeziorze Taal, a także zamknęły popularną dzielnicę zajazdów turystycznych, restauracji, uzdrowisk i miejsc weselnych.

Filipiny leżą wzdłuż pacyficznego „pierścienia ognia", regionu podatnego na trzęsienia ziemi i erupcje wulkanów. W 1991 roku dawno uśpiony wulkan, Pinatubo, wybuchł na północ od Manili i stał się jedną z największych erupcji wulkanicznych XX wieku, zabijając setki ludzi.

___

Dziennikarz Associated Press Jim Gomez w Manili przyczynił się do powstania tej relacji.

Autor: 
Aaron Favila, Joeal Calupitan / tłum. Magdalena Nowicka
Dział: 
Polub Plportal.pl:

Reklama