Zielone obietnice Bidena – komentarz norweskiego korespondenta

Reklama

ndz., 05/02/2021 - 13:31 -- MagdalenaL

Zdjęcie: Unsplash

Joe Biden ma wielkie ambicje związane z zieloną zmianą. Ale czy może mu się udać?

Na zdalnym szczycie klimatycznym Biden obiecywał zmniejszyć o połowę emisje gazów cieplarnianych przez Stany Zjednoczone do 2030 r. Dzięki temu Stany Zjednoczone stałyby się neutralne klimatycznie do 2050 r. Plan jest ambitniejszy niż cokolwiek, co zaproponował Barack Obama w zakresie działań klimatycznych. A Biden reprezentuje radykalne zmiany, które stoją w sprzeczności ze wszystkim, za czym opowiadał się Donald Trump. W Stanach Zjednoczonych nie ma szerokiego porozumienia politycznego w sprawie wprowadzenia zielonej zmiany, której tak chce Biden. Kolejne wybory prezydenckie mogą doprowadzić ponownie do całkowitej zmiany kursu Stanów Zjednoczonych. Do tego czasu Republikanie w Kongresie będą próbowali zablokować plany Bidena. Niektórzy są sceptykami klimatycznymi, jak Trump, a inni są bardziej zaniepokojeni tym, że inne kraje (czytaj Chiny) robią zbyt mało.

Według Union of Concerned Scientists Stany Zjednoczone odpowiadają za około 15 procent światowej emisji CO2. Dlatego Biden zaprosił przywódców innych potęg gospodarczych na szczyt klimatyczny. Chce mocniejszych zobowiązań w zakresie redukcji emisji gazów w innych krajach. Chiny odpowiadają za 28 procent emisji gazów cieplarnianych. Głównym powodem jest wykorzystanie węgla jako źródła energii. Same Chiny odpowiadają za 50 procent światowego zużycia węgla. Chiny ogłosiły, że prezydent Xi Jinping wygłosi ważne przemówienie. Mówił wiele o znaczeniu harmonii między człowiekiem a naturą, ale mniej o tym, jak tak wielki kraj może uwolnić się od uzależnienia od paliw kopalnych.

Xi przyznał, że Chiny zaczną wycofywać się z węgla po 2025 r. Powtórzył też dobrze znany cel, że Chiny powinny osiągnąć szczyt emisji w 2030 r. I jednocześnie stać się neutralne pod względem emisji dwutlenku węgla w 2060 r. Oznacza to, że emisja z Chin będzie nadal rosnąć w tej dekadzie.

Ani Indie, które odpowiadają za siedem procent globalnej emisji, ani Rosja, która emituje pięć procent, nie złożyły nowych obietnic na szczycie Bidena. Zarówno Indie, jak i Chiny zwróciły uwagę, że ich emisje w przeliczeniu na mieszkańca są niższe niż w Stanach Zjednoczonych i innych uprzemysłowionych krajach zachodnich. Jednak przed szczytem zarówno UE, jak i Wielka Brytania obiecały jeszcze większą redukcję emisji gazów cieplarnianych, niż obiecywały wcześniej. Wielu z mówców podkreślało wczoraj, jak ważne jest, aby Stany Zjednoczone ponownie stały się częścią porozumienia paryskiego i że Biden jest siłą napędową zielonej transformacji.

- Sygnały są jasne, nauka jest niezaprzeczalna, a koszt braku jakichkolwiek działań rośnie - powiedział Biden.

Szczyt zdalny jest preludium szczytu klimatycznego ONZ w Glasgow w listopadzie. Wtedy około 200 krajów przedstawi plany redukcji emisji gazów cieplarnianych.

Jeśli świat ma osiągnąć cel którym jest zapobieganie wzrostowi globalnego ocieplenia o więcej niż 1,5 stopnia, konieczne są redukcje znacznie większe niż dotychczas zapowiadano. Globalne emisje gazów cieplarnianych nagle spadły, gdy pandemia uderzyła w świat, ale już w tym roku spodziewany jest ponowny wzrost, podobnie jak we wszystkich latach przed 2019 r. Prezydent USA spełnił wczoraj obietnicę z kampanii wyborczej kiedy obiecał, że zaprosi szefów rządów i przywódców międzynarodowych na szczyt klimatyczny tej wiosny. Wszyscy się zgodzili. Pomimo głębokiego sprzeciwu w wielu innych obszarach Biden spotkał się na szczycie zdalnym zarówno z prezydentem Chin Xi Jinpingiem, jak i prezydentem Rosji Władimirem Putinem. W dwudniowym szczycie klimatycznym wzięło udział około 40 przywódców, w tym premier Norwegii Erna Solberg i sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg.

Wszyscy prelegenci podkreślali znaczenie współpracy międzynarodowej w sprostaniu prawdziwie globalnym wyzwaniom. Ale w tym samym czasie liderzy przemawiali także do swoich wyborców. Biden przekonywał, że zmiana ekologiczna stworzy nowe, dobre miejsca pracy w Stanach Zjednoczonych. I że ci, którzy teraz inwestują w restrukturyzację, na dłuższą metę wygrają. To był jasny przekaz dla amerykańskich wyborców. Teraz Stany Zjednoczone wróciły do roli międzynarodowej siły napędowej. Biden musi doprowadzić do konkretnych i trwałych rezultatów. Jeśli Biden nie odniesie sukcesu, Stany Zjednoczone mogą znów za cztery lata wybrać izolację i wycofanie się. Tak jak zrobił to za czasów Trumpa.

Autor: 
Per Olav Ødegård, tłumaczenie Dominika Bącler
Dział: 
Polub Plportal.pl:

Reklama