Ostatnie próby porozumienia przeciwko twardemu Brexitowi

Reklama

wt., 12/15/2020 - 19:32 -- MagdalenaL

Johnson y Von der Leyen nie poddają się mimo przekroczenia ostatniego terminu i prowadzą rozmowy na temat podjęcia dodatkowych działań, aby uniknąć katastrofy.

Choć może się to wydawać niemożliwe, wciąż jeszcze można dojść do porozumienia - nawet jeśli mijają jeden po drugim wszystkie “nieruchome” terminy. Zespoły Michela Barniera i Davida Frosta będą kontynuować negocjacje, aby uniknąć Brexitu bez porozumienia, Brexitu trudnego, Brexitu z niekończącymi się kolejkami ciężarówek i zawalonymi portami. Brexit z cłami, wzajemną nieufnością i zbyt wieloma urazami. Boris Johnson i przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen przyznali, że jest oczywiste: poczyniono zbyt duże postępy, aby teraz się poddać i trzeba iść dalej, trzeba pokonać jeszcze jeden “kilometr”. Po nieudanej kolacji w Brukseli powiedzieli, że w ten weekend trzeba pogodzić się z rzeczywistością, jakakolwiek by nie była, i że w przypadku braku porozumienia należy podjąć poważne „decyzje”. 

Termin ostateczny jest blisko. Spotkani w Brukseli eksperci techniczni wciąż “dopieszczają” umowę mimo upływu 10 miesięcy. Uzgodnionych zostało około 97% kwestii i pozostaje zarysować kwestię rybołówstwa i tak zwanych równych szans. Komisja Europejska zwraca uwagę na kwestię rządzenia, na to kto będzie nadzorował ewentualne konflikty i jak będą one rozwiązywane. Kwestie, które od miesięcy nie są poruszane. Potrzeba czegoś, co sprowokowało by akcję i podjęcie decyzji, a oni wciąż nie potrafią tego znaleźć. Obliczenia się nie zgadzają, nie ma magicznych mechanizmów. Są pomysły, możliwości, ale wymagają one wielkich poświęceń lub rezygnacji, na które ani Francja, ani Hiszpania, ani Belgia czy nawet Dania nie są jeszcze gotowe zaakceptować. I Londyn też nie. Jednak czas naprawdę się kończy i jeśli 31 grudnia o północy czegoś nie stanie się coś, co powstrzymałoby Brexit, spełni się najgorszy scenariusz. To właśnie w tym momencie, tuż przed lub tuż po, trzeba będzie podjąć decyzję. Wykluczając niemożliwe, wśród tego, co pozostaje, jakkolwiek niemożliwe może się wydawać dzisiaj, znajdzie się rozwiązanie.

Są tacy, którzy mają nadzieję, że wyzwalaczem zmiany będzie coś technicznego, są tacy, którzy liczą, że będzie to gest ze strony politycznej. Ale w końcu, jest prawdopodobne, że stanie się rzeczywistością. Chaos na drogach w brytyjskich i francuskich portach był w ten weekend groźnym ostrzeżeniem. Zbliżający się koniec okresu przejściowego Brexitu i obawa przed brakiem porozumienia już spowodowały kolejki i lawinę ciężarówek zmierzających do Eurotunelu, liczącą ponad 15 kilometrów w Dover i Calais.

STRACH PRZED ZATŁOCZENIEM

Najgorszy możliwy scenariusz zaczął przybierać formę, kiedy w tym tygodniu na południowym wschodzie Wielkiej Brytanii wieże kontenerowe zaczęły się kumulować w porcie w Dover i Felixstowe w hrabstwie Suffolk. Ponad 7000 ciężarówek zablokowało autostradę A20. Przepełnienie stopniowo rozprzestrzeniające się na porty w Southampton i w Londynie jest tak duże, że wiele statków zmuszonych jest kierować się prosto do portu w Rotterdamie w Holandii, zamiast zatrzymać się na brytyjskiej ziemi według The Daily Mail.

Załamanie dostaw i dystrybucji towarów już teraz wpływa na dystrybucję leków i sprzętu ochronnego przeciwko koronawirusowi oraz na opóźnione pojawienie się zabawek bożonarodzeniowych na półkach sklepowych. Ikea i Jaguar były jednymi z pierwszych firm, które dały sygnał ostrzegawczy z powodu braku dostaw. Apple, Primark i producent rowerów Brompton również przyznali, że dostawa ich produktów napotyka na kilkutygodniowe opóźnienia ze względu na sytuację, jaka panuje w portach.

 

Do wzrostu ruchu i handlu, który jest normalnym zjawiskiem w czasie przedświątecznym, dołączają zakłócenia spowodowane w ostatnich miesiącach przez Covid. Poza tym obawa o możliwą zapaść wraz z wejściem do akcji 50000 agentów celnych ze względu na powrót „twardej” granicy z Wielką Brytanią w dniu 1. stycznia dodatkowo zwiększa możliwość „braku umowy”.

„Myślę, że Wielka Brytania powinna nadal próbować” - przyznał Johnson. „Myślę, że tego właśnie chcą ludzie w tym kraju i właśnie do tego zamierzamy dążyć i całym sercem próbować być tak kreatywnym, jak tylko potrafimy. Ale nie możemy pójść na kompromis we wszystkim, co oznacza Brexit”. Wkrótce po wspólnym ogłoszeniu i po konsultacji z członkami swojego gabinetu Boris Johnson przyznał jednak, że Londyn i Bruksela są “nadal bardzo daleko w tyle jeśli chodzi o kwestie kluczowe” negocjacji. „Cokolwiek się stanie, Wielka Brytania będzie w dobrej sytuacji” - dodał “premier”, ponownie pozostawiając otwarte drzwi dla możliwości “braku porozumienia”.

Jego słowa przypominają słowa lorda Rothereme, który nieco ponad sto lat temu, w najgorszym momencie wojny, w taki sposób podsumował brytyjskie stanowisko: „Kłamiemy i wiemy, że kłamiemy. Nie mówimy opinii publicznej prawdy: więcej tracimy oficerów niż Niemcy i nie możemy przekroczyć frontu zachodniego". Dziś ten front jest bliżej swoich wybrzeży, nie jest krwawy, ale nie ustąpi, niezależnie od tego, ile kłamstw się powtarza.

Bez uzgodnionych ram handlowych i granicznych ucierpiały by obie strony, ale Wielka Brytania najbardziej. Dlatego oba fronty skazane są na wzajemne zrozumienie. Jeśli nie będzie umowy handlowej w tym lub w przyszłym tygodniu, będzie musiała zostać zawarta za sześć miesięcy lub za dwa lata. Nie ma innej alternatywy. Premier Irlandii Michéal Martin, bardzo aktywny w ostatnich godzinach w swoim apelu o konsensus, podsumował to dobrze: „Jeśli udało nam się osiągnąć porozumienie w sprawie sposobu wdrożenia protokołu irlandzkiego, musimy przezwyciężyć pozostałe przeszkody. 97% porozumienia jest już przypieczętowane, to byłaby straszna porażka na poziomie państwowym, gdybyśmy nie mogli dojść do porozumienia na mecie. Szkody byłyby bardzo duże. "

Autor: 
Pablo R. Suanzes/ Carlos Fresneda, Tłum. Aleksandra Szupke
Źródło: 

El Mundo

Dział: 
Polub Plportal.pl:

Reklama