Ocalali powodzianie opowiadają o „tsunami”, które zostawiło ich z niepewną przyszłością

Reklama

śr., 07/21/2021 - 13:00 -- MagdalenaL

                                                        Zdjęcie: euronews.com

 

Paul wraz z Madeline Brasseur byli w domu ze swoimi dwoma synami w belgijskiej miejscowości Pepinster, kiedy woda „nagle zaczęła się wlewać do domu” późnym wieczorem.

“To było jak tsunami”, ten sposób, w jaki woda wlewała się do domu i nieustannie się podnosiła zamiast opadać, jak mówi 42-letni Paul Brasseur.

Członkowie rodziny poszli na górę i próbowali znaleźć schronienie podczas tamtej nocy, kiedy woda bez przerwy podnosiła się zaraz pod nimi. Skończyli na dachu. Mogli tylko patrzeć.

Widzieliśmy, jak budynki zaczynały się rozpadać, widzieliśmy ludzi na dachach, pełno rozpadających się domów, które rozpływały się w wodzie – tłumaczy Brasseur.

Po przechodzeniu z dachu na dach ostatecznie skończyli wraz z 15 innymi osobami ściśnięci na jednym z dachów, gdzie byli zmuszeni do wielogodzinnego oczekiwania na pomoc. Łódź przypłynęła, aby zabrać w bezpieczne miejsce dzieci, jednak zaczęła nabierać wody, a prowizoryczny pomost zaczął się rozpadać. Brasseur zatrzymał synów przy sobie.

Wytrzymywaliśmy, całe te 9 godzin – mówi Brasseur, który mieszkał w Pepinster odkąd skończył 10 lat. – Następni byli mieszkańcy miasteczka, ojciec najlepszego przyjaciela moich synów pojawił się tam… wspiął się na dach i także nas ocalił.

 

 

„To najgorsze, co kiedykolwiek mi się przydarzyło.”

Ponad 180 osób w Belgii i w Niemczech nie przeżyło tej masywnej powodzi, która zalała część Europy Wschodniej w środę i czwartek. Tysiące osób, którym się udało, tak jak rodzina pana Brasseur, odkryło, że ich domy zostały zniszczone lub mocno uszkodzone.

Kiedy wody się obniżyły, została zwrócona uwaga na niesamowicie trudne zadanie, jakim jest naprawa szkód wyrządzonych przez potop wywołany burzą, a także stawienie czoła ogromnym stratom, jakie ponieśli ludzie w zalanych rejonach.

W niemieckiej miejscowości na wschodzie, Bad Neuenahr-Ahrweiler, Andreas Wachtveitel spędził sobotę na usuwaniu gruzu i błota po powodzi ze swojego apartamentowca. Dom i biuro 39-latka zostały zalane i poważnie uszkodzone, więc mężczyzna nie wie, co zrobi.

To najgorsze, co kiedykolwiek mi się przydarzyło – mówi Wachtveitel, cały pokryty warstwą błota. – Dzięki Bogu, wszyscy w moim domu przeżyli, ale było blisko.

Dźwięki wody wpadającej na niższe piętra budynku i krzyki z niedaleka nawiedzają go, jak mówi.

Słyszeliśmy krzyki po drugiej stronie – relacjonuje Wachtveitel. – Jest tam klinika, a pacjenci byli uwięzieni w środku.

 

„Zaraz po pandemii, jest to kolejny bolesny cios.”

Właściciel pizzerii „Roma” w tym samym mieście, Franco Romanelli, stał przed swoją restauracją, będącą jednocześnie jego dorobkiem życia, kiedy pracownicy czyścili zniszczone sprzęty.

Tak długo zajęło wybudowanie restauracji i doprowadzenie jej do miejsca, w którym była – tłumaczy. – Zaraz po pandemii, jest to kolejny bolesny cios.

Nie mówimy tutaj o kilku tysiącach euro, by naprawić szkody – mówi. – Zrobiłem na szybko kalkulację. Aby odbudować restaurację, potrzeba kilkaset tysięcy.

Romanelli, który pochodzi z regionu Abruzzo we Włoszech, przybył do Ahrweiler w 1979 roku, kiedy miał 15 lat. Powiedział, że zakres zniszczeń w jego przybranym domu jest druzgocący.

Kiedy teraz patrzę na Ahrweiler, chce mi się płakać – mówi. – To mój dom.

W Holandii tysiące ludzi, którzy zdołali się ewakuować z zagrożonych powodzią miejsc we wtorek i piątek, zaczęło wracać do domów, aby obliczyć straty w sobotę.

W Brommelen, na południu Holandii, Wiel die Bie odkrył, że jego piwnica została całkowicie zalana. 75-letni De Bie ostrożnie pozbierał stare gazety, zdjęcia i ważne dokumenty, które zbierał latami. Wszystkie znajdowały się w piwnicy, a to, co nie zostało stamtąd całkowicie zmiecione, jest zalane i zniszczone.

Poza wartością sentymentalną, która dla mnie jest na pierwszym miejscu, gazety, czy biuletyny radia kolekcjonowane od 1960 do 1997 roku całkowicie przepadły – tłumaczył, podnosząc ociekający wodą egzemplarz magazynu z 1924 roku, jednocześnie wypompowując z piwnicy zalegającą wodę.

 

 

„Jak to wszystko naprawić?”

Na końcu ulicy samochód państwa Kant znajdował się częściowo pod wodą. Samotny kalosz unosił się w ich zalanym ogrodzie. 62-letni profesor Ijmert Kant powiedział, że jest wdzięczny za bezpieczeństwo. Niemniej jednak, dodał, zadanie czyszczenia pozostałości z powodzi i naprawiania szkód wyrządzonych w domu zniechęca.

To tylko materialne. Nic się nam nie stało. Ludzie zostali oszczędzeni, dokładnie tak – tłumaczy Kant. – Jednak nie widzi mi się męczenie z tym całym ”Jak to wszystko naprawić? Co z ubezpieczeniem?”

W Belgii Brasseur świętował swoje 42 urodziny w sobotę. Dzień ten okazał się jednak nie być takim, o jakim marzył, ale najważniejsze jest to, że jego rodzina była bezpieczna i byli razem.

Moim dzisiejszym prezentem – mówił Brasseur łamiącym się głosem – jest to, że moja rodzina jak i wszyscy przyjaciele, którzy ze mną byli, nadal żyją.

Autor: 
AP, euronews: tłum. Marta Gołaszewska
Dział: 
Polub Plportal.pl:

Reklama