Edurne Pasaban: „Odnalezienie drogi tego, co chciałam robić, było wielkim wyzwaniem mojego życia”

Reklama

czw., 10/14/2021 - 15:09 -- MagdalenaL

Jak sama przyznała, w ten czwartek podczas otwarcia trzeciej edycji letnich spotkań Uniwersytetu w Valladolid, niewiele osób może poszczycić się zdobyciem wznoszącego się na 8 611 merów szczytu K2 „najniebezpieczniejszego i najtrudniejszego z czternastu ośmiotysięczników”. Edurne Pasaban, alpinistka z prowincji Gipuzkoa, rozpoczęła swoje wystąpienie od wyznania miłości do gór. „Wielokrotnie niesamowite piękno gór skłaniało mnie do ryzykowania życia w poszukiwaniu wzniosłości. Są góry, które mnie ujęły i do których chciałbym wracać" – mówi.

To fakt, że ta pochodząca z Tolosy, pierwsza zdobywczyni czternastu najwyższych szczytów świata, czuje się w górach jak w domu. „Góry pochłonęły mnie w wieku 15 lat, gdyż zdałam sobie sprawę, że to jedyne miejsce, gdzie mogę być sobą" – wyznaje.

Oprócz pasji do wspinaczki Edurne znalazła również czas na ukończenie Inżynierii Przemysłowej na Uniwersytecie Kraju Basków, podążając za rodzinną tradycją i mając na uwadze przyszłą karierę w rodzinnej firmie. Jednak nie takie było jej przeznaczenie.

Kiedy musisz wybrać między dwiema ścieżkami, wybierz ścieżkę sercem. Moje życie miało polegać albo na pracy w rodzinnej firmie jako inżynier, albo na byciu zawodowym alpinistą. Wybór, którego dokonałam, można określić jednym słowem: pasja" - wspomina Edurne. Jednak jej droga nie zaczęła się najlepiej. „W 1998, 1999 i 2000 roku, podczas żadnej z moich pierwszych trzech prób wspinaczki w Himalajach, nie udało mi się zdobyć szczytu, ale kiedy zawracasz na wysokości 8 400 metrów, jesteś szczery wobec siebie i wiesz, czy jesteś w stanie to zrobić, czy nie. Pragnąć poprawy i powrotu, aby osiągnąć cel-to właśnie oznacza być głodnym sukcesu" - wyjaśnia alpinistka.

Paradoks góry

Nawiązując do tematu przewodniego spotkań, czyli „piękna", Edurne Pasaban wspomina najpiękniejszy moment, jaki przeżyła w górach. „Nagle, kiedy byliśmy na lodowcu Baltoro, ujrzałam piramidę cienia. Gdy spojrzałam nieco w górę, zobaczyłam słońce wschodzące nad szczytem. Było to odbicie szczytu K2 na tle zbocza. To był najpiękniejszy moment, jaki udało mi się ujrzeć w Himalajach". Ta idylliczna scena, "którą można zobaczyć tylko z góry" o mały włos nie została ostatnim widokiem, jaki widziały jej oczy. „Mówi się, że w górach trzeba być na szczycie najpóźniej o wpół do pierwszej, bo później trzeba już schodzić. Na szczyt K2 dotarliśmy o siedemnastej trzydzieści. Wkrótce po rozpoczęciu schodzenia zapadła noc" - opowiada. 

Docierając do strefy zwanej "wąskim gardłem", na wysokości 8 400 metrów, czterech alpinistów zostało podczas zejścia nieco w tyle. „Włoch, z którym szłam związana, zamarzał i wyprzedził mnie, więc zostałam sama. Jakimś dziwnym trafem spadła mi czołówka. Zostałam bez światła. To, co było najpiękniejszą chwilą, jaką kiedykolwiek przeżyłam, zamieniało się w najgorszą. Postanowiłam poczekać na pozostałych dwóch towarzyszy, którzy szli za mną. Dotarcie do obozu zajęło nam 24 godziny" – relacjonuje baskijska wspinaczka. 

Edurne z tej wyprawy wróciła z pamiątką na całe życie. „Z powodu odmrożeń amputowano mi dwa palce, po jednym na każdej stopie. Mimo to, gdy mnie pytają, to właśnie ta góra dała mi najpiękniejszą chwilę, jaką kiedykolwiek przeżyłam" - przyznaje. Edurne opowiedziała o najgorszym wydarzeniu w swoim życiu, a emocje, jakie towarzyszyły jej opowieści, przenikały na twarze zgromadzonych.

Przezwyciężyć depresję

„Po zejściu z K2 zacząłem się zastanawiać, czy to jest to, co chcę robić ze swoim życiem. Spojrzałem na moich przyjaciół-oni mieli o wiele normalniejsze życie. W 2006 roku miałam ciężką depresję, ponieważ nie odnajdywałam sensu w swoim życiu” – precyzuje Edurne. „Ludzie zastanawiali się, jak ktoś z takimi sukcesami, ktoś kto zdobył ośmiotysięczniki, może na nią chorować. Jednak dla tej choroby nie jest ważne, kim jesteś, ona może dotknąć każdego” – podkreśla. 

To był wielki punkt zwrotny w jej życiu. „Depresja dzieliła na to, co przed i po. Życie i nas nauczyło, że wszystko może się zmienić w każdej chwili, wystarczy spojrzeć na pandemię i wszystko, co przeżyliśmy. Jest to jedna z lekcji z gór, która ma zastosowanie w życiu. W moim otoczeniu zaczęto rozumieć, że to jest to, co powinnam robić w życiu. Bardzo ważny był też telefon od mojego kuzyna Asiera, ale najważniejsze było to, że w moim otoczeniu zrozumiano, że wspinaczka jest tym, co muszę robić" - przyznaje Edurne.

W 2008 r. jej przyjaciółki, z którymi zaczynała w klubie wspinaczkowym w swojej miejscowości, zorganizowały wyprawę w Himalaje, "jedną z najpiękniejszych, jakie pamiętam" - podkreśla. Wtedy, po złym etapie, Edurne odnalazła swój cel w życiu-wspiąć się na wszystkie czternaście ośmiotysięczników. Cel ten osiągnęła. "Odnalezienie drogi tego, co chciałam robić, było wielkim wyzwaniem mojego życia” podsumowała alpinistka z Tolosy, która oprócz poruszającej historii, przekazała publiczności zgromadzonej na wydarzeniu w ogrodach Pałacu Santa Cruz w Valladolid również lekcję: „Posiadanie pasji do tego, co się robi, jest najpiękniejszą rzeczą, jaką może mieć człowiek". 

 

 

Autor: 
Autor: Alejandro Rodríguez; Tłum. Magdalena Wąsala
Dział: 
Polub Plportal.pl:

Reklama