Chiny radykalnie powstrzymują emisje, które niszczą warstwę ozonową

Reklama

śr., 02/24/2021 - 21:45 -- MagdalenaL

Fot: Warstwa ozonowa filtruje promieniowanie UV (EFE) 

Międzynarodowe stacje kontrolne wykryły gwałtowny wzrost nielegalnych emisji gazów chlorofluorowęglowodorowych (CFC) we wschodniej części kraju azjatyckiego. Teraz potwierdzili ich ekstremalny spadek.

Dwa lata temu czasopismo Nature opublikowało artykuł naukowy, w którym ostrzegał przed „nieoczekiwanym i trwałym wzrostem globalnej emisji CFC-11”, chlorofluorowęglowodoru o dużej zdolności niszczenia stratosferycznej warstwy ozonowej. Znajdująca się w górnej części atmosfery warstwa działa jak gigantyczny filtr słoneczny, który zapobiega przechodzeniu szkodliwego dla życia na Ziemi promieniowania ultrafioletowego. Brak tego filtra stratosferycznego wpłynąłby na wszystkie żyjące istoty na planecie: zarówno ludzi, powodując oparzenia i zmiany układu odpornościowego, jak i resztę biosfery, gdzie istnieją organizmy bardzo wrażliwe na wspomniane promieniowanie i mało lub brak możliwości ochrony przed nim. 

Według tego badania spadek CFC-11 „był stały w latach 2002–2012”. Jednak w latach 2014–2016 emisje zaczęły rosnąć o ponad 14 000 ton rocznie, co stanowiło jedną czwartą całkowitej ilości nagromadzonej w latach 2002–2012. Ten gaz i inne związki chlorowcowane szkodliwe dla warstwy ozonowej zostały zakazane przez Protokół Montreal. Podpisany w 1987 r. międzynarodowy traktat zmusił kraje do zaprzestania produkcji i stosowania chlorofluorowęglowodorów, aż do całkowitego wycofania ich w 2010 r. Jednak CFC-11 nadal jest produkowany potajemnie. Pomiary przeprowadzone przez międzynarodowe stacje monitorujące pozwoliły zlokalizować duże źródło, z którego pochodzi większość tych emisji (56%): w chińskich prowincjach Shandong i Hebei, na wschodzie kraju. Władze azjatyckiego giganta zostały o tym poinformowane i odpowiedziały, że natychmiast sprawdzą co się dzieje. 

Dziura w warstwie ozonowej pod koniec 2020 roku. Zdjęcie: NASA 

Teraz nowe badania przeprowadzone przez naukowców z Massachusetts Institute of Technology (MIT) we współpracy z University of Bristol i przy wsparciu North American Space Agency (NASA) wykazały, że emisje CFC -11 gwałtownie spadły: 20000 ton rocznie między 2018 a 2019 rokiem, czyli więcej niż rosły w wykrytym okresie. Skany pokazały, że gwałtowny spadek nastąpił w tych samych regionach wschodnich Chin, w których wcześniej wykryto szczyt emisji. Dane, z których wynika, że Chiny rzeczywiście podjęły niezbędne działania, aby powstrzymać nielegalną produkcję tego gazu w swoim kraju. 

Ważna opinia 

Dla naukowca z MIT Ronalda Prinna zdecydowaną reakcją rządu chińskiego na międzynarodowy wymóg jest „doskonałą wiadomością”, ponieważ „gdyby emisje CFC-11 ustabilizowały się na tak wysokim poziomie lub nadal rosły, powstałby poważny problem”. Jego zdaniem „globalne sieci monitoringu, które wykryły szczyt w czasie i przestrzeni oraz późniejsze działania naprawcze pozwoliły uniknąć realnego zagrożenia dla odbudowy warstwy ozonowej”. 

W sumie emisje wykryte w Chinach stanowią połowę emisji wychwyconych przez naukowe stacje monitorujące. Pytanie brzmi, skąd się bierze reszta? Niektórzy eksperci uważają, że mogą być wytwarzane na wysypiskach śmieci, na których gromadzą się stare systemy chłodnicze, w których CFC-11 był używany jako paliwo i które zostały usunięte, ale nie zniszczone w odpowiednim czasie. W każdym razie dla tego badacza z MIT to, co stało się z Chinami, pokazuje, że „aby zagwarantować, że kraje, które podpisują umowy międzynarodowe, takie jak Protokół Montrealski, przestrzegały ich, wymagany jest ciągły nadzór”, więc według niego „musimy regularnie mierzyć emisję tych chemikaliów i nie możemy myśleć, że problem jest rozwiązany, bo tak nie jest”. 

 

Autor: 
Jose Luis Gallego, tłum: Aleksandra Szupke 
Dział: 
Polub Plportal.pl:

Reklama