Problem przekwalifikowanych pracowników w Norwegii.

Reklama

pt., 02/05/2021 - 19:06 -- MagdalenaL

Chce pracować w gospodarstwie rybackim – bez rezultatu. Zwolniony Oscar Gurney (23) skontaktował się z 16 gospodarstwami rybnymi w nadziei na znalezienie pracy na Lofotach, ale powiedziano mu, że ma zbyt wysokie kwalifikacje.

- Są Norwegowie, którzy chcą pracować, ale nie mają pracy i chcą wejść do tej branży - mówi i kontynuuje: - Skupiamy się głównie na pracownikach zagranicznych. Myślę, że to trochę głupie. Robi się to już trochę dziwne. 23-latek z Vikane pod Fredrikstad został już wcześniej opisany przez gazetę Lofot-Tidende. Na początku tego tygodnia NRK rozmawiało z gospodarstwami rybackimi o tym, dlaczego nie zatrudniają bezrobotnych Norwegów. Uważają one, że nie chodzi o wynagrodzenie, ale o kompetencje. Że zagraniczni pracownicy znają pracę, a norwescy bezrobotni nie mają niezbędnej wiedzy.

-  Chcą płacić niższe pensje

Jednak tych argumentów nie są popiera profesor ekonomii Karen Helene Ulltveit-Moe z Uniwersytetu w Oslo. - Środowisko biznesowe mówi, że nie chodzi tylko o wynagrodzenie, ale także o odpowiednie umiejętności. Ale nie jestem przekonana, że nie chodzi również o pensje i koszty - mówi. Uważa ona też, że argumentem za ponownym otwarciem granic jest to, że jest to najprostsze rozwiązanie dla środowiska biznesowego. Ale to nie znaczy, że jest najlepsze dla norweskiego społeczeństwa.

- Z punktu widzenia pandemii i rynku pracy chcemy, aby skoro są w branży miejsca pracy, to były one zajmowane przez bezrobotnych z Norwegii. Wtedy uzyskujemy pozytywne efekty ze strony pandemii, zachęcamy ludzi do pracy i obniżamy koszty zasiłków dla bezrobotnych - mówi. Zgadza się jednak, że może to oznaczać wzrost kosztów dla firm. - Ale jeśli był czas, kiedy należało się zatrzymać i wprowadzić nowy porządek, to właśnie teraz - podsumowuje. Norweski Związek Pracowników ds. Żywności i Napojów oraz Norweski Związek Rybacki zawarły układ zbiorowy dotyczący płacy minimalnej dla osób pracujących w przemyśle rybnym. Obecnie jest to 183,70 koron dla pracowników produkcyjnych i 195,20 koron dla pracowników wykwalifikowanych.

Rozumie zapotrzebowanie na kompetencje

Gurney nie jest jedynym, który jest odrzucany przez przemysł rybny pomimo wielu podań. NRK rozmawiało również z 53-letnim Odd-Are Hansenem, który bez rezultatu złożył podanie o pracę na 19 różnych stanowiskach w przemyśle rybnym. Hansen zwykle pracował jako przewodnik wycieczek i jeździ fotografami krajobrazu po Vesterålen i Lofotach. Od marca jest bez pracy. - Zamiast pobierać zasiłek dla bezrobotnych, co według niektórych jest wyzyskiem społeczeństwa, chcę wnieść swój wkład - mówi Hansen.

53-latek dodaje, że szanuje to, że branża rybna potrzebuje ludzi kompetentnych. - Nie należy myśleć, że pracę można dostać z dnia na dzień, tak jakby się zajmowało tym całe życie. Granice były zamknięte od tak dawna, ale za dwa tygodnie rząd rozważy, czy granice powinny zostać ponownie otwarte. - Gdybym był na miejscu tych, którzy dają zatrudnienie, a jeden z poszukujących pracy zabierał 100 koron za godzinę, a drugi 300 koron za godzinę, to wiem, kogo bym wybrał - mówi Oscar.

Rře Isaksen: - Ktoś musi dać Oscarowi pracę!

Stracił pracę jako barman i posiada certyfikat mechanika przemysłowego. Mówi się mu, że ma zbyt wysokie kwalifikacje, gdy ubiega się o pracę przy dostawach ryb. - Jeśli myślisz o biznesie, z finansowego punktu widzenia jest oczywiste, że zatrudnianie pracowników z zagranicy jest wtedy oczywiste. Nie chcę krytykować i mówić, że to bardzo głupie, ale bardzo głupie jest, gdy ktoś w kraju bardzo się stara o pracę, a firmy starają się zdobyć zagranicznych pracowników. Kiedy Minister Pracy i Spraw Socjalnych Torbjørn Røe Isaksen usłyszał w Politycznym Kwadransie w NRK o poszukiwanej przez Gurneya pracy na północy, był dość stanowczy w swoim przesłaniu do przemysłu rybnego. - Przede wszystkim ktoś musi dać Oscarowi pracę! Mam na myśli całą branżę, która musi tylko trafić na swój czas, powiedział. Minister uważa też, że jest to doskonała okazja, aby zainteresować młodych ludzi tym, co jest jedną z najważniejszych branż w kraju. - Wtedy większość ludzi zda sobie sprawę, że mechanik przemysłowy nie może przeżyć do końca życia z czterech miesięcy połowu dorsza na Lofotach. Ale tutaj branża powinna wiedzieć w jakim okresie jest otwarta, aby młodzi ludzie zainteresowali się jedną z najważniejszych branż w Norwegii - powiedział Rře Isaksen.

Musi mieć zagraniczną siłę roboczą

Kupiec ryb Geir Johansen prowadzi trzy przedsiębiorstwa rybackie o całkowitym obrocie prawie 200 milionów rocznie. Zatrudniają norweskich pracowników, ale około 40 procent pochodzi z Litwy. Tak właśnie musi być, mówi Johansen. Johansen powiedział na początku tego tygodnia, że uważa, że w Norwegii jest wielu dobrych pracowników, ale jest zależny od imigrantów z Litwy, ponieważ to oni znają fach. Wszystko zależy od ludzi, którzy mają prawo jazdy na ciężarówkę i potrafią wypatrywać ryb. Ujął to bez ogródek, mówiąc, że nie można zabrać kelnera z Grünerløkka i zmusić go do uruchomienia maszyny do ryb.

Może skorzystać z szkolenia

Niemniej jednak Odd-Are Hansen jest przekonany, że może wykonać dobrą pracę w branży rybackiej, mimo że ma tam tylko niewielkie doświadczenie. - Przez całe życie zawodowe miałem wiele różnych zadań zawodowych. Mogę nawet walczyć przez tydzień, aby nauczyć się obsługi maszyny do ryb. Zdecydowanie, mówi Hansen. Oscar Gurney uważa również, że to, czego norwescy bezrobotni jeszcze nie wiedzą, to rzeczy, których mogą się nauczyć. - Nigdy nie pracowałem przy dostawie ryb. Ale znowu nie mogę zrozumieć, dlaczego norwescy pracownicy nie mogą się tego nauczyć, mówi Oscar.

Tłumaczyła Dominika Bącler

Autor: 
Alexander Slotten, Pedja Kalajdzic, Kristin Skjefstad Isaksen, Susanne Skjåstad Lysvold, Andreas Budalen, Benjamin Fredriksen
Źródło: 

nrk.no

Polub Plportal.pl:

Reklama