Czy bogaty – znaczy samolubny?

Reklama

śr., 11/18/2020 - 20:37 -- MagdalenaL

Owszem, nawet jeżeli taki pomaga, robi to w świetle fleszy, celem odniesienia korzyści wizerunkowych. Rzadko ludzie zamożni, wpływowi, czynią dobro bezinteresownie. Bywa, że skłaniają ich do tego wyrzuty sumienia, kiedy pomni są własnych podłości i krzywdy, czynionej podczas wzbogacania się. ''Ocieplenie'' własnego wizerunku poprzez dobroczynność służy im często jako ''odskocznia'' do kariery politycznej, do zdobycia władzy. ''Kupują'' za pieniądze opinię filantropa. Zdobywają sympatię. Na ogół ofiarność ludzi zamożnych nie jest bezinteresowna. Stanowi przejaw próżności. Dobre i to! Mówi się często, że życie ludzkie jest wartością nadrzędną. Poznałem niedawno wyjątkowo wartościowego człowieka. Wiedzą z wielu obszarów przewyższa osobników z tytułami doktorskimi. Niestety, ten człowiek umrze, moim zdaniem, w najbliższych dniach. Dlaczego? Zabije go nasz ''wspaniały'', pseudoaltruistyczny świat! W którym nie ma adekwatnego miejsca dla jemu podobnych. Posłuchajcie tej historii!

''To już postanowione. Powieszę się w ciągu kilku dni! Jestem za stary, aby otrzymać jeszcze w życiu szansę, o której marzyłem. Nie ''rokuję'' według rozmaitych, zakłamanych czarodziejów! Na koniec, kiedy przez ostatnie 3 lata próbowałem skorzystać z pomocy na zewnątrz, uzyskałem absolutną wiedzę w zakresie mojego beznadziejnego położenia. Na czym ono polega? Całe życie ciężko i uczciwie pracowałem. W domu rodzinnym ''karmiony'' byłem frazesami o koniecznej pokorze i biernym oczekiwaniu na życiową szansę. Byłem taki! Całe dorosłe życie. Ponad 20 lat. I to mnie za dwa dni ostatecznie zabije!

Tragedia rozpoczęła się przed trzema laty. Zrozumiałem, że mój potencjał znacznie wykracza poza tępe powtarzanie prostych prac fizycznych wiele godzin dziennie. Pojąłem również, że bierność i pokora były błędem! Postanowiłem to zmienić. Na swoją zgubę, jak się okazało, ponieważ w ciągu paru lat uzyskałem absolutną pewność, iż nie da się już nic zrobić! Jest za późno! Nigdy już nie zrealizuję swoich życiowych celów! Traf chciał, że ''zamarzyłem'' o miłości i możliwości wykorzystania swego twórczego potencjału, celem robienia rzeczy ambitnych i pożytecznych. Tymczasem bez układów, znajomości i konszachtów w pewnym wieku nie jest to już możliwe! Sytuację komplikuje też lichwiarski dług, w wysokości 25 tys zł, którego nie da inaczej pozbyć, jak poprzez jednorazową spłatę. Prawo mamy takie, że wyegzekwowano już ode mnie trzykrotność pierwotnego zobowiązania, a mimo to stale ono rośnie. Lichwiarze górą! Wszyscy im służą! Politycy i inni ''dobrodzieje''!

Muszę umrzeć. Ostateczną decyzję podjąłem na skutek całej ''pomocy'', jakiej doświadczyłem. To do reszty pozbawiło mnie złudzeń, iż miałem jakieś szanse. Sznur na mojej szyi zacisnęła pani psycholog z prywatnego gabinetu. To ona sprawiła, że wyznaczyłem datę swojej śmierci. Wcześniej próbowałem wszystkiego innego. Wiecie co? Człowiek, który chce powalczyć o coś lepszego nigdy nie może liczyć na innych! Ja – zostałem oszukany, wyszydzony, ''radosna'' twórczość pani psycholog sprawiła, że straciłem dorobek dotychczasowego życia, a na koniec ''kopnięty w dupę'' przez ową psycholog, która uznała, iż jestem bezwartościowym śmieciem! Nie zawahała się wiedząc, że mnie zabija, zostawiając w tej sytuacji. Tylko dlatego, iż obraziłem ją kilkoma słowami, które notabene trafiły do niej przypadkowo! Przez pomyłkę.

Nie ma dla mnie ratunku. Wszyscy mnie wyszydzili. Uważają za starego, niepotrzebnego śmiecia. Bez praw do ambicji, godności, miłości. Kobiety – materialistki! Świat bezduszny! Niszczący najwartościowsze jednostki! Jeszcze w listopadzie zmieniam adres. Na cmentarz! Tam jest miejsce śmieci... Wiem, że nikogo to nie obchodzi...''

Osobiście nie jestem w stanie pomóc temu człowiekowi. Zdążyłem go dobrze poznać. Geniusz! I ktoś taki musi umrzeć śmiercią samobójczą! Musi, bo żaden bogaty filantrop nie pomoże... Bo pani psycholog postawiła krzyżyk, upokarzając go dodatkowo poprzez założenie, iż ktoś taki nie rozumie, że ona nie widzi dla niego szans. Poznałem dobrze tego człowieka. To nie jest blef. Nie szantaż. Życie bez możliwości realizacji dla niego musi być koszmarem. Prosił mnie, aby nikomu nie mówić, że za parę dni skończy życie. Bo czy jest ktoś, kto realnie pomoże? Nie! A służę numerem telefonu i adresem... Czy jest ktoś, kto chce pomóc bez blasku fleszy? Nie! Bo bogaty – znaczy samolubny i wredny! Nie tylko bogaty zresztą... A tego durnego i podłego świata nie stać na tracenie tak wartościowych jednostek. W taki sposób. Mój przypadkowy znajomy umrze w tym tygodniu... A mnie jest smutno, że o tym wiem...

Autor: 
Jacek Zyguła
Polub Plportal.pl:

Reklama