Jane Fonda: Wreszcie jest wolna

Reklama

ndz., 02/10/2019 - 17:48 -- koscielniakk

Ma 81 lat i przeżywa najpiękniejszy czas w swoim życiu. Pogodzona ze sobą, świadoma błędów, jakie popełniła, nie obwinia się już o nie. Jane Fonda cieszy się każdą chwilą, rodziną, dla której wcześniej nie miała tyle czasu oraz karierą, która niespodziewanie ponownie rozkwitła.

Z kinem oficjalnie pożegnała się w latach 90. XX wieku. Jednak później, kiedy przyszła propozycja zagrania w "Sposobie na teściową", postanowiła, że nie będzie konsekwentna.

Obecnie pracuje na planie serialu "Grace i Frankie". Sama jest tym zaskoczona. Spodziewała się, że mając 80 lat, będzie wypoczywać na emeryturze.

Dzieciństwo w cieniu

Talent odziedziczyła po ojcu Henrym Fondzie, który dziś uważany jest za jednego z najlepszych aktorów wszech czasów. Ich relacja była jednak bardzo trudna.

- Bohaterowie nie zawsze są dobrymi ojcami - przyznaje w filmie dokumentalnym "Jane Fonda w pięciu odsłonach" (dostępny na HBO GO) i dodaje gorzko: - Wychowałam się w cieniu zabytku narodowego.

Dzieciństwo u boku surowego, konserwatywnego ojca dodatkowo komplikowała choroba psychiczna matki. Frances Seymour Fonda popełniła samobójstwo, kiedy Jane miała 12 lat.

 

Z alkoholem było łatwiej

Kolejna żona Henry'ego jasno wyrażała swoją niechęć do nastoletniej pasierbicy i ta postanowiła usamodzielnić się. Próbowała swych sił jako malarka i modelka. Zapisała się też na kursy aktorskie grać. Bez sukcesów. Za to z traumatycznymi wydarzeniami, o których dopiero teraz ma odwagę mówić.

- Byłam gwałcona i wykorzystywana seksualnie. Zostałam też zwolniona z pracy za to, że nie przespałam się z szefem - wyznała przy okazji akcji #metoo.

Wiele się zmieniło, kiedy pojechała do Paryża i poznała reżysera Rogera Vadima. To on przekonał ją do roli w "Barbarelli", którą sam wyreżyserował.

Dziś aktorka bardzo źle wspomina rozbierane sceny. Nagrywała je pijana, bo nie miała odwagi inaczej. Faktem jest, że film przyniósł jej sławę i do dziś jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych w jej karierze.

Rok po premierze została mamą - urodziła córkę Vanessę. Wraz z nią przyszła depresja poporodowa, brak mleka, więzi z dzieckiem i ogromny strach. Ucieczką stały się filmy "Czyż nie dobija się koni" oraz "Klute" (Oscar w 1972 roku) oraz jej zaangażowanie w działania przeciw wojnie w Wietnamie. Bez żalu porzuciła hollywoodzki blichtr na rzecz walki o pokój. Zostawiła też męża.

Wtedy w jej życiu pojawił się...

 

Aerobik dla polityki

W jej życiu pojawił się wtedy działacz i pisarz Tom Hayden. Porzuciła wszelkie wygody, zamieszkała z nim bardzo skromnie. Urodził im się syn Troy Garity, przygarnęli też czarnoskórą dziewczynkę. Pod swoim dachem gościli aktywistów, bezdomnych, potrzebujących.

- Byłam szczęśliwa i dumna z siebie. Chciałam pokazać Tomowi, że nie jestem rozpieszczona i potrafię tak żyć - wspomina dziś.

Niestety, organizacji politycznej Kampania na rzecz Demokracji Gospodarczej założonej przez Toma, brakowało środków. Wtedy aktorka wymyśliła, że nagra kasetę z ćwiczeniami. To był strzał w dziesiątkę! VHS-y z aerobikiem Fondy w 1982 roku rozeszły się w 17 milionach egzemplarzy. A jej książka o gimnastyce przez dwa lata utrzymywała się na liście bestsellerów w USA. Wszystkie zyski poszły na cele charytatywne.

Jane w tamtym czasie grała w filmach, które niosły ważne treści m.in. - "Chiński syndrom" (1979) o katastrofie nuklearnej, czy "Od dziewiątej do piątej" (1980) o prawach kobiet.

Wywróżony mąż

Sukcesy żony i życie w świetle jupiterów stały się nieznośne dla Toma. Jego ucieczką stał się alkohol i romanse. W końcu rozwód był nieunikniony. Jane została sama w bardzo trudnym dla niej momencie, bo okazało się, że kiedy skończyła 53 lata, zabrakło dla niej ról. Przeżyła załamanie nerwowe, a receptą na kryzys okazała się wtedy... wizyta u wróżki. Wizjonerka zobaczyła wokół Jane pieniądze i ziemię.

- To był Ted Turner - śmieje się aktorka, która znanego przedsiębiorcę poślubiła w 1991 rok. Urzekł ją, bo tak jak ona kochał przyrodę. Razem całymi dniami jeździli konno, pływali w kajakach, urządzali piesze wyprawy. Wtedy też postanowiła rozstać się z kinem, co, jak już wiemy, nie do końca się udało. Po 10 latach uznała też, że za bardzo stara się mężowi przypodobać. Chcąc sprostać jego oczekiwaniom, nie ma czasu na to, co dla niej w tym momencie ważne - działanie w ruchu feministycznym, na rzecz ofiar przemocy seksualnej, zwierząt i pokoju na świecie.

 

Nie jest idealna i... dobrze

- Zbyt długo definiowali mnie inni ludzie. Mężczyźni. Nie czułam się sobą - wyznaje w filmie "Jane Fonda w pięciu odsłonach". Mówi, że chcąc przypodobać się ojcu, wpadła w bulimię i anoreksję, a walcząc o uczucia pierwszego męża, grała w filmach i w życiu seksownego  kociaka. Potem, wspierana przez drugiego męża, dała się porwać walce o pokój na świecie, zaniedbując przy tym dzieci. Dziś mówi, że to błąd i robi wszystko, by naprawić swoją relację z Vanessą i Troy’em.

W wywiadach przeprasza weteranów wojny w Wietnamie za zbyt pochopnie wypowiedziane słowa, które mogły ich obrazić. I za swoje zdjęcie z Hanoi, gdzie pozowała z żołnierzami z Wietnamu. Przyznaje też, że przesadziła w obsesyjnym dążeniu do szczupłej sylwetki, także poprzez aerobik, i ostrzega kobiety, by nie stawały się niewolnicami własnego ciała.

Jane Fonda nie ukrywa, że zrobiła sobie operację plastyczną, ale też żałuje, że nie miała odwagi poddać się upływowi czasu i być naturalną. - Taka już jestem, nieidealna - mówi z rozbrajającą szczerością. Znów słuchają jej tłumy. Staje się przykładem dla kobiet, nie tylko w swoim wieku, które też chcą pokochać swoje niedoskonałości i zaakceptować błędy.

 

Autor: 
AJ
Źródło: 

Interia

Polub Plportal.pl:

Reklama