Uchodźstwo w trakcie Igrzysk: za szukanie wolności można słono zapłacić

Reklama

pt., 08/06/2021 - 00:56 -- MagdalenaL

Źródło: Martin Bureau/AFP przez Getty Images

Kiedy białoruska lekkoatletka Kryscina Cimanouska weszła do polskiej ambasady, aby ubiegać się o azyl polityczny, dodała tym samym swoje nazwisko do długiej listy olimpijskich sportowców, którzy podczas Igrzysk zdecydowali się poszukać ratunku w innym kraju. Uchodźstwo jest prawie że jedną z olimpijskich tradycji, która zaczęła się wraz z początkiem Zimnej Wojny.

Po upadku Żelaznej Kurtyny praktyka ta stała się nieco rzadsza, jednak w ubiegłym dziesięcioleciu wciąż zdarzały się przypadki uchodźstwa wśród Olimpijczyków — a ucieczka Cimanouskiej to tylko najświeższy przykład.

Wymowne jest również to, że rodzina Cimanouskiej krótko po usłyszeniu wieści o jej wniosku o azyl, sama podjęła się podróży do Ukrainy. Uchodźstwo może być mianowicie bardzo niebezpieczne — również i dla tych, którzy zostali.

Jednak nawet po tej wyprawie mąż i dziecko białoruskiej atletki mogą nie być w pełni bezpieczni. Przedwczoraj rano jeden z białoruskich dysydentów, który uciekł na Ukrainę, został znaleziony martwy w jednym z kijowskich parków. Mimo że nie jest pewne, że dysydent został zamordowany oraz czy ma to jakikolwiek związek z ucieczką Cimanowskiej i jej rodziny, to tego typu informacje niewątpliwie mogą spędzać im sen z powiek.

„Uchodźstwo to zawsze ryzykowna sprawa”, mówi były komentator sportowy Joop Holthausen. „Wciąż pamiętam, kiedy krótko przed Letnimi Igrzyskami Olimpijskimi w 1980 usłyszałem, że wschodnioniemiecka pływaczka Renate Vogel uciekła. Z pomocą kilku pośredników udało mi się nawiązać z nią kontakt. Chciała, żebym przeprowadził z nią wywiad, ale to byłoby możliwe tylko w sekretnej lokacji, w jakiejś piwnicy gdzieś w Bawarii. Śmiertelnie bała się Stasi, czyli sekretnego wojska Niemiec Wschodnich. Należy w takiej sytuacji również pomyśleć o członkach swojej rodziny, którzy zostali w DDR. Co się z nimi stanie?”

Uchodźcy są w swoim kraju ojczystym przedstawiani jako tchórze. Zazwyczaj prawdą jest odwrotność. Weźmy za przykład irackiego sztangistę Raida Ahmeda. Podczas ceremonii otwarcia Igrzysk Olimpijskich w Atlancie w 1996 roku niósł on flagę swojego kraju, a krótko potem uciekł. Po tym, jak otrzymał azyl w USA, powiedział prasie, że on i jego koledzy z drużyny otrzymali za zadanie, żeby podczas ceremonii otwarcia nie patrzeć w stronę Billa Clintona, który siedział na trybunie dla VIPów, ponieważ Saddam Husajn nienawidził amerykańskiego prezydenta.

Rozkaz ten pochodził od Udajja Husajna, czyli najstarszego syna i ówczesnego planowanego sukcesora Saddama. Pełnił również funkcję przewodniczącego Irackiej Komisji Olimpijskiej. Udajj był równocześnie głową tajnego wojska, a znany był ze swojego okrucieństwa. Nieposłuszeństwo wobec jego rozkazu oznaczałoby skazanie na śmierć.

„Mówiono nam często, że Clinton i Bush chcieli zniszczyć Irak”, mówi Ahmed. „Każdy z mojej grupy odwrócił wzrok od Clintona. To nie byli prawdziwi mężczyźni. Jednak ja podniosłem moją głowę wysoko, spojrzałem na niego i nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Prezydent stał i klaskał dla nas. Biorę za pewnik to, że gdyby Igrzyska odbywały się wtedy w Iraku, Saddam Husajn nie klaskałby dla Stanów”.

Wyjątkowo rzuca się w oczy fakt, że prawie żaden olimpijczyk z Korei Północnej nie podjął się próby uchodźstwa, mimo ekstremalnych represji w reżimie z Pyongyang. Przypisuje się to dwóm czynnikom, przede wszystkim: bardzo silne więzy rodzinne w Korei Północnej, które naraziłyby tych, którzy zostali na sankcje. Jednak równie ważne: Korea Północna rozpieszcza swoich topowych sportowców luksusowymi dobrami i mieszkaniami. Ponadto, ich olimpijczycy są wybierani bardzo ostrożnie i głównie ze względu na ich lojalność wobec rodziny Kim.

Od czasu upadku Związku Radzieckiego uchodźców olimpijskich jest dużo mniej, a przynajmniej takich, którzy uciekali ze względów politycznych. Ogólnie rzecz biorąc, jest to jednak dosyć regularnie występujące zjawisko. Przykładowo, w 2012 aż 15 sportowców, m.in. z Kongo i Kamerunu, opuściło wioskę olimpijską, aby ubiegać o azyl w Londynie.

Przypadek białoruskiej biegaczki Krysciny Cimanouskiej wydaje się jednak odbiegać nieco od większości historii innych uchodźców, ponieważ sportsmenka wyraźnie pojechała na Olimpiadę bez wcześniejszego planu, by uciec. Konsekwencje jednak nie są w takiej sytuacji łagodniejsze, według korespondenta Geerta Groota Koerkampa.

„Już dwa dni temu Cimanouska wpakowała się w niemałe problemy. Po raz pierwszy, kiedy skrytykowała białoruskich urzędników — nie była to zatem od początku polityczna historia. Cimanouska była mianowicie wściekła, ponieważ kariera jej oraz jej współpracowników była według niej umyślnie sabotowana. Ta wypowiedź z kolei została wciągnięta w politykę, więc teraz biegaczka jest przedstawiana jako przeciwniczka rządu, jako ktoś, kto nie jest patriotką. Będzie to niewątpliwie dalej widoczne przez kilka następnych dni, a już na pewno teraz, kiedy jest w Polsce. W tym momencie zostanie to jeszcze bardziej rozdmuchane, do rozmiarów zdrady Białorusi”.

Autor: 
Robert Chesal / tłum. Julia Lewandowska
Polub Plportal.pl:

Reklama