Irlandzkie puby znów otwarte!

Reklama

czw., 07/09/2020 - 23:33 -- moderator3

„Jest dużo inaczej, ale dobrze znów tu być”. Irlandia znosi obostrzenia a odwiedzający puby muszą przyzwyczaić się do nowej normalności.

Musieli zarezerwować stolik, ograniczyć grupę do czterech osób, odkazić ręce, omijać bar, nie śpiewać i wyjść po 105 minutach, jednak Johnny Knox i Tommy Flannery nie narzekali.

 

Po trzech miesiącach przymusowego siedzenia w domu, Irlandia osłabiła obostrzenia i para znajomych mogła wrócić do ulubionego pubu, aby wypić piwo i porozmawiać. "Pierwsze piwo? Znakomite.", powiedział 64-letni Knox, sącząc kolejnego Tuborga.

Środki ostrożności wprowadzone po kwarantannie nie ostudziły atmosfery w McLoughlin's, sędziwym, wyłożonym drewnem barze w Dún Laoghaire, na południe od Dublina. Klienci pubu wyśmiali higieniczną czystość barmana i kłócili się z kelnerką, że pleksja przed barem złamała zasadę, iż nic nie stanie między barmanem a jego klientami.

Jeśli tak musi być, niech będzie, stwierdził 64-letni Flannery.

W zeszłą sobotę również Wielka Brytania osłabiła nieco restrykcje. Prywatne sklepy, puby i restauracje mogą wpuszczać swoich klientów po raz pierwszy od 23 marca. Puby w Północnej Irlandii zostały otwarte w zeszły piątek a w Walii otworzą się 13 lipca. Jeśli chodzi o Szkocję, nie została podana konkretna data. "Niesamowita sobota" promuje w Wielkiej Brytanii podekscytowanie otwarciem lokali, jednak lekarze nawołują do kontrolowania siebie i znajomych, aby nie "popłynąć" w sobotnią noc i nie wylądować w szpitalu.

Jednak na pewno zdarzą się takie przypadki, jeśli weźmiemy po uwagę Irlandię. "Pierwszej nocy mieliśmy sześciu klientów, którzy wypili po 10 piw Guinness na głowę, kilka koktajli i gin z tonikiem", mówi Alan O'Reilly, współwłaściciel Kelly & Coopers, pubu połączonego z restauracją w Blackrock. "To był chyba zakład."

Po kilku drinkach, klienci zdawali się zapominać o środkach ostrożności i próbowali zamawiać napoje przy barze, mówi. "Trzeba próbować nad tym zapanować."

W innej części Dublina krążą historie o grupach ludzi wykonujacych 12-dniowe wyzwanie świąteczne - w jedną noc odwiedzają12 pubów i wypijają piwo w każdym z nich. W takich wypadkach, razem z trzeźwością odchodzi fizyczny dystans, jednak większość klientów zachowuje się bardzo odpowiedzialnie.

W poniedziałek przeciętny użytkownik Revoluta, aplikacji bankowej, wydał średnio 27,64 euro w Irlandzkich pubach. Kwota wydawana przed pandemią wynosiła 12,47 euro. Jednak wliczając w to nowe zasady, gdzie każdy klient musi kupić posiłek warty 9 euro, wcale nie były to huczne imprezy.

"Każdego wieczoru przychodzą tu tłumy. Ludzie są zadowoleni z samego wyjścia z domu po byciu zamkniętym przez trzy i pół miesiąca," mówi Joe Cahill, menadżer McLouglin's.

Są to jednak względne tłumy. Z nowymi zasadami, puby mogą pomieścić zdecydowanie mniej klientów niż przed pandemią. Klienci muszą siedzieć przy stolikach i nie mieszać grup, w których przyszli. Większość rezerwuje stoliki z dużym wyprzedzeniem. Jeden członek każdej z grup musi zostawić numer kontaktowy i swojego maila, w razie potrzeby nagłego kontaktu. Policja i ponad 500 inspektorów rządowych sprawdzają spełnianie warunków w lokalach.

Cahill radzi Brytyjskim właścicielom pubów: "Spisujcie nazwiska i numery telefonów. Bądźcie czujni cały czas." Wystarczy jedno kaszlnięcie a pub będzie zamknięty. "Kaszlący czy kichający klienci nie będą obsługiwani."

 

"Nie pozwalamy również śpiewać, ponieważ ślina może spaść wszędzie", dodaje. Zamiast tego, odtwarzająca ballady szafa grająca jest włączona cały czas.

Ludzie szybko się przyzwyczaili, nawet do zasady o wyjściu po 105 minutach. "Mówię, kiedy ich czas się kończy i po prostu wychodzą," mówi Cahill.

Peter Kane narzeka, że limit czasowy siedzi mu w głowie od wejścia.

W Lighthouse, pubie w górze ulicy, dwaj pracownicy kawiarni rozmieszczają plakaty z zasadami bezpieczeństwa i płyny do dezynfekcji. "Jest inaczej, ale dobrze znów tu być. Nie będę kłamać, jest świetnie," mówi 21-letnia Mia O'Regan, sącząc Peroni. 20-letnia Kate Fitzgerald boi się czy nie przeniesie wirusa na resztę pracowników, jeśli zarazi się od klienta. „Boję się nie tylko o siebie, ale i też o załogę.”

W pubie z restauracją, Kelly & Coopers, właściciele zainstalowali antybakteryjne klamki i inne zabezpieczenia przed otwarciem, a w tym tygodniu wymyślili nową wskazówkę. "Zachowujcie się cicho, a ludzie zachowają większy dystans społeczny," mówi Brian Kiernan, współwłaściciel pubu. "Pójście do baru i krzyczenie na siebie to część Irlandzkiej tradycji i mentalności. Jednak te dni minęły z nadejściem wirusa."

Autor: 
Rory Carroll tłum. Paulina Kawalec
Źródło: 

theguardian.com

Polub Plportal.pl:

Reklama