Radny PiS nie nadąża już z pisaniem interpelacji ws. poznańskiego ZOO

Reklama

ndz., 09/18/2016 - 13:07 -- koscielniakk

Najbardziej niemoralne ZOO w Polsce. Osiołki-rozpustnicy, słoń homoseksualista… Radni PiS do poznańskiego ZOO chodzą po inspiracje do interpelacji. Osiołki, słoń, lamparty... Radni wiedzą, że za sympatycznymi pyszczkami kryją się niebezpieczne idee polityczne.

Radny PiS nie nadąża już z pisaniem interpelacji ws. poznańskiego ZOO. Walczył z zakochanymi osiołkami, wzburzył go słoń-homoseksualista, a teraz doszedł do wniosku, że hodowla ginącego gatunku lamparta to wyraz poparcia dla Władymira Putina. Podczas tego szaleństwa pracownicy ogrodu zgrzytają zębami, bo kiedy radny widzi wszędzie wokół bezeceństwa, oni próbują realizować projekty ważne dla całego świata.

Nawet niewinny spacer po ogrodzie zoologicznym dla niektórych będzie społeczno-politycznym koszmarem. Radny Prawa i Sprawiedliwości Michał Grześ od początku roku przedstawił już 26 interpelacji na temat poznańskich ogrodów zoologicznych. Tam gdzie większość ludzi widzi sympatyczne zwierzęta, samorządowiec dostrzega zło i zepsucie, a ostatnio nawet putinowską agenturę. Oto najpoważniejsze „afery”, których dopatrzyło się czujne oko pana radnego.

 

Lamparty to putinowska propaganda

Lampart perski to jeden z najrzadziej występujących w naturze kotów. Jeżeli nie podejmie się zdecydowanych kroków gatunek wkrótce wyginie. W jakim celu poznańskie zoo chce hodować te zwierzęta? Tu wzrok Michała Grzesia kieruje się na wschód. To na pewno moskiewska propaganda! 

 

"Jak można się zorientować w doniesieniach medialnych, projekt lampartów perskich wymyślili stratedzy Putina w czasie przygotowań do olimpiady w Soczi. Miał przekonać, że Rosja nie tylko niszczy okolice Soczi, ale dba o ich ochronę. Do dziś cieszy się on wsparciem politycznym Putina" - napisał w interpelacji do władz Poznania.

 

Grześ zapytał także ile projekt będzie kosztować miasto i dlaczego zamiast „złych” lampartów Putina ogród nie zajmie się innymi gatunkami zagrożonymi wyginięciem. Pracownicy ZOO łapią się za głowę.Zwierzęta i wszelkie nasze działania mające na celu ich ochronę oraz podejmowanie się kolejnych hodowli, m. in. w znakomitym projekcie, jakim jest hodowla lampartów perskich, nie mają charakteru manifestu politycznego. Mamy w ogrodzie mnóstwo zwierząt, ale hodując je i dbając o nie udzielamy poparcia żadnemu krajowi. Sytuacja polityczna naprawdę nie ma znaczenia dla zwierząt, a projekt jest międzynarodowy – mówi nam Małgorzata Chodyła z poznańskiego ZOO.

Czy projekt jest związany z Rosją? Trochę jest. Putin faktycznie lubi te koty, pozuje z nimi do zdjęć, a lamparty wyhodowane w Poznaniu, być może w przyszłości trafią na Kaukaz. Poza dostępnym dla zwiedzających wybiegiem dla pierwszej pary lampartów, dzięki pomocy darczyńcy, powstaje drugi - w którym kolejne pokolenia będą żyły na zasadzie „born to be wild”, bez kontaktu z ludźmi - zarówno gośćmi, jak i pracownikami. Chodzi o to, żeby zwierzęta nie kojarzyły człowieka z jedzeniem i umiały polować, oraz nadawały się do wypuszczenia na wolność. Jak rozwijanie populacji ginącego gatunku pomoże Putinowi? Oto trzeba zapytać radnego, z tym jednak nie udało nam się skontaktować.

 

    Słoń, który stał się manifestem LGBT

    Zanim radny Grześ postanowił wytępić rusofilskie zapędy lampartów, z niesmakiem patrzył na wybieg słonia. Nie kojarzył mu się ani z sympatycznym Dumbo, ani z charyzmatycznym Kingiem z „W pustyni i w Puszczy”. W umyśle samorządowca PiS bliżej mu było do Roberta Biedronia. Ninio stał się prawdopodobnie pierwszym trąbatym aktywistą LGBT.

    „Nie po to wydawaliśmy 37 mln zł na największą w Europie słoniarnię, aby mieszkał w niej słoń gej. Mieliśmy mieć stado słoni, a skoro Ninio woli kolegów od koleżanek, to w jaki sposób spłodzi potomstwo? (...) Jak takie zachowanie wytłumaczą rodzice swoim dzieciom?” – napisał w interpelacji.

     

    Dodatkowo jego zaniepokojenie wzbudziły skłonności do przemocy. Ninio miał bić samice trąbą. Radnemu nie udało się pozbyć słonia, za to przysporzył ogrodowi popularności. Po „aferze” liczba gości wyraźnie wzrosła.

    Dzisiaj słoń Ninio ma się świetnie. Niedawno był bohaterem wydarzenia, podczas którego pracownicy zoo spalili demonstracyjnie kość słoniową, w proteście przeciwko polowaniom i handlowi tym materiałem.

    – Podczas wydarzenia napędził trochę strachu, bo nabawił się kolki. Bolał go brzuszek, ale skończyło się dobrze – zapewnia Małgorzata Chodyła.

     

    Osiołki grzeszyły bez wstydu na oczach ludzi

    Seks w miejscach publicznych to jeden z bardziej kontrowersyjnych fetyszy. Poza poczuciem przyzwoitości, co nieco do powiedzenia ma litera prawa, która takich czynności zakazuje. Ludziom. Wydawałoby się, że zwierzętom zostawiamy w kwestii uciech cielesnych odrobinę więcej swobody. Ale i tutaj radny PiS znalazł powód do oburzenia. 

    Tym razem była to Lidia Dudziak, którą oburzyła para osłów dosadnie demonstrujących miłość na wybiegu i na oczach zwiedzających. Radna przypadkiem uderzyła niecelnie, ponieważ poza brakiem hamulców moralnych osiołki - Napoleon i Antonina - okazały się całkiem poprawną parą, żyjącą w stałym monogamicznym związku, a ich publiczne współżycie (bez antykoncepcji) służyło nie tylko hedonistycznej przyjemności. 

    W jego wyniku powito młodego osiołka o imieniu tabu. Niestety miłość musiała ustąpić protestom, parę oddzielono płotem. Jak się dowiedzieliśmy od tamtej pory sporo się zmieniło. Antonina zmarła, a Napoleon znalazł nową towarzyszkę o imieniu Malwina. I tu znów doszło do sensacji.

    – Znów doszło do sensacji, ponieważ sprowadziliśmy ją, aby Napoleon mógł znów zostać tatą i Malwina niedługo urodzi. Problem w tym, że u kopytnych ciąża jest widoczna bardzo późno i zdaliśmy sobie sprawę, że samica z tą ciążą do nas przyjechała, a Napoleon nie jest ojcem. Prawdziwy ojciec mieszka w parku safari w Świerkocinie, ale nie powiemy o tym Napoleonowi. Mamy nadzieję, że wychowa jak swoje – zapewnia Małgorzata Chodyła.

    Matusz Albin

    Dział: 
    Polub Plportal.pl:

    Reklama