Koniec naiwności, czyli jak NATO musi wzmocnić obronę Bałtyku

Reklama

pon., 05/16/2022 - 17:45 -- MagdalenaL

Od początku wojny z Ukrainą kraje bałtyckie wzywały do zwiększenia zdolności obronnych w regionie – zdolności, które odpowiadałyby okolicznościom stworzonym przez Federację Rosyjską.

Choć wydaje się, że rośnie zrozumienie, iż agresja Moskwy zmieniła porządek bezpieczeństwa i że postawa NATO musi zostać odpowiednio dostosowana, nie podjęto jeszcze ostatecznych decyzji przed czerwcowym spotkaniem Sojuszu w Madrycie, na którym przywódcy zdecydują, co konkretnie należy zrobić na wschodniej flance NATO.

Jednak w drodze do Madrytu nadal istnieją pewne nierozwiązane problemy i słabe punkty, które kraje bałtyckie chciałyby, aby zostały wzięte pod uwagę.

Mimo że Rosja wykazała agresywne zamiary w 2008 i 2014 roku, wielu nie dostrzegło, do jakiego stopnia prezydent Władimir Putin jest gotów posunąć się w realizacji swojej imperialistycznej wizji. Jednak nowa wojna z Ukrainą położyła kres takiej naiwności – reżim w Rosji jest wyraźnie gotowy i chętny do rozpoczęcia niesprowokowanej, wszechstronnej wojny konwencjonalnej przeciwko swoim sąsiadom, pomimo ogromnych strat na polu bitwy i niszczących sankcji nałożonych na gospodarkę.

Ta wojna może trwać długo, a reżim rosyjski może przetrwać jeszcze dłużej. Z czasem Moskwa będzie odrabiać straty, odbudowywać swoje grupy bojowe, naprawiać i odnawiać sprzęt. Oznacza to, że tak długo, jak będzie trwał ten agresywny reżim putinowski, zagrożenie, jakie stanowi, będzie się utrzymywać i NATO będzie musiało się nim zająć.

Północna część wschodniej flanki NATO – front wschodni – ma pewne wewnętrzne słabości, z którymi niełatwo sobie poradzić w poszczególnych krajach. Białoruś, pozwalając na wykorzystanie swojego terytorium do działań wojennych, stała się wspólnikiem Rosji w tej wojnie, a jej zaangażowanie zmienia sytuację północnej części wschodniej flanki – Łotwy, Litwy, Estonii i Polski – zważywszy, że wojska rosyjskie stacjonują obecnie i prawdopodobnie pozostaną tuż przy granicy z NATO.

Jednym z głównych słabych punktów jest tzw. luka suwalska, wąski pas ziemi między Litwą a Polską, otoczony Białorusią i rosyjskim Kaliningradem. Jeśli Rosja zaatakuje terytorium bałtyckie lub jeśli dojdzie do sporu o Morze Bałtyckie, luka suwalska będzie strategiczną linią zaopatrzenia dla Litwy, Łotwy i Estonii, a także dla Finlandii, jeśli przystąpi ona do NATO.

Te słabe punkty nie są łatwe do naprawienia, a kraje bałtyckie, choć same robią wiele, chcą mieć pewność, że zostanie podjęta decyzja polityczna, która zagwarantuje, że w razie ataku terytoria te będą odpowiednio bronione – tak samo jak każda inna część terytorium sojuszu.

Na szczęście prezydent Stanów Zjednoczonych i przywódcy kilku innych państw NATO odnieśli się do tego problemu, zobowiązując się, że „każdy centymetr terytorium NATO będzie broniony”, co stanowi obietnicę i mapę drogową dla politycznego konsensusu w sprawie postawy NATO. Po jego przyjęciu, stanowisko to powinno zawierać konkretne wskazówki wojskowe dotyczące sposobu realizacji tego zobowiązania.

Podobnie jednak jak w przypadku wszystkich ważnych decyzji w ramach Sojuszu, najpierw musi zapaść decyzja polityczna. W przeciwnym razie, bez konsensusu politycznego, niektórzy doradcy wojskowi mogą być niechętni, uważając obronę krajów bałtyckich za zbyt kosztowną lub zbyt trudną technicznie.

Weźmy na przykład Berlin Zachodni. Ogłoszenie przez prezydenta USA, Johna F. Kennedy'ego, że „ist ein Berliner”, dało jasno do zrozumienia, że nawet ten maleńki skrawek ziemi – wyspa na komunistycznym morzu – będzie broniony najlepiej, jak to możliwe w ramach sojuszu. W ślad za tym poszła rada wojskowa, jak to zrobić. 

Równie dobrze kraje bałtyckie mogłyby być Berlinem Zachodnim XXI wieku. 

Teraz jednak, bez dalszej zwłoki, należy przystąpić do praktycznej realizacji tego zobowiązania. Przede wszystkim należy podjąć zasadniczą decyzję, iż kraje bałtyckie, a zwłaszcza korytarz suwalski, będą bronione wszelkimi dostępnymi środkami. Litwini, Łotysze i Estończycy będą wspierani przez swoich sojuszników z NATO już od pierwszej minuty ewentualnej agresji. 

Ponadto uważamy, że dla naszego bezpieczeństwa, naszej jedności i pewności konieczne jest, by Sojusz wzmocnił swoją obecność w krajach bałtyckich.

Powinno to obejmować co najmniej pełne zdolności obrony powietrznej, w tym obrony przeciwrakietowej i myśliwców gotowych do ataku na wroga; stałą bazę dla co najmniej brygady wielkości sił NATO z wymaganymi elementami dowodzenia w każdym z krajów bałtyckich; a jeśli Szwecja i Finlandia przystąpią do członkostwa w NATO, natychmiastowe plany nowej, zintegrowanej obrony nordycko-bałtyckiej, uwzględniającej regionalną obronę powietrzną i wzmocnioną obecność NATO na Morzu Bałtyckim. 

Na koniec trzeba jasno powiedzieć, że żaden z krajów bałtyckich nie chce korzystać z możliwości Sojuszu za darmo. Na Litwie podjęto już decyzję o przeznaczeniu 2,5% PKB na obronę, pieniądze zostały już wydane, a zarówno Łotwa, jak i Estonia osiągną ten cel jeszcze w tym roku.

Kraje bałtyckie wykonują swoje zadania. Teraz kolej na naszych sojuszników, by zrobili to samo.

 

Autor: 
Autor: Gabrielius Landsbergis Tłumaczenie: Klaudia Bredlak
Polub Plportal.pl:

Reklama