Opinia: Wojna Putina na Ukrainie wprawia Brukselę w coraz większe zakłopotanie

Reklama

pt., 03/25/2022 - 23:36 -- MagdalenaL

W tym tygodniu w Brukseli odbywa się spotkanie UE, NATO i G7. Poszukiwane są środki przeciwko rosyjskiemu agresorowi. Ministrowie spraw zagranicznych UE rozpoczęli działania. „Ich decyzje są skromne” - mówi Bernd Riegert.

Wielokrotne apele odważnego, ukraińskiego prezydenta o pomoc UE i NATO stają się coraz bardziej natarczywe i rozpaczliwe: więcej broni, ostre embargo energetyczne wobec Rosji, więcej korytarzy ewakuacyjnych, strefa zakazu lotów, myśliwce! Reakcje Europejczyków i Zachodu pozostają niezmienne i wydają się coraz bardziej bezradne wobec brutalności i nieludzkiego postępowania dyktatora na Kremlu w toczonej przez niego wojnie na Ukrainie.

Ministrowie spraw zagranicznych UE nie widzą dla siebie możliwości drastycznego zaostrzenia sankcji. Dostarczana jest broń obronna, o ile można ją znaleźć we własnych obozach. Jednak zaangażowanie wojskowe w przestrzeni powietrznej nad Ukrainą lub nawet na ziemi nie wchodzi w rachubę, ponieważ oznaczałoby to wojnę w całej Europie.

Brak praktycznych środków

Główni dyplomaci państw członkowskich UE otwarcie nazywają Władimira Putina tym kim jest, czyli zbrodniarzem wojennym. Zdjęcia z Ukrainy przedstawiające płaczących ludzi i zniszczone miasta chwytają za serce. Ministrowie UE i przywódcy NATO, którzy również spotkają się w tym tygodniu w Brukseli, nie dysponują jednak praktycznymi środkami, które mogłyby powstrzymać to szaleństwo.

Sankcje dotykają Putina i społeczeństwo rosyjskie tylko w perspektywie średnio- lub długoterminowej. NATO nie może w ten sposób wytrącić rosyjskiemu władcy broni z ręki. Rosja mogłaby również przetrwać przez pewien czas natychmiastowe embargo na ropę, gaz i węgiel. Z drugiej strony, państwa zależne od rosyjskiej energii, takie jak Niemcy, zadałyby sobie poważne rany, które zagroziłyby ich wynikom gospodarczym, dobrobytowi, a w końcu solidarności z uchodźcami.

Dlatego też UE słusznie odrzuciła taki krok. Prawdopodobnie rozsądniejszym rozwiązaniem jest jak najszybsze odcięcie dopływu rosyjskiej energii. Ale nawet to będzie trudne.

Wiele pytań, niewiele odpowiedzi

Ministrowie spraw zagranicznych UE nie mają satysfakcjonujących odpowiedzi na pytania o czerwone linie, o konsekwencje, gdyby Putin użył broni chemicznej, całkowicie wymazał miasta, zaatakował po Ukrainie Mołdawię czy Gruzję. Jedno jest pewne: jeśli terytorium NATO zostałoby zaatakowane, Sojusz odpowiedziałby tym samym. Taka jest obietnica - ale czy rzeczywiście zostanie dotrzymana? Ludzie w krajach bałtyckich, w Polsce czy w Rumunii muszą w to bardzo mocno wierzyć, ponieważ w przeciwnym razie nie da się powstrzymać kremlowskiego dyktatora i jego armii.

Przyjęty przez ministrów spraw zagranicznych „strategiczny kompas" dla Unii Europejskiej jest raczej „bezzębnym papierowym tygrysem” na tle toczącej się wojny. Większa niezależność militarna UE i jej strategiczna rola w świecie to szlachetne cele, których realizacja leży w odległej przyszłości. Teraz trzeba się zbroić, wzmacniać własną obronę, aby odstraszanie było wiarygodne. Ale wszystkie te rzeczy nie pomagają tu i teraz - na pewno nie ludziom w Ukrainie.

Kto może usunąć tyrana?

Aby zatrzymać machinę wojenną celem UE i NATO powinna być zatem natychmiastowa zmiana reżimu w Moskwie. Gdzie są służby specjalne i komandosi zdolni do usunięcia nikczemnego tyrana jakim jest Władimir Putin?

W porównaniu z przywódcami Związku Radzieckiego w okresie zimnej wojny Władimir Putin jest rzeczywiście bardziej nieprzewidywalny i bezwzględny. Wtedy równowaga terroru jeszcze działała, bo wiadomo było, że ten, kto pierwszy przekroczy czerwoną linię, ginie jako drugi. Czy dziś odstraszanie nadal działa? Czy Putina to nie obchodzi? Oto pytania, na które UE, NATO i G7 muszą odpowiedzieć w tym tygodniu w Brukseli. Obecnie nikt nie zna odpowiedzi.

Autor: 
Anna Stanisławczyk / tłum. Bernd Riegert
Dział: 
Polub Plportal.pl:

Reklama