Ile kosztuje otyłość? Zdrowotne, społeczne, ekonomiczne i środowiskowe koszty otyłości

Reklama

śr., 09/11/2019 - 07:06 -- zzz
Ze względu na epidemię nadwagi i otyłości w UE czy w USA, coraz więcej o tych problemach mówi się w mediach. Zajmują one polityków oraz innych decydentów z instytucji krajowych (np. Głównego Inspektoratu Sanitarnego), unijnych (np. Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności) czy międzynarodowych (np. Światowej Organizacji Zdrowia). W dzisiejszym artykule skupię się na tym, jakie koszty osobiste i zdrowotne ponosi osoba dotknięta nadwagą czy – przede wszystkim – otyłością, a także jakie są społeczne następstwa (koszty) wzrostu liczby zachorowań na otyłość, z którymi wszyscy musimy się borykać.
 

Otyłość to choroba bezpośrednio wynikająca przede wszystkim ze spożywania nadmiernej liczby kalorii oraz znikomej aktywności fizycznej. Istnieją oczywiście przypadki, w których jednym z głównych czynników wystąpienia otyłości jest inna choroba lub konieczność brania specyficznych leków, ale nie stanowią one większości ani nawet połowy z całości. Podkreślam to, ponieważ często gdy mówi się jasno i wprost o dominujących przyczynach otyłości, w komentarzach pojawiają się anegdotyczne argumenty negujące powody jej powszechności. „To bzdura, ja mam otyłość przez chorobę”, „Przytyłem/am odkąd biorę leki, więc otyłość to nie jest wina złej diety” itp. Wcale nie neguję takich sytuacji, ale trzeba wiedzieć, że nie są one reprezentatywne dla ogółu. Badania naukowe i ich analizy jasno mówią, że rozwój otyłości to w zdecydowanej większości przypadków efekt nieprawidłowego odżywiania i braku odpowiedniej dawki ruchu. Predyspozycje genetyczne i epigenetyczne, stres, zaburzenia mikrobiomu jelitowego czy niedobór snu to jedynie dodatkowe, mniej znaczące z reguły czynniki (których jednak w podejściu indywidualistycznym nie należy lekceważyć).
 

 

 
Pośrednio za epidemię nadwagi i otyłości odpowiadają zasadniczo dwa kulturowo-ewolucyjne zjawiska. Pierwsze odnosi się do diety i podaży kalorycznej, mającej największy wpływ na zachorowanie na otyłość. W ciągu ostatniego stulecia radykalnie wzrosła dostępność żywności w krajach wysokorozwiniętych. W szczególności problemem jest łatwy dostęp i niska cena jedzenia wysokokalorycznego o znikomych innych wartościach odżywczych. Chodzi o przekąski typu chipsy i słodycze, o fastfoody, gotowe posiłki itd. Nigdy w historii ludzkości nie było tak, że za bardzo niską cenę można zdobyć tak wiele „pustych” kalorii. Ponieważ są one bardzo smaczne, to trudno się im oprzeć. Taka jest nasza natura i mrzonki o „wolnej woli” są niestety zdecydowanie przesadzone. Samodyscyplina itd. mają znaczenie, ale nie tak istotne jak głoszą kołcze i inni mówcy motywacyjni.
 
Drugi powód to związany z motoryzacją i elektronizacją naszego życia drastyczny spadek aktywności fizycznej. Do miasta jedziemy autobusem czy tramwajem, a nie raz nie fatygujemy się nawet na przystanek tylko siadamy za kierownicę (tudzież zamawiamy taksówkę). Opcja rowerowa jest zdecydowanie rzadsza, a pieszy spacer to wręcz wyjątek. Pranie robi za nas pralka, a suszy je suszarka, naczynia myje zmywarka, kalkulator mamy w telefonie więc nie musimy nawet ruszać się z krzesła po kalkulator leżący gdzieś na półce, gdy chcemy coś policzyć. Przykłady można mnożyć.
 
 
Te dwie kluczowe zmiany w stylu naszego życia zaszły przez postęp technologiczny w rolnictwie, motoryzacji czy sprzętach domowego użytku. Nie jest on sam w sobie zły czy szkodliwy, ale wraz z nim powinna iść systemowa i edukacyjna regulacja zachowań konsumenckich, tego co dozwolone jest w marketingu w branży spożywczej, jakie normy poszczególne produkty powinny spełniać, jakie akcyzy powinny być na nie nałożone, jakie nawyki żywieniowe są złe, a jakie dobre dla zdrowia itd. Bez tego typu odgórnych regulacji, wypracowanych przez naukowców, lekarzy, dietetyków, polityków, prawników itp. po prostu popadamy w poważne kłopoty epidemiologiczne, co udowodnił nam ten „historyczny eksperyment” w jakim wszyscy uczestniczymy.
 

Otyłość – jakie choroby powoduje lub zwiększa ich ryzyko?

Najbardziej oczywiste, bo najszybciej zauważalne, są koszty zdrowotne osób z otyłością. Śmiertelność z możliwych do uniknięcia powodów jest wśród otyłych znacznie wyższa niż u osób z prawidłową masą ciała, chociaż badania pokazują też, że efekt ten u osób z otyłością pierwszego stopnia nie jest aż tak wyraźny. Kiedy spojrzymy na zebrane dane, żniwa epidemii otyłości stają się jeszcze bardziej przerażające. W roku 2000 w USA 18,1% wszystkich zgonów (ponad 430 tys. śmierci) wynikało głównie z palenia papierosów, ale na drugim miejscu (15,2% i ponad 360 tys. śmierci) była zła dieta i niedobór aktywności fizycznej. Trzecie miejsce na niechlubnym podium zajął alkohol z wynikiem 85 tysięcy zgonów (w liczbę tę nie wliczają się wypadki samochodowe, dla których zgony oszacowano w ówczesnym roku na ponad 40 tysięcy). To, co jeszcze niedawno było głównymi przyczynami śmierci wśród ludzi – drobnoustroje czy zatrucia – zostało przez papierosy, zachowania prowadzące do otyłości (przejedzenie i brak ruchu) oraz przez alkohol, i przy pomocy rozwoju medycyny, sprowadzone na margines. Warto wspomnieć jeszcze, że faktem jest, iż w niektórych przypadkach otyłość według analiz danych poprawia szanse przeżycia w kontekście części chorób sercowo-naczyniowych. Jednak nie jest to – jak głoszą osoby twierdzące, że otyłość jest zdrowa – skutkiem samej otyłości. Naukowcy wskazują, że najprawdopodobniej jest to efekt bardziej intensywnego leczenia osób otyłych, bo lekarze i pielęgniarki mają świadomość ciążącego nad otyłymi większego ryzyka. Dodatkowo korekty w analizach uwzględniające szerszy wachlarz chorób powodowanych otyłością często niweluje ten paradoks.
 
Śmiertelność to ogólny obrazek wprowadzający w temat. Co dokładniej się za nim kryje? Otyłość pośrednio lub bezpośrednio prowadzi do rozwoju cukrzycy typu 2, zwiększa ryzyko hipercholesterolemii (czyli nadmiernie podwyższonego stężenia cholesterolu) i chorób sercowo-naczyniowych z nią związanych, może przyczyniać się do wystąpienia nadciśnienia czy zakrzepicy. Nadmiar tkanki tłuszczowej, która pełni funkcje endokrynne w organizmie, skutkuje podwyższonym prawdopodobieństwem zachorowania na niektóre nowotwory związane z gospodarką hormonalną, takie jak np. rak piersi. Dowiedziono też istotnego wpływu otyłości na choroby wątroby, w tym bezalkoholowe stłuszczenie wątroby. Osoby otyłe mają również podwyższone wskaźniki biochemiczne stanów zapalnych organizmu. Wszystko to to jedynie niewielki ułamek całości schorzeń powiązanych z otyłością. Wspominam właśnie o nich, bo zależność jest tutaj najlepiej przebadana, ale trzeba pamiętać, że jest też wysokie prawdopodobieństwo tego, że otyłość podnosi ryzyko dalszych patologii w układzie sercowo-naczyniowym, układzie nerwowym, układzie oddechowym czy pokarmowym. Znany jest też bezpośredni niekorzystny wpływ nadmiaru masy ciała na kości i stawy, w dużej mierze niezależny od całej reszty, bo nie wynikający z hormonalnej aktywności tkanki tłuszczowej. Po części niezależna jest też korelacja problemów ze zdrowiem psychicznym, które wynikają nie tylko ze spowodowanych otyłością zaburzeń w organizmie, ale także stygmatyzacji społecznej. Coraz to nowsze badania pokazują, że jest ona nie mniej szkodliwa od dążenia do normalizacji, czyli pokazywania nadwagi oraz otyłości jako czegoś prawidłowego i normalnego.
 

Społeczne, ekonomiczne i środowiskowe koszty otyłości

Zanim przejdę do kosztów epidemii otyłości, jakie ponosi całe społeczeństwo, chcę wspomnieć o istotnym aspekcie społecznym ukierunkowanym na dotknięte tą chorobą osoby. Ważne jest, że otyłość utrudnia (a przy otyłości olbrzymiej wręcz uniemożliwia) różnego rodzaju aktywności (np. rekreacyjne) i w efekcie mocno izoluje osobę otyłą od życia społecznego. Nie przez brak odpowiednich rozwiązań, ale przez otyłość samą w sobie, co unaoczniają liczne sytuacje, takie jak np. niemożność udania się z przyjaciółmi na długą wycieczkę rowerową czy całodniowy spacer po górach z rodziną. Badania i obserwacje wykazują, że ludzie z otyłością częściej mają problem ze znalezieniem stałego zatrudnienia. Wiąże się to m.in. z problemem zapewnienia specjalnej infrastruktury miejsca pracy dla osoby otyłej (wszyscy korzystają z takich samych rzeczy, dla osoby otyłej trzeba zakupić często dodatkowe przedmioty w wersji „XXXL”). Publikacje naukowe dotyczące otyłości i pracy pokazują także, że osoby otyłe częściej są nieobecne w pracy z powodów zdrowotnych, częściej też sięgają po odszkodowania po upadkach. Rozwiązania tych problemów powinny być systemowe, poprzez walkę z otyłością, nie przez karanie opłatami pojedynczych osób nią dotkniętych.
 
 
Niestety epidemia otyłości obciąża całe społeczeństwo, wszystkich obywateli, system opieki zdrowotnej, a także środowisko naszej planety. Dostosowanie publicznych instytucji, takich jak ośrodki pomocy społecznej, szpitale czy przychodnie lekarskie, do masowo napływających do nich osób otyłych, kosztuje podatników konkretne pieniądze. Tymczasem problemu by nie było, gdyby wdrażano duże, poważne, systemowe działania prewencji nadwagi i otyłości, takie jak edukacja, programy promocji zdrowego odżywiania i aktywności fizycznej, akcyza na wysokokaloryczne niezdrowe produkty (np. chipsy, ciastka, fastfoody) i znakowanie ich jako przyczyniających się do rozwoju nadwagi i otyłości (w formie podobnej do rozwiązania, jakie zastosowano na paczkach papierosów).
 
W 2005 roku otyłość w ochronie zdrowia kosztowała Amerykanów 190 miliardów dolarów. Na jedną osobę otyłą przypadało o od 656 do 2741 dolarów rocznie więcej niż na osobę nieotyłą. Ponieważ epidemia otyłości wiąże się z nową i większą produkcją, to obciąża także środowisko poprzez emisję dodatkowych ilości gazów cieplarnianych czy wydobycie i wytwarzanie rozmaitych surowców. Ze względu na osoby z otyłością większe ilości paliwa potrzebują np. samoloty. W tym miejscu zawsze jednak podkreślam, że transport lotniczy sam w sobie jest bardzo dla naszego klimatu zły, a największy przyczynek do dramatu w tym zakresie dotyczy tych, którzy często i regularnie latają – niezależnie od swojej masy ciała.
 
 
Epidemię otyłości wykorzystują cwaniaccy przedsiębiorcy, oferujący różnego rodzaju suplementy diety i inne środki, mające rzekomo pomagać w leczeniu otyłości. Jednak zdecydowana większość z tych produktów to zwykły scam. Są one nieprzebadane, nie mają żadnych dowodów na skuteczność, ich składniki są niepewne, a dawki tych składników zwykle śmiesznie małe. Niestety ochrona osób otyłych przed tego rodzaju oszustwami jest znikoma. Efekt jest taki, że chory myśli, że sobie pomaga, a tak naprawdę nabija portfel naciągaczom, tracąc czas i pieniądze oraz wolę do leczenia. Dlatego tak istotne jest, by Główny Inspektorat Sanitarny, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów czy Rada Etyki Reklamy zajmowały się tym i z pełną surowością karały nieuczciwych biznesmenów.

Epidemia otyłości groźna jak nigdy

Stale rosnąca liczba osób z nadwagą i otyłością nie dotyczy tylko dorosłych. Niestety coraz częściej przekarmiane są także dzieci. Jest to o tyle groźniejsze, że nadwaga i otyłość w młodym wieku znacznie zmniejszają szanse na wyleczenie w przyszłości, ponieważ osoby takie mogą mieć więcej komórek tłuszczowych i ich prekursorów, czyli preadipocytów. Co więcej, złe nawyki ukształtowane we wczesnym wieku trudniej będzie potem zastąpić właściwymi, zdrowymi zwyczajami. Wszystko to sprawia, wraz z wcześniej nakreślonym ewolucyjnym kontekstem zmieniających się szybko warunków, że otyłość jest obecnie jednym z największych wyzwań z zakresu zdrowia publicznego w krajach wyżej rozwiniętych. USA już zbierają tego gigantyczne żniwa, my w UE niedawno zaczęliśmy – przynajmniej na taką dużą skalę. Jeśli nie zaczniemy działać czy też będziemy przymykać oko na sabotowanie walki z otyłością przez duże koncerny fastfoodowe oraz ideologiczne ruchy głoszące, że otyłość jest czymś prawidłowym i zdrowym, problem przybierze absurdalnie wręcz dużych rozmiarów.
Autor: 
zzz
Źródło: 

totylkoteoria.pl

video: 
Polub Plportal.pl:

Reklama