Fiskalna wersja metody "na wnuczka". KAS działa jak słynny "Hoss" - Król Mafii Wnuczkowej

Reklama

wt., 06/23/2020 - 06:24 -- zzz

Często zdarza się, że tuż przed upływem 60-dniowego terminu podatnicy otrzymują telefon z urzędu skarbowego z informacją o konieczności złożenia korekty. Co zrobić w takiej sytuacji?

 

Fiskalna wersja metody "na wnuczka": nastraszyć telefonicznie podatnika i żądać natychmiastowego niekorzystnego dla niego działania

- Skorygowanie deklaracji VAT-7 z wykazaną kwotą do zwrotu na rachunek bankowy, jeszcze przed jej otrzymaniem, skutkuje przesunięciem terminu zwrotu. W takich przypadkach warto rozważyć wstrzymanie się ze składaniem deklaracji korygującej i dokonanie odpowiedniej zmiany rozliczenia dopiero po otrzymaniu kwoty zwrotu różnicy VAT - wskazuje Gerard Dźwigała, radca prawny i doradca podatkowy w Kancelarii Dźwigała, Ratajczak i Wspólnicy.

Dodaje, że jest świadkiem coraz częstszych sytuacji polegających na próbie telefonicznego lub e-mailowego przymuszania podatników do składania takich korekt.

- To fiskalna wersja metody "na wnuczka": nastraszyć telefonicznie podatnika i żądać natychmiastowego niekorzystnego dla niego działania - komentuje Dźwigała.

Do 60 dni

Chodzi o sytuację, w której podatnik składa deklarację VAT-7 z wykazanym zwrotem nadwyżki podatku naliczonego nad należnym, np. w wysokości 1 tys. zł. I czeka. Zgodnie z art. 87 ust. 2 ustawy o VAT zwrot jest dokonywany na rachunek bankowy podatnika w terminie 60 dni od dnia złożenia rozliczenia.Gdy podatnik jest już na końcówce terminu (nawet przedostatniego dnia), otrzymuje telefon z urzędu skarbowego i dowiaduje się, że znaleziony został błąd w rozliczeniach. Urzędnik informuje go o konieczności skorygowania deklaracji.

Jest problem

Jak się zachować w takiej sytuacji? - Wszystko zależy od tego, o jakiej kwocie mowa i jaki miałby to być rodzaj korekty, a więc czy ma być ona korzystna dla podatnika (zwiększenie wysokości zwrotu), czy dla urzędu skarbowego (korekta zmniejszająca wysokość zwrotu) - wskazuje doradca podatkowy Mariusz Makowski.

Gdy idzie o błędy na niewielkie kwoty lub zwiększające wysokość VAT do zwrotu, doradza wstrzemięźliwość.

- W przypadku telefonicznych wezwań ze strony urzędników do złożenia korekty, szczególnie na drobne kwoty, doradzam klientom, by się nie spieszyli. Telefoniczne wezwania w praktyce nie mają mocy urzędowej - tłumaczy ekspert.

Wyjaśnia, że zgodnie z art. 126 ordynacji podatkowej sprawy podatkowe załatwiane są w formie pisemnej lub w formie dokumentu elektronicznego. - Jeżeli termin dokonania zwrotu się zbliża, warto po prostu poczekać do tego terminu i dokonania zwrotu przez organ podatkowy - mówi Makowski.

Podobnej rady udziela Gerard Dźwigała. - Najlepiej takie żądanie przeczekać i niczego nie korygować - wskazuje, podkreślając, że korekta spowoduje, iż 60-dniowy termin na dokonanie zwrotu ruszy od nowa.
Więcej, tylko później

Gerard Dźwigała dodaje, że z jego doświadczenia wynika, iż skarbówka często znajduje w rozliczeniach nawet błędy popełnione na niekorzyść podatników, tzn. okazuje się, że wykazali oni za mały podatek naliczony.

- Na przykład VAT należny wynosi 100 zł, naliczony 130 zł, a podatnik wykazał w deklaracji 120 zł. Urząd powinien więc zwrócić mu 30 zł, a nie 20 zł, o które zawnioskował. Jeśli jednak podatnik skoryguje deklarację, przez kolejne 60 dni nie zobaczy żadnych pieniędzy - komentuje Dźwigała.

Jego zdaniem telefon ze skarbówki nie służy niczemu innemu jak wydłużeniu terminu na zwrot VAT.

- W takich sytuacjach radzę klientom, aby poprosili o oficjalne pismo z żądaniem korekty, ponieważ takich spraw nie załatwia się telefonicznie. Następnie sugeruję, aby poinformowali rozmówcę, że przeanalizują dokładnie sprawę i przedyskutują to z księgowym, doradcą podatkowym albo zarządem, co prawdopodobnie uniemożliwi szybką korektę. To pozwala na wytrzymanie nacisku urzędnika i złożenie korekty dopiero po otrzymaniu pieniędzy - wskazuje ekspert.

Innej rady udziela tylko wtedy, gdy chodzi o błędy, których korekta jest korzystna dla fiskusa i które opiewają na duże kwoty.

- W takiej sytuacji, tj. gdy faktycznie istotnie zawyżyliśmy zwrot, rzeczywiście należy poważnie rozważyć korektę jeszcze przed otrzymaniem pieniędzy - wskazuje Dźwigała.

Wyjaśnia, że miał do czynienia z sytuacją, gdy urzędnik dzwonił do podatnika kilka razy dziennie, grożąc mu wszczęciem postępowania karnego skarbowego, a w obliczu braku korekty zwrócił podatek w terminie.

- Podatnicy muszą liczyć się jednak z tym, że nienależnie zwrócona kwota traktowana jest jak zaległość, względem której naliczone są odsetki - przypomina.
 

Sądy za fiskusem

Według ekspertów problem ze zwrotami podatku polega przede wszystkim na niedoskonałej legislacji. - Z przepisów powinno jasno wynikać, że urząd musi zwrócić to, co niesporne, oraz że korekta nie zmienia terminu zwrotu dla kwot niekorygowanych - komentuje Dźwigała.

- Niestety sądy nie stają w tym przypadku po stronie podatników. Od 15 lat orzekają bowiem, że korekta deklaracji kasuje deklarację pierwotną i w związku z tym organ podatkowy musi mieć czas, by zweryfikować zasadność wykazanego w tej korekcie zwrotu - dodaje Mariusz Makowski (zobacz np. wyroki NSA o sygn. akt: I FSK 1741/16, I FSK 1551/07, I FSK 1161/06, I FSK 87/06).

Fiskus może sam

Makowski przypomina, że urzędy mogą same korygować deklaracje. Pozwala im na to art. 274 par. 1 pkt 1 ordynacji podatkowej, w sytuacji gdy dokonana na skutek korekty zmiana nie przekracza 5 tys. zł.

- Urzędnicy niezbyt ochoczo z tego korzystają, wolą korekty składane przez podatników. Niewykluczone, że jest tak dlatego, iż skorygowanie deklaracji z urzędu nie pozwala na ponowne liczenie terminu na zwrot podatku, bo przecież dodatkowy czas jest tłumaczony koniecznością ponownego zweryfikowania zasadności zwrotu. Trudno się na to powołać w sytuacji sporządzenia korekty przez organ podatkowy - zwraca uwagę ekspert.

 

To samo w PIT

Problem dotyczy nie tylko zwrotu nadwyżki VAT, ale również nadpłaty w podatku dochodowym.

- W jednym z zeznań, które sporządzałem (z wykazaną nadpłatą) urzędnik wzywa do korekty, bo rzekomo błędnie wpisałem kwotę z jednego PIT-11. Sęk w tym, że kwotę wpisałem prawidłowo, zgodnie z otrzymanym PIT-11. Zastanawiam się więc, czy to płatnik wysłał dwie różne wersje PIT-11 (inną do urzędu, a inną do podatnika), czy po prostu urząd, wzywając do korekty, chce dać sobie kolejne trzy miesiące na dokonanie zwrotu - dodaje Makowski.

Autor: 
Patrycja Dudek
Źródło: 

Dziennik Gazeta Prawna

Polub Plportal.pl:

Reklama