Felieton Roberta Gwiazdowskiego: Im wyższe podatki, tym wyższa szara strefa

Reklama

pt., 11/20/2020 - 05:59 -- zzz

W ubiegłym tygodniu naśmiewałem się z pomysłu opodatkowania pracy zdalnej tylko z tego powodu, że jest zdalna, więc generuje mniejsze koszty. Na plus jego autorom trzeba przypisać, że zaproponowali stawkę 5 proc., która przyniosłaby budżetowi amerykańskiemu 48 mld dolarów, a niemieckiemu - 16 mld euro. Skoro stawka 10 proc. dałaby odpowiednio 96 mld dolarów i 32 mld euro, to powściągliwość jest zastanawiająca. Może jednak wierzą w prawo, które obrazuje tak zwana krzywa Laffera?

 

Podatki mają - jak pisze Leszek Filipowicz - dwoisty charakter: z jednej strony wywołują efekt arytmetyczny (wyższe podatki - wyższe wpływy), z drugiej zaś efekt ekonomiczny (wyższe podatki - niższa produkcja - niższe wpływy) /123RF/PICSEL

Podatki mają - jak pisze Leszek Filipowicz - dwoisty charakter: z jednej strony wywołują efekt arytmetyczny (wyższe podatki - wyższe wpływy), z drugiej zaś efekt ekonomiczny (wyższe podatki - niższa produkcja - niższe wpływy). Ze swej strony dodałbym do niższej produkcji efekt produkcji nierejestrowanej. Zbyt wysokie podatki sprzyjają rozwojowi szarej strefy. Dlatego zasadę działania krzywej Laffera tak dobrze oddaje stare porzekadło, zgodnie z którym "więcej much złapie się na melasę niż na ocet".

Gdy stawka podatkowa wynosi 100 proc., w gospodarce pieniężnej cała produkcja ustaje, z wyjątkiem tej, którą można wymienić w barterze. Ludzie nie pracują, jeśli wszystkie owoce ich pracy są konfiskowane przez rząd. Dlatego, ponieważ produkcja ustaje, to nawet przy 100-proc. stawce podatkowej rząd nie uzyskuje żadnych przychodów, gdyż nie ma nic do skonfiskowania.

Z drugiej strony, gdy stawka podatkowa wynosi 0 proc., ludzie mogą zatrzymać 100 proc. uzyskanych przez siebie dochodów. Nie istnieje różnica pomiędzy wynagrodzeniem i dochodem po opodatkowaniu. Nie istnieją rządowe bariery dla rozwoju przedsiębiorczości. Produkcja jest maksymalizowana.

Ponieważ jednak stawka podatkowa wynosi 0 proc., przychody rządu także wynoszą 0. W przypadku stawki zerowej gospodarka znajduje się w stanie anarchii. Przy stawce stuprocentowej gospodarka funkcjonuje tylko dzięki wymianie barterowej. Pomiędzy tymi punktami przebiega krzywa wyznaczona przez Laffera.

Zbyt wysokie podatki sprzyjają rozwojowi szarej strefy. Dlatego zasadę działania Krzywej Laffer’a tak dobrze oddaje stare porzekadło, zgodnie z którym "więcej much złapie się na melasę niż na ocet".

Gdy rząd zredukuje stawki podatkowe poniżej 100 proc., pewien segment gospodarki wymiennej może stać się bardziej wydajny przez przejście do gospodarki pieniężnej. Wówczas, nawet przy zmniejszonej stawce podatkowej, rząd ma szansę uzyskać jakieś przychody. Wpływy budżetowe rosną, chociaż podatki maleją.

Na drugim końcu krzywej można zaobserwować podobną prawidłowość. Gdy ludzie uznają, że potrzebują rządu dla własnej ochrony, opodatkowują się na ten cel. Wówczas rosną zarówno podatki, jak i wpływy budżetowe. Tak samo wygląda sytuacja po dalszym zmniejszeniu podatków. Przychody państwa z jednej strony i produkcja z drugiej maksymalizowane są w innym punkcie.

Jeśli po osiągnięciu jakiegoś punktu po kolejnym zmniejszeniu stawki podatkowej przychody państwa spadają, tak samo jak po jej podwyższeniu, to znaczy, że jest to punkt optimum. Nie oznacza to jednak, że nie ma różnicy, w którą stronę się przesuwamy na krzywej Laffera. Obniżka podatków spowoduje co prawda zmniejszenie przychodów państwa, ale przy wzroście produkcji. Podwyżka podatków też spowoduje zmniejszenie przychodów państwa, ale przy spadku produkcji. Z punktu widzenia gospodarki ta druga sytuacja jest zdecydowanie gorsza.

Podstawy takiej koncepcji znaleźć już można u Hume’a. "Podobnie jak niedostatek - pisał Hume - nadmiernie wygórowane podatki, powodując zniechęcenie, niszczą przemysł... Uważny a bezstronny ustawodawca nie przekroczy punktu, w którym kończą się korzyści, a zaczyna się krzywda. Jednakże, jako że przeciwne postępowanie jest znacznie szerzej rozpowszechnione, należy obawiać się, że w całej Europie podatki pomnożone będą do takiego stopnia, w którym całkowicie zmiażdżą wszelką sztukę i przemysł..."

Podobną myśl wyraził Adam Smith w kontekście ceł, cytując powiedzenie Johnathana Swifta, które po dziś dzień jest przytaczane w wielu komentarzach, że "w arytmetyce celnej dwa plus dwa wynosi czasem tylko jeden, a nie cztery". Ta arytmetyka bierze się stąd, że "wysokie cła obniżają czasem konsumpcję towarów, na które cła te nałożono i zachęcają czasem do przemytu, przeto częstokroć przynoszą państwu mniejsze dochody niż wpływy, które mogłoby ono osiągnąć z opłat umiarkowanych. Gdy spadek dochodów następuje w skutek spadku konsumpcji, to jedynym środkiem zapobiegawczym jest obniżenie cła. Gdy spadek dochodów jest wywołany tym, iż zachęca się do przemytu, można temu zapobiec dwojako: bądź utrudnić przemyt, bądź też zmniejszyć nań pokusę w ten sposób, iż obniży się cło".

Tę samą myśl podzielali polscy teoretycy skarbowości w okresie międzywojennym. Roman Rybarski pisał, że "w każdym razie chodzi o to, by nie przeciągnąć struny z tego powodu, że państwo tylko w teorii ma nieograniczoną możność nakładania ciężarów na gospodarstwo społeczne. Przeciągnięcie struny podatkowej pociągnie za sobą redukcję dochodów skarbowych: bardzo łatwo jest uchwalić podatek, trudniej wprowadzić w życie, a jeszcze trudniej nałożyć taki podatek, który by nie krępował życia gospodarczego", a "ciężary fiskalne za daleko doprowadzone zwracają się przeciw temu, kto te ciężary nakłada: albo produkcja słabnie, albo kapitał ucieka zagranicę; czyli niepodobna bez końca mnożyć ciężarów skarbowych".

Praktyka skarbowa wielokrotnie dowiodła - począwszy od starożytności - prawdziwości opisanej tu tezy.  Liczne tego przykłady - także z najnowszej historii Polski - opiszę w przyszłym tygodniu.

 

Autor: 
Robert Gwiazdowski
Źródło: 

interia

Polub Plportal.pl:

Reklama