Felieton Gwiazdowskiego: Z absurdu pod absurd. Podatkowy oczywiście

Reklama

pt., 07/31/2020 - 06:34 -- zzz

Rozpisuję się tutaj od tygodni o absurdach wynikających z przepisów o opodatkowaniu podatkiem dochodowym sprzedaży nieruchomości, które są samoistnym dowodem na poparcie mojej tezy o absurdalności podatku dochodowego jako takiego.

 

To w interesie publicznym leży umorzenie takich zaległości podatkowych w państwie prawnym - nawet "demokratycznym" i nawet "urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej", które powstały bez winy podatnika.

ROBERT GWIAZDOWSKI

Niestety musimy się bohatersko zmagać z absurdami nieznanymi innym systemom podatkowym, w których w ogóle nie ma podatku dochodowego. Nie bez powodu nazywana są one "oazami podatkowymi", albo nawet "rajami podatkowymi". Niestety, współczesne państwa gotują swoim podatnikom piekło.  

Czasami takie mityczne państwo się orientuje, że nałożyło ten podatek na kogoś, od kogo tak na prawdę to go wcale nie chciało. Tak, jak było w opisywanym tu już przeze mnie w jednym z poprzednich artykułów, przypadku ofiarach ulgi meldunkowej. W takiej sytuacji pomocna bywa instytucja umorzenia zaległości podatkowej, która de facto żadną zaległością nie jest, a powstała, na przykład, w drodze błędnego stosowania przepisów.

  Tu z jednego absurdu przechodzimy płynnie do drugiego. Ofiary ulgi meldunkowej, którym określono nieistniejące zobowiązanie podatkowe, albo które same złożyły korektę własnego zeznania podatkowego ze strachu, że inaczej urząd skarbowy nie tylko sam im określi to zobowiązanie, ale także postawi zarzuty karne skarbowe z powodu uszczuplenia  dochodów Skarbu Państwa, po zmianie linii orzeczniczej NSA składały  wniosek o umorzenie zobowiązania i często, czekając na jego rozpoznanie składały wniosek o rozłożenie zobowiązania na raty w obawie, że urząd skarbowy  im wjedzie na rachunek bankowy, ale - co jeszcze gorsze - od razu na pensję.  I jak im już po roku urząd skarbowy zaległość umorzył, to  i tak nie zwracał im tego, co mu wcześniej w ratach zapłacili.

Im świat ma być wspanialszy, tym pieniędzy musi być więcej. Im więcej ma być pieniędzy na realizację wzniosłych celów mitycznego "ludu", tym więcej trzeba zabrać konkretnym ludziom i tym mniej praw musza oni mieć, żeby się bronić.

ROBERT GWIAZDOWSKI

Ci, którzy nie zapłacili ani grosza znaleźli się więc w zdecydowanie lepszej sytuacji.  Okazuje się, że "demokratyczne państwo prawne urzeczywistniające zasady demokracji społecznej" lepiej traktuje nieposłusznych niż posłusznych i bojaźliwych. Ale to jest jak dla mnie akurat dobra wiadomość. Dlatego postanowiłem się nią podzielić z niepokornymi czytelnikami. Bo lepiej być niepokornym.

Owszem, instytucja umorzenia zaległości podatkowych ma charakter wyjątkowy. Podatki trzeba płacić. Organ podatkowy może umorzyć zaległość podatkową tylko w przypadkach wyjątkowych, uzasadnionych ważnym interesem podatnika lub interesem publicznym.

Pojęcie "interes publiczny" jest niedookreślone i zmienne w zależności od kontekstu czy też gałęzi prawa, w jakiej się pojawia. Z samym istnieniem państwa związany jest proces równoważenia interesów obywateli i ich różnych grup oraz obywateli i państwa, czy to poprzez eliminowanie jednego z tych interesów, czy też poprzez poszukiwanie racjonalnych kompromisów pomiędzy nimi. Taki racjonalny kompromis buduje homeostazę społeczną, która jest dobrem konstytucyjnym. I leży w interesie publicznym.

Czasami w orzecznictwie (fakt - niezbyt często, ale za to słusznie) przez interes publiczny rozumie się dyrektywę postępowania nakazującą respektowanie wartości wspólnych dla całego społeczeństwa, takich jak sprawiedliwość, zaufanie obywateli do organów władzy czy  korektę błędnych decyzji. (WSA w Szczecinie I SA/Sz 560/12, WSA w Gdańsku I SA/Gd 43/14).

To w interesie publicznym leży umorzenie takich zaległości podatkowych w państwie prawnym - nawet "demokratycznym" i nawet "urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej", które powstały bez winy podatnika. W interesie publicznym nie leży bowiem ściąganie nienależnych de facto podatków, którymi obarczono podatników w wyniku powtarzających się błędów - braku precyzji ustawodawcy, nadgorliwości organów podatkowych i bezrefleksyjności sędziów sądów administracyjnych - o której tu się od tygodni rozpisuję.

Jak już ponad pół wieku temu pisał Albert Jay Nock w książce "Państwo - nasz wróg" ("Our Enemy - The State"), nie spodziewajcie się po państwie niczego dobrego, a raczej wszystkiego najgorszego. Państwo nie potrafi przyznać się do błędu, jak już go popełni, a tym bardziej przeprosić za jego popełnienie i go naprawić. Państwo będzie swojego błędu broniło. "Do ostatniej kropli  krwi".  Podatników - rzecz jasna.

Dlatego tak ważne są sądy, które powinny stać na straży praw tych podatników w starciach z aparatem państwa. Niestety, za rzadko stają. 

 

Nota bene, zdaniem Nock'a państwo jest wrogiem nie tylko poszczególnych jednostek, ale także samego siebie. Z jednej strony podejmuje działania prowadzące do zniewolenia całych rzesz obywateli, którzy poddając się działaniom rządu tracą poczucie odpowiedzialności za siebie. Z drugiej strony, zważywszy, że ingerencja państwa zazwyczaj jest nieskuteczna, następuje upadek autorytetu państwa w oczach tych, których nadzieje zostały rozbudzone. W konsekwencji ulegają oni wpływom coraz radykalniejszych demagogów obiecującym im spełnienie marzeń o lepszym świecie. Ale żeby ten lepszy świat budować potrzebują pieniędzy. Od podatników. Im świat ma być wspanialszy, tym pieniędzy musi być więcej. Im więcej ma być pieniędzy na realizację wzniosłych celów mitycznego "ludu", tym więcej trzeba zabrać konkretnym ludziom i tym mniej praw musza oni mieć, żeby się bronić.

Autor: 
ZZZ
Źródło: 

interia

Polub Plportal.pl:

Reklama