BFG „ratuje” Idea Bank, udziałowcy zostają z ręką w nocniku i pustymi rachunkami

Reklama

sob., 01/02/2021 - 10:53 -- zzz

Ceną za „uratowanie” Idea Banku przed bankructwem przez BFG są straty akcjonariuszy i posiadaczy obligacji wyemitowanych przez bank. Ich papiery zostały bezpardonowo „wyczyszczone” z rachunków maklerskich. W jednej chwili z rachunków inwestorów uleciało 213 mln zł. Leszek Czarnecki, który stracił nie tylko bank, ale też zainwestowane bezpośrednio 13 mln zł, już zapowiedział, że sprawiedliwości będzie szukał w Holandii (bo tam jest zarejestrowany podmiot, za pośrednictwem którego kontrolował akcje). Czy zwykli inwestorzy, którzy stracili pieniądze, też mogą żądać odszkodowania? Od kogo?

 

W tym roku fajerwerki sylwestrowe wystrzeliły na długo przed północą. 31 grudnia BFG poinformował o wszczęciu przymusowej restrukturyzacji Idea Banku (komunikat do wglądu tutaj). Można mówić o zaskoczeniu, bo w ostatnim czasie sytuacja banku – który swego czasu miał monstrualne straty – się poprawiła. A jednak zapadła decyzja, że w ramach procesu zwanego resolution przejmie go Bank Pekao.

Klienci Idea Banku nie muszą robić nic – ich konta pozostają aktywne, karty nadal działają, a całość depozytów zostanie przeniesiona do przejmującego Banku Pekao. Ten informuje, że oddziały Idea Banku będą dostępne dla klientów pod szyldem Pekao – z tego wynika, że w weekend zapowiada się szybki rebranding placówek, a oddziały otworzą się w poniedziałek o godz. 13.00. Więcej o tym, co czeka klientów Idea Banku napisał Maciek Bednarek w poprzednim artykule na „Subiektywnie o finansach”.

Uzasadnienie tego drastycznego posunięcia? BFG cytuje opinię PwC Advisory, z której wynika, że kapitały własne Idea Banku są ujemne (minus 482,8 mln zł). Nie wiadomo skąd PwC wziął tę liczbę, bo oficjalne sprawozdania finansowe Idea Banku mówią, że bank ma jeszcze trochę kapitału własnego (współczynnik wypłacalności wynosi powyżej 2%, choć oczywiście to za mało, bo KNF żąda od banków posiadania co najmniej 10% wypłacalności). Z komunikatu BFG:

„Przejęcie Idea Banku przez Bank Pekao w drodze przymusowej restrukturyzacji to najbezpieczniejsze rozwiązanie, które pozwala uniknąć upadłości i związanych z nią negatywnych skutków dla klientów banku i sektora finansowego w Polsce. Jedynym alternatywnym scenariuszem była upadłość banku”

Brzmi dobrze? Nie dla wszystkich. Jeżeli ktoś zainwestował w akcje Idea Banku lub miał jego obligacje podporządkowane (ale uwaga – nie wszystkie obligacje Idea Banku mają status podporządkowanych!) – nie ma już niczego. Dla akcjonariuszy i obligatariuszy „podporządkowanych” przymusowa restrukturyzacja Idea Banku jest zapewne decyzją niezrozumiałą. Czy mogą ubiegać się o odszkodowania? A jeśli tak, to od kogo?

 

Smutny koniec roku udziałowców Idea Banku – w Sylwestra zostali uziemieni

Co się teraz stanie z punktu widzenia akcjonariuszy? W zasadzie to się już stało – zgodnie z decyzją BFG, w chwili rozpoczęcia procedury instrumenty kapitałowe (wraz z odsetkami) wyemitowane przez Idea Bank zostały umorzone, a 3 stycznia zobowiązania i prawa majątkowe Idea Banku przejmie Bank Pekao.

W sumie jest to kilkanaście różnych rodzajów papierów wartościowych: akcji, akcji imiennych, obligacji. Idea Bank notowany był na giełdzie od 2015 r.  – wtedy do sprzedaży trafiło 27 mln akcji. Inwestorzy indywidualni chętnie je kupowali – redukcja zleceń sięgnęła 75%. Ostatecznie sprzedało się 10,6 mln akcji w cenie 24 zł, a wartość emisji wyniosła 250 mln zł – dużo poniżej oczekiwań.

To już wtedy nie wróżyło bankowi nic dobrego. „Raczej nie starczy nam kapitału na planowany rozwój w długim terminie” – mówił portalowi Money.pl ówczesny prezes banku, Jarosław Augustyniak. Przez następnych kilka lat kurs akcji banku nie notował większych zawirowań. Do czasu aż wybuchła afera związana ze sprzedażą obligacji Getback, których Idea Bank był dystrybutorem. Od tego czasu Idea Bank tonął na giełdzie – ostatnio akcje kosztowały tylko 1,5 zł.

To już też przeszłość, bo papiery będą umorzone. Jak podaje BFG, będą to akcje o wartości 156,8 mln zł. Nie wiadomo, ilu inwestorów straci wszystkie swoje pieniądze zainwestowane w Idea Bank. Tym bardziej nie wiadomo jaka ich część nie zdawała sobie sprawy z tego, że taki scenariusz może się zdarzyć. I że posiadanie akcji Idea Banku może być jeszcze gorszą inwestycją, niż bycie klientem Amber Gold, czy innej piramidy finansowej.

 

Straty na obligacjach cudem ograniczone

Idea Bank był dużym emitentem obligacji, które chętnie kupowali inwestorzy indywidualni – bank dystrybuował je w swoich oddziałach. Jeszcze we wrześniu ubiegłego roku bank miał wyemitowanych 20 serii obligacji na kwotę 440 mln zł, z czego tylko jedna seria jest notowana na Catalyst. W 2020 r. bank zaczął wykupywać obligacje, nie rolował ich, ani nie nie emitował nowych, w sumie spłacił 15 serii o wartości 306 mln zł. Zostały jednak obligacje o wartości 56,1 mln zł. 

Oczywiście, na całej operacji najbardziej poszkodowany jest główny akcjonariusz banku, który miał siłą rzeczy najwięcej akcji, a które mu zostały zabrane. Leszek Czarnecki stracił papiery o wartości 12,3 mln zł, a spółki z nim powiązane – Getin Holding i Getin Noble Bank – kolejne 81,8 mln zł. Wiadomo, że na koniec 2019 r. mniej więcej 1,5% akcji Idea Banku miał… państwowy Bank Norwegii. Nie ma informacji o innych znaczących akcjonariuszach.

 

Czy obligatariusze i akcjonariusze mogą ubiegać się o odszkodowanie? Od kogo? Kto tu zawinił? BFG (bo podjął pochopną i nieuzasadnioną decyzję)? Bank (bo jego władze nie potrafiły wyciągnąć go z tarapatów po rządach poprzedników)? KNF (bo kiepsko nadzorował bank, dopuszczając do realizacji zbyt ryzykownej strategii)? Gdzie adresować żale?

Decyzja BFG jest decyzją administracyjną i tak, jak od każdej takiej decyzji przysługuje odwołanie – uprawnienia co do złożenia zażalenia ma rada nadzorcza. Już wiadomo, że takie odwołanie od decyzji ma zostać złożone w poniedziałek do warszawskiego sądu administracyjnego. Nie zatrzyma to biegu spraw, a ewentualna decyzja sądu o uznaniu decyzji BFG za niesłuszną miałaby trudne do przewidzenia skutki.

Co mają ze sobą wspólnego Aperol, Słowenia i Idea Bank?

Sam Leszek Czarnecki zapowiedział, że ponieważ głównym inwestorem Idea Bank jest podmiot zarejestrowany w Holandii, działania KNF i BFG będą miały skutek w postaci roszczeń odszkodowawczych przed Trybunałem Międzynarodowym ustanawianym na podstawie specjalnej umowy inwestycyjnej pomiędzy Polską, a Holandią. Czarnecki ogłosił, że roszczenia „będą opiewały na kwotę stanowiącą wartość udziałów i przyszłych z nich zysków”.

„Papiery wartościowe, które dziś inwestorzy mają na swoich rachunkach, przestaną istnieć. Brzmi drastycznie, ale takie przypadki były już na polskiej giełdzie, np. w przypadku słoweńskiego banku Nova KBM lub dystrybutora alkoholi CEDC. Dlaczego środki są tak drastyczne? Dzieje się tak dlatego, że procedura zakłada, że ratowany bank i tak jest już bankrutem, a co za tym idzie – inwestorzy i tak w ramach klasycznej procedury upadłościowej nie otrzymaliby żadnych pieniędzy. To tak, jakby właśnie spaliła nam się fabryka – tyle, że byłaby nieubezpieczona. W zasadzie nie ma możliwości żadnych roszczeń, ani widoków na jakąkolwiek rekompensatę”

– tłumaczy nam ideę uporządkowanej restrukturyzacji mec. Wojciech Chabasiewicz z kancelarii CK-Legal.

Wspomniany wyżej Nova KBM (drugi największy bank w Słowenii) przeprowadził ofertę publiczną na GPW w 2011 r. Bank z siedzibą w Mariborze przyciągnęła do Polski łatwość w zdobyciu kapitału – akcje kupiły m.in. OFE. Ale przyszedł kryzys finansowy w 2013 r. i Słowenia potrzebowała pieniędzy, więc przejęła bank (potem został na nowo sprywatyzowany), a jego akcje na GPW po prostu „wyczyszczone” z rachunków maklerskich. Smaczku sprawie dodawał fakt, że przepisy na mocy, których akcje anulowano, zostały wprowadzone do słoweńskiego prawa zaledwie kilka dni wcześniej.

Wtedy również próbowano wszczynać procesy arbitrażowe, bo Polska i Słowenia podpisały traktat o wzajemnej ochronie i popieraniu inwestycji, a międzynarodowe kancelarie prawne, np. londyńska E&A Law Limited będąca własnością Słowenki)  na wniosek inwestorów, w tym również polskich, pisała pozwy przeciwko Republice Słowenii i bankowi Nowa KBM w związku z anulowaniem obligacji. Nic to jednak nie dało.

Czy da się udowodnić, że Idea Bank został „zniszczony” przez państwo?

W tych przypadkach nikomu nie udało się odzyskać straconych pieniędzy. Z Idea Bankiem może być podobnie. Decyzja BFG jest kontrowersyjna i można ją łączyć z polityką (wiadomo, że rządzący nie lubią Leszka Czarneckiego), ale nie da się ukryć, że Idea Bank od dłuższego czasu nie spełniał wymogów kapitałowych narzucanych przez polski nadzór. Inna sprawa, że bank przestał przynosić straty (a więc „zjadać” kapitał), miał też plan na pozyskanie kilkuset milionów złotych (z brakującego miliarda) ze sprzedaży niektórych spółek zależnych.

Owszem, sytuacja na rynku bankowym nie jest wesoła (spadają marże odsetkowe banków, a Idea Bank niewiele może zrobić, żeby zrekompensować to sobie dochodami z prowizji, ma zaledwie 200.000 klientów). Być może bank nie byłby w stanie „zorganizować” miliarda złotych brakującego, by spełniać warunki bezpiecznego działania. Ale z decyzją o nacjonalizacji Idea Banku można było poczekać. Na dziś bank wyglądał na prowadzący stabilnie działalność na granicy rentowności.

Smaczku dodaje fakt, że państwowy urząd nadzorczy KNF od wielu miesięcy odrzucał plany restrukturyzacji Idea Banku, formułowane przez zarząd (więcej na ten temat pisaliśmy w tym artykule). Zastrzeżenia zgłaszał też Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Ten sam, który od miesięcy przygotowywał likwidację banku. Pytanie brzmi: czy plany naprawy Idea Banku rzeczywiście nie trzymały jakości, czy też były odrzucane pro forma, żeby teraz łatwiej było uzasadnić decyzję o likwidacji banku i wywłaszczeniu jego akcjonariuszy?

Ale czy akcjonariusze i obligatariusze banku mogli nie mieć świadomości podejmowanego ryzyko? Inwestowali pieniądze w bank, który był w trudnej sytuacji finansowej, ostatnio bardzo nisko wyceniany. A procedura resolution, która pozwala obciążyć akcjonariuszy i obligatariuszy kosztami ratowania banku przed bankructwem też jest dość powszechnie znana (choć do tej pory była rzadko stosowana – spotkało to m.in. bank spółdzielczy w Sanoku).

Autor: 
zzz
Źródło: 

subiektywnieofinansach.pl

Polub Plportal.pl:

Reklama