Zemsta Stalina z czasów Konferencji jałtańskiej: kopalnia węgla Turów

Reklama

pt., 05/13/2022 - 23:49 -- MagdalenaL

Tytuł oryginalny: „Zemsta Stalina z czasów Konferencji jałtańskiej: kopalnia węgla Turów – rosnący wrzód na granicy czesko-polskiej”

Polska kopalnia Turów zaopatruje w węgiel przede wszystkim pobliską elektrownię. Grupa PGE, właściciel kopalni oraz elektrowni, chce kontynuować wydobycie do roku 2044, dlatego planuje poszerzyć obszar kopalni, przede wszystkim w kierunku czeskich granic. W jaki sposób można by wykorzystać tę negatywną eksternalizację, która historycznie zakorzeniona jest w postanowieniach Konferencji jałtańskiej z roku 1945, wyjaśnia komentarz specjalisty w dziedzinie energetyki jądrowej Radka Škody.

Kopalnia węgla brunatnego Turów, gigant wydajnością porównywalny z Temelinem (ponad 2 100 MWe), położony jest 20 km od Liberca, pomiędzy czeskim Frýdlantem a niemiecką Żytawą, nieopodal polskiego miasteczka Bogatynia. Turów jest największym producentem CO2 w promieniu 150 km od Pragi. Surowiec pozyskuje z kopalni odkrywkowej węgla brunatnego, która dziś dosłownie wwierca się w czeski krajobraz i niemieckie koryto Nysy Łużyckiej. Kopalnia sięga obecnie głębokości 225 m i jest doskonale widoczna na zdjęciach satelitarnych.

Pranie staje się czarne

Ten gigantyczny dół pochłania czeskie wody podziemne, kopalniany kurz zanieczyszcza powietrze, a przyległe cieplarnie świecą tak mocno, że można je dostrzec nawet z Jesztedu czy odległych Gór Izerskich. Miejscowa ludność bardzo dobrze zna pewien scenariusz: kiedy wieje od strony Polski, nie mogą nawet powiesić prania – czernieje.

Kopalnia i elektrownia miały zostać zamknięte w tym roku, ale Polacy chcą, żeby funkcjonowały przez dalszych 25 lat. Zamierzają kopać w kierunku terytorium Czech, pod powierzchnią morza. Przed tygodniem uchwalili sobie badania EIA (wpływu na środowisko), typowe „o nas bez nas”: Polsce to nie będzie przeszkadzać, będzie przeszkadzać Czechom i Niemcom. Kraj liberecki (cz. Liberecký kraj) i czeskie ministerstwo Środowiska, owszem, bronią się, ale tylko na papierze – elektrownia i kopalnia pracują w najlepsze.

Dziedzictwo powojennych podziałów

Szczególne położenie kopalni i elektrowni, które znajdują się w większym stopniu w Niemczech i Czechach niż w Polsce, jest wynikiem powojennego podziału Niemiec, dokonanego na Konferencji jałtańskiej, której 75 rocznicę właśnie obchodzimy.

To wtedy Stalin wywalczył sobie, że granicą między Niemcami a Polską stanie się rzeka Nysa. I to Polsce w udziale przypadł ten właśnie cypelek, który nigdy wcześniej do niej nie należał. Przed drugą wojną światową znajdowała się tam już niemiecka kopalnia węgla, zaopatrująca elektrownię Hirschfelde. Po wojnie Polacy wznieśli przy kopalni własną elektrownię.

Wzorcowy przykład negatywnej eksternalizacji

Ta sytuacja może dziś posłużyć studentom ekonomii za wzorcowy przykład negatywnej eksternalizacji – w tym przypadku pracy, która poza zyskami przynosi także mnóstwo szkód. Wspomniane szkody naturalnie Polakom nie przeszkadzają, ponieważ z powodu położenia Turowa „korzystamy z nich” tylko my i Niemcy. Tym drugim jednak negocjacje z Polkami idą dużo lepiej niż nam.

Odkrywki będą trwać przez kolejne 24 lata i sięgną 330 metrów w głąb ziemi, a postępować będą głównie w kierunku Czech. Kopalni ma się rozszerzyć o 14,6 ha wzdłuż drogi prowadzącej z Żytawy do Bogatyni, przy czym całkowita jej powierzchnia miałaby sięgnąć aż 30 km2.

Dwie możliwości rozwiązania problemu

Są dwa eleganckie wyjścia z tej sytuacji:

A/ Oprócz ogromnych wad, ma Turów i swoje zalety. Na przykład produkcja ciepła. Dużej ilości ciepła. Ponad 2 000 MWt. Ciepło to, lecące dziś kominami chłodniczymi prosto w niebo, nikomu w Czechach nie służy. A przecież by mogło. Oddalony od Turowa o ok. 20 km Liberec ma problemy ze swoją elektrociepłownią, kolejne duże miasto, Jablonec (30 km odległości), pracę ciepłowni przed kilkoma laty zatrzymał. Według bardzo realistycznego scenariusza możliwe jest dostarczanie z Turowa ciepła do miejscowości leżących w promieniu 50 km – godne uwagi są tu Dečín, Varnsdorf, Česká Lípa, Budziszyn, Zgorzelec, Żytawa. Dlaczego Polacy zapominają w tej kwestii o Czechach? Czyżby Czesi byli gorszymi negocjatorami niż Niemcy?

O tym, że jest to jak najbardziej realny scenariusz, świadczy chociażby ciągnięty właśnie z Temelina do Czeskich Budziejowic rurociąg ciepłowniczy. Z osiągniętych zysków można by wypłacać rekompensaty tysiącom ludzi żyjących w pobliżu kopalni, którzy z polskiej elektrowni nie mają nic oprócz zmartwień.

Gigantyczne jezioro?

B/ Drugie rozwiązanie jest bardzo stanowcze. Jednak w przypadku, w którym ktoś podkopuje wam wioski z waszymi ludźmi – bardzo adekwatne. Elektrociepłownia (tak samo jak i elektrownia jądrowa) do działania potrzebuje wody, mnóstwo wody. Tę Polacy biorą z Nysy Łużyckiej. Ta pochodzi od nas. Ale już nie raz pojawiało się zagrożenie, że woda zaleje tę gigantyczną dziurę w ziemi, którą nasi północni sąsiedzi obok niej kopią.

Ostatecznie w procesie rekultywacji kopalnia mogłaby zostać zamieniona w jezioro. Jeśli my, Czesi, proces tej „rekultywacji” przyspieszymy, Polakom nie pozostanie nic innego jak kopalnię i elektrownię zamknąć. Zalana kopalnia i wyschnięta rzeka – to mógłby być przekonujący argument przeciwko wyschniętym studniom i podkopanym wsiom.

Autor: 
Radek Škoda / tłum. Małgorzata Chmielowiec
Polub Plportal.pl:

Reklama