Właściciel escape roomu z Koszalina miał jeszcze dwa inne lokale. W obu wykryto nieprawidłowości

Reklama

pon., 01/21/2019 - 15:16 -- koscielniakk

Miłosz S., właściciel escape roomu w Koszalinie, w którym zginęło pięć nastolatek, prowadził jeszcze dwa podobne lokale w innych miastach. Tam również stwierdzono uchybienia – dowiedział się Onet. Jeden z nich służby zamknęły, w drugim nakazały usunięcie nieprawidłowości.

Miłosz S., który ma zarzut umyślnego stworzenia niebezpieczeństwa wybuchu pożaru w escape roomie w Koszalinie i nieumyślnego doprowadzenia do śmierci pięciu osób, prowadził jeszcze dwa inne podobne kluby. Jeden z nich działał w Kaliszu, drugi w Poznaniu.

 

Zamknięty tuż po tragedii

Jak dowiedział się nieoficjalnie Onet w źródłach zbliżonych do prokuratury, w obu tych miejscach stwierdzono nieprawidłowości. Z powodu licznych uchybień escape room Miłosza S. w Kaliszu został zamknięty, po kontroli przeprowadzonej tuż po tragedii w Koszalinie.

W drugim lokalu Miłosza S., w Poznaniu, straż pożarna stwierdziła nieprawidłowości polegające na braku oznakowania drogi ewakuacyjnej. Ukarała właściciela mandatem i nakazała usunięcie zaniedbań.

Jak już pisaliśmy w Onecie, kilka dni temu okazało się również, że inne escape roomy zatrudniały Miłosza S. do ich obsługi. Jego usługi miały polegać na opracowywaniu zagadek i ich realizacji w tych lokalach. Korzystało z tego miało m.in. kilka klubów w Wielkopolsce.

Jak już wcześniej informowała prokuratura, escape room przy ul. Piłsudskiego 88 w Koszalinie, w którym doszło do tragedii, prowadziła formalnie babcia Miłosza S. To na nią zarejestrowana została działalność gospodarcza. Jednak, według ustaleń śledczych, to Miłosz S. faktycznie zajmował się obsługą i organizacją klubu.

 

Śmierć w pokoju zagadek

Przypomnijmy, do tragedii doszło 4 stycznia br. W escape roomie w Koszalinie zginęło pięć 15-letnich dziewcząt. W czasie, kiedy były zamknięte w pokoju zagadek, w budynku wybuchł pożar. Według ustaleń śledczych, przyczyną pojawienia się ognia w pomieszczeniu obok tego, w którym przebywały nastolatki, był ulatniający się gaz z butli gazowej, zasilającej piecyki w budynku.

Ogień miał uniemożliwić 25-letniemu pracownikowi klubu dotarcie do nastolatek i otwarcie im drzwi. Mężczyzna został poparzony. Dziewczęta mogły same otworzyć drzwi dopiero po rozwiązaniu wszystkich zagadek. Nie udało im się. Zatruły się tlenkiem węgla.

W obiekcie stwierdzono wiele uchybień, np. nie było w nim dróg ewakuacyjnych. Jego właściciel, Miłosz S., usłyszał zarzut umyślnego stworzenia niebezpieczeństwa wybuchu pożaru w escape roomie i nieumyślnego doprowadzenia do śmierci pięciu osób, które w nim zginęły. Mężczyzna nie przyznał się do winy. Decyzją sądu został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące. Grozi mu osiem lat więzienia.

 

Autor: 
Piotr Halicki
Źródło: 

Onet

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama