BEZRADNE LITERKI K.O.D. MIAŁY URODZINY

Reklama

pt., 12/07/2018 - 14:04 -- zzz

Niepostrzeżenie przeszła trzecia rocznica powstania Komitetu Obrony Demokracji. Jedyne obchody zwołał Mateusz Kijowski, a jedyny dziennikarz, jaki się na nich pojawił, był z programu "W tyle wizji". Nie pojawił się pan Kleyff, który na łamach "Rzeczypospolitej" osobiście ręczył za uczciwość Kijowskiego w sprawie wystawianych Komitetowi faktur, nie pojawił się sutener (och, pardąs - "menadżer") Materna z helikopterem na głowie, redaktora Lisa, który trzy lata zapowiadał, że "na wiosnę przyjdą nas tu miliony" też ani widu. Nie pojawił się na wiecu Kijowskiego, ani nie zorganizował własnych, konkurencyjnych obchodów pan Łozowski, obecny przewodniczący Komitetu, ten, który potrafił jasno sformułować jego ideę i cel: powstrzymać chamstwo, które pcha się na salony.

Starożytni mawiali - "sic transit gloria mundi". Pojawiło się tylko trochę starszych pań, które wciąż wierzą "w naszego Mateusza" i na jego wezwanie regularnie, podobno, przychodzą pod Pałac Prezydencki walczyć o demokrację poprzez pokazywanie literek, wypisanych na kartonach po butach, i układanych w napisy w rodzaju "konstytucja". Gdzie są te czasy, gdy politpoprawny dandys z kucykiem zadawał szyku, a to przebierając się w markową spódniczkę w ramach akcji protestu przeciwko "kulturze gwałtu" (temat spadł z postępowej agendy, gdy na szeroką skalę zajęli się gwałceniem muzułmańscy "uchodźcy" i pojęcie "kultura gwałtu" nabrało antyislamskiego posmaku), a to szpanując motocyklem, skórą i komórą, a to znowu w kolorowej marynareczce à la Palikot, deliberując z Timmermansami i Verhofstadtami o demokracji na zachodnich salonach.

 

 

"Nowy Wałęsa", krzyczały wtedy nagłówki gazet "totalnej opozycji" i jej programy telewizyjne - faktycznie, jedyne co okazało się łączyć los Kijowskiego z losem Wałęsy to te literki. Tyle, że nie dorobiwszy się tak okazałego maćka jak "Lechu" musi je "Mateusz" wypisywać na kartonach, a nie na samym sobie. Inna sprawa, że wydaje się mało prawdopodobne, żeby założycielowi KOD dana była kiedyś szansa zamiany czyjegoś pogrzebu w wieśniarski lans.

Przedziwna sprawa zresztą: gromko popierając "odwagę" Wałęsy, jaką miało stanowić zaprotestowanie na pogrzebie amerykańskiego prezydenta przeciwko... cholera już wie zresztą, przeciwko właściwie czemu protestem mają być te literki "konstytucja", zwłaszcza, kiedy spod niedopinającej się marynareczki z pedetu widać z nich tylko OSUA - jednocześnie "wypinkowały" jego protest ze świadomości lemingów, konsekwentnie ilustrując materiały o pogrzebie Busha zdjęciami z archiwum, głównie z pogrzebu Jaruzelskiego, na którym Wałęsa ubrany był i zachowywał się z należnym dla zmarłego szacunkiem. Bo na pogrzeb prawdziwych bohaterów wolnej Polski, "Inki" Siedzikówny i "Zagończyka" Selmanowicza przyszedł jak na ryby i, żeby zaznaczyć swą ważność, demonstracyjnie wyszedł w trakcie.

Śmieliście się z "polityki orderowej" śp. Lecha Kaczyńskiego? To macie "politykę pogrzebową" europejskiego mędrca, który wie wszystko ze źródeł pozarozumowych - tak przynajmniej wynika z procesu, który właśnie się w pierwszej instancji zakończył, a na którym Wałęsa wyjaśnił, że wie, że to Jarosław Kaczyński zabił brata, bo wie. Natomiast zdecydowanie zaprzecza wiedzy, która płynie za znajomości dokumentów i zeznań naocznych świadków. Te bowiem dawno już powiedziały nam wszystko o pokrętnej drodze życiowej TW "Bolka" i prowokatora, który, podesłany Wolnym Związkom Zawodowym Wybrzeża przez Służby, zbiegiem przypadków i własnym sprytem stanął na czele strajku, zrobił oszałamiającą karierę, aż uwierzył, że jest potomkiem rzymskiego cesarza Walensa - a potem stracił to wszystko i zaplątany w kłamstwach i urazach nie może uwierzyć, że znowu jest nikim. W dodatku za to, że znowu jest nikim, mści się na ślepo i bez sensu, bo to przecież nie Kaczyński go zdemaskował i nie on otworzył szafę Kiszczaka, dopóki mógł wręcz przeszłość Wałęsy tuszował, bo przecież jej ujawnienie uderza także w samego "Komendanta", jako człowieka, który dobrze tę przeszłość znając, w imię polityki machnął na nią ręką i zrobił "Bolka" prezydentem.

Historia bardzo śmieszna i ogromnie przez to smutna, jak to by ujął klasyk.

 

 

 

 

W każdym razie, literki B, O, L, E i K, wypisane własną ręką u dołu pożółkłych już donosów to literki złe, w przeciwieństwie do tych, które składają się na słowo "konstytucja’" wypisywane na koszulkach i kartonach.

Literkami w PiS uderza także opozycja parlamentarna. KP POKO - to nie tylko literki dobre, ale też najczystsza poezja! Wszyscy wiedzą, ale wyjaśnię, że tak nazwał się "Klub Parlamentarny Platforma Obywatelska Koalicja Obywatelska", czyli nowy byt polityczny, powstały z przejścia do PO ośmiorga posłów Nowoczesnej pod wodzą posłanki, którą Paweł Kukiz nazwał kiedyś "Myszką Agresorką", a członkowie Nowoczesnej pozostający nadal u pani Lubnauer nazywają obecnie "Kamilą Kałużą Pihowicz" (zupełnie nie wiem dlaczego). Co najśmieszniejsze, w tej liczbie wróciło do PO dwóch posłów, którzy zostali wybrani z jej list, ale przeszli byli do Nowoczesnej w czasach, gdy sondaże dawały jej 30 proc. poparcia, a Ryszard Petru nazywany był w prasie "nowym Kennedym".

Znając niezależność i rzetelność instytucji robiących sondaże dla polskich gazet, jestem pewien, że nie miał z tym nic wspólnego sondaż poprzedzający ową, chyba nie do końca udaną, akcję, która, jak powiedział Grzegorz Schetyna, nie była wcale "wrogim przejęciem" koalicyjnej partii. Sondaż, z którego wynikało, że jak policzyć razem SLD, PSL, Nowoczesną, Razem i Teraz i bodaj jeszcze Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, to wygrają z PiS. Tak przypadkiem jednak zgrał się on z płomienną argumentacją pani Pihowicz, że kto nie chce się podporządkować Schetynie, ten z PiS.

Słusznie zauważył Leszek Miller, że gdyby w takim sondażu doliczyć jeszcze PiS, to byłoby 88 proc. Prawie tyle, ile swego czasu miał Front Jedności Narodu. Kto chce, zobaczy w tym krytykę marnej propagandy PO, ale afera KNF i coraz to kolejne wydarzenia każą zupełnie poważnie zadać pytanie: a dlaczego nie? Dogadajcie się. Jakoś się podzieli między różne partyjne literki i ich przechodzących tu i tam "żołnierzy" i KNF, i SKOK-WSI i SKOK-PiS, poukłada się te spółki i spółeczki, każdy coś tam wniesie, jeden poparcie wyborców, drugi europejskich bossów. "Przecież zawsze lepszy od wojny jest pokój", jak śpiewał śp. Przemek Gintrowski.

A ludzie... chyba by się nawet ucieszyli, że ci tam na górze się dogadali. Oczywiście, w imię odpowiedzialności za Ojczyznę, dla dobra wspólnego i w ogóle. Jakieś literki na to też by się znalazły, jeśli nazwa FJN jest już zarezerwowana.

Zresztą nie, literki zostawcie nam. Będziemy dalej się o nie kłócić i na nie głosować. W końcu, w planie szerszym, wszyscy jesteśmy jak te starsze panie uwiedzione przez "Mateusza" i wypisujące dla niego literki na kartonach po butach. 

Autor: 
Rafał Ziemkiewicz/J.Bodakowski
Źródło: 

interia

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama