Ile polskich dzieci uprowadzili zwyrodnialcy niemieccy w czasie II wojny światowej?

Reklama

czw., 10/11/2018 - 07:51 -- zzz

Zabierano je z domów dziecka albo wprost z ulicy. Nierzadko po prostu wyrywano je zrozpaczonym rodzicom. Każde z nich planowano wychować na wzorcowego Niemca. Czy możemy choćby w przybliżeniu ocenić, ile „dobrych rasowo” polskich dzieci zostało podczas drugiej wojny światowej wywiezionych w głąb Rzeszy?

Dokładna liczba dzieci, które w czasie wojny trafiły do Niemiec, jest dziś bardzo trudna do oszacowania. Według Romana Hrabara, który w latach powojennych z determinacją walczył o ich odzyskanie, może ona sięgać nawet dwustu tysięcy. Z kolei niemieckie badania, oparte głównie na zachowanych dokumentach Lebensborn, instytucji powołanej, by „hodować” rasę nadludzi, podają liczbę dziesięciokrotnie mniejszą.

Skąd tak wielkie rozbieżności? Trzeba pamiętać, że proces porywania polskich dzieci rozpoczął się zanim jeszcze akcji nadano charakter zorganizowany. Związany był z przesiedleniami i wysiedleniami ludności wiosek, miasteczek, regionów już na samym początku niemieckiej okupacji.

Porywane w trakcie wysiedleń

W niecały rok od wybuchu wojny Niemcy przeprowadzili w Kraju Warty trzy akcje przesiedleńcze, których ofiarami było ponad ćwierć miliona mieszkańców. Wiadomo, że podczas ostatniej z nich, która miała miejsce 15 marca 1940 roku, w głąb Rzeszy wywieziono prawie 2400 osób przeznaczonych do germanizacji. Spory procent tej grupy stanowiły właśnie dzieci.

Niemcu w czasie okupacji mogli uprowadzić nawet 200 000 polskich dzieci.

fot.Bundesarchiv/Wilhelm Holtfreter/CC-BY-SA 3.0Niemcu w czasie okupacji mogli uprowadzić nawet 200 000 polskich dzieci.

Podobny los czekał mieszkańców Żywiecczyzny, skąd wysiedlono 15 tysięcy osób, oraz Ziemi Ciechanowskiej, którą opuściło prawie 12 tysięcy mieszkańców. Najbardziej brutalną akcję przeprowadzono jednak na Zamojszczyźnie, która miała stać się w przyszłości kolonizacyjnym rajem dla niemieckich osadników. Wypędzono stamtąd ponad 110 tysięcy Polaków. Część przeznaczono do „ponownego zniemczenia”, część wywieziono na roboty przymusowe, a tych, którzy nie spełniali wymogów rasowych – do Brzezinki.

Przy okazji szczególnie uważnie przyglądano się dzieciom i niemowlętom. Poddawano je badaniom lekarskim. Jak opowiada cytowana przez autorów książki „Teraz jesteście Niemcami. Wstrząsające losy zrabowanych polskich dzieci” Agnieszka Jaczyńska:

 

 

Dzieci były badane pod kątem wyglądu zewnętrznego, budowy czaszki, rozstawu oczodołów, koloru włosów i oczu. Te w odpowiednim wieku były kwalifikowane do germanizacji. Dzieciom zawieszano na szyi drewniane tabliczki, na których znajdował się symbol Ki (Kinderaktion) i dodatkowo nadawano im numery. 

Młodych Polaków uznanych za wartościowych rasowo siłą odbierano rodzicom. Trafiali do specjalnych obozów przejściowych, gdzie poddawano ich regularnemu praniu mózgu. Około 4,5 tysiąca z nich trafiło na zawsze do Niemiec.

 

Niemowlęta najbardziej atrakcyjne

Im dłużej trwała wojna, tym większe było w III Rzeszy zapotrzebowanie na „czystą rasowo” ludność. Armia niemiecka wykrwawiała się na wszystkich frontach, a Lebensborn, z założenia powołana do masowej produkcji wzorcowych Aryjczyków, okazała się mało wydajna. W efekcie proces porywania polskich dzieci zaczął nabierać rozpędu.

„Nowych Niemców” pozyskiwano też, odbierając dzieci przywożonym z Polski robotnicom przymusowym. Było w czym przebierać. Według Dariusza Kalińskiego, autora książki „Bilans krzywd. Jak naprawdę wyglądała niemiecka okupacja Polski”, w niemieckich gospodarstwach czy fabrykach pracowało łącznie niemal 3 miliony Polaków, w tym także jeńcy wojenni.

Oczywiście największe zainteresowanie hitlerowców wzbudzały niemowlęta. W ich przypadku odpadała przecież cała żmudna praca, związana z zerowaniem pamięci dziecka. Te, które spełniały kryteria rasowe, trafiały do rodzin zastępczych. Gorszy los czekał te, które selekcji nie przeszły. Jak piszą autorzy książki „Teraz jesteście Niemcami. Wstrząsające losy zrabowanych polskich dzieci”:

Noworodki przebywały w drastycznych warunkach zaprojektowanych tak, by doprowadzić do ich powolnej śmierci z wygłodzenia, a jednocześnie przechodziły męczarnie po to, by zachować pozory wobec matek. Uznano, że w razie natychmiastowego uśmiercenia dziecka, nieobliczalna reakcja kobiet mogłaby zmniejszyć ich motywację i wydajność w pracy.

Propagandowe zdjęcie pokazujące, jak dobrze miało się żyć dzieciom robotnic przymusowych w specjalnych ośrodkach. Ilustracja i podpis z książki "Teraz jesteście Niemcami. Wstrząsające losy zrabowanych polskich dzieci".

fot.materiały prasowePropagandowe zdjęcie pokazujące, jak dobrze miało się żyć dzieciom robotnic przymusowych w specjalnych ośrodkach. Ilustracja i podpis z książki „Teraz jesteście Niemcami. Wstrząsające losy zrabowanych polskich dzieci”.

Utracone na zawsze

Warto podkreślić, że nowe niemieckie rodziny najczęściej nie miały pojęcia o faktycznym pochodzeniu dziecka. Prowadziło to – już po wojnie –  do kolejnych rodzinnych tragedii. Alojzy Twardecki, wcześniej Alfred Hartmann, poznał prawdę dopiero kilka lat po zakończeniu konfliktu. Dla niego – dumnego, młodego Niemca – wiadomość o tym, że jego rodzicami są Polacy, była szokująca. Wspominał:

Tak, byłem dumnym Niemcem, Nadreńczykiem. Fanatycznie heilowałem, Polaków traktowałem jak coś gorszego, Francuzów nienawidziłem. Imponowali mi mężczyźni w dobrze skrojonych niemieckich mundurach.(…) Nasiąkłem tym wszystkim, a po latach musiałem wszystko pozmieniać, zrewidować. Dziesięć lat zajęło mi uporządkowanie mózgu, serca.

 

Twardecki, już po śmierci przyszywanej niemieckiej matki, wrócił do Polski i zamieszkał ostatecznie z matką biologiczną. Jego historia jest jednak wyjątkowa. Większość porwanych przez Niemców dzieci na zawsze straciła tożsamość i biologicznych rodziców.

Jedynie około 15-20% porwanych dzieci wróciło po wojnie do Polski. Na zdjęciu Tablica umieszczona na ulicy Piotrkowskiej w Łodzi upamiętniająca dzieci poddane badaniom i selekcji rasowej w celu germanizacji.

fot.Grottger/CC BY-SA 3.0Jedynie około 15-20% porwanych dzieci wróciło po wojnie do Polski. Na zdjęciu Tablica umieszczona na ulicy Piotrkowskiej w Łodzi upamiętniająca dzieci poddane badaniom i selekcji rasowej w celu germanizacji.

Potwierdza to na kartach opracowania „Teraz jesteście Niemcami. Wstrząsające losy zrabowanych polskich dzieci” doktor Dorothee Schmitz-Köster:

Tylko 15–20 proc. dzieci zrabowanych w Polsce w czasie okupacji niemieckiej wróciło po wojnie do kraju: do domu, do polskich krewnych albo do rodziców zastępczych. Ci, którzy zostali w Niemczech, często nie wiedzą, że pochodzą z Polski.

Historycy są przekonani, że do dziś w niemieckich miastach i miasteczkach żyją ludzie nieświadomi swojego polskiego rodowodu. Ilu ich jest? Pewnie nigdy się nie dowiemy. Nagle jednak podana przez Hrabara liczba 200 tysięcy nie wydaje się aż tak zawyżona…

 

 

Bibliografia:

  1. Anna Malinowska, Brunatna kołysanka. Historie uprowadzonych dzieci, Agora 2017.
  2. Dariusz Kaliński, Bilans krzywd. Jak naprawdę wyglądała niemiecka okupacja Polski, Ciekawostki Historyczne 2018.
  3. Roman Hrabar, „Lebensborn”, czyli źródło życia, Wydawnictwo Śląsk 1975.
  4. Ewelina Karpińska-Morek i in., Teraz jesteście Niemcami. Wstrząsające losy zrabowanych polskich dzieci, Wydawnictwo M 2018.
Autor: 
zzz
Źródło: 

ciekawostkihistoryczne

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama