ROSJA STOI PRZED KATASTROFĄ DEMOGRAFICZNĄ

Reklama

wt., 09/25/2018 - 19:15 -- zzz

Rosja stoi przed niespotykanym dotąd kryzysem demograficznym: spada liczba urodzeń, brakuje rąk do pracy. Ratunkiem może być sprawna polityka asymilacyjna i migracyjna

Ostatnia kampania wyborcza Władimira Putina przyniosła istotne zmiany. Mimo wyrazistej retoryki dotyczącej aspiracji regionalnych i globalnych, Kreml rozpoczął debatę o wewnętrznym stanie państwa i o jego problemach socjalnych, zwłaszcza tych, które związane są z kwestiami demografii. A sytuacja demograficzna Rosji nie jest łatwa.

Dzietność Rosjan spada, a będzie gorzej

Zgodnie z danymi, które podane zostały w styczniu br. przez Federalną Służbę Statystyki Państwowej Federacji Rosyjskiej (Rosstat), liczba urodzeń w 2017 r. w Federacji Rosyjskiej wynosiła 1,69 miliona, czyli o 203 tysiące mniej niż w roku poprzednim – oznacza to spadek o 10,7 proc. W tym samym okresie co prawda wzrosła liczba zawartych związków małżeńskich wzrosła z 985,8 tys. do 1 049,7 mln, ale zwiększyła się także liczba rozwodów – 608,3 tys. do 611,4 tys. Spadek narodzin zanotowano we wszystkich regionach Rosji, z wyłączeniem Czeczenii. Według statystyk Banku Światowego, które nie uwzględniają Krymu w granicach Rosji, ludność jej wynosi blisko 145 milionów. Z Krymem jest to blisko 146 880 miliona ludzi.

Liczba Rosjan zdolnych do pracy w ciągu najbliższych 5-6 lat zmniejszać się będzie rocznie o blisko 800 tys.

We wrześniu 2017 r. Maksim Oreszkin, który kieruje Ministerstwem Rozwoju Ekonomicznego Rosji, powiedział, że liczba Rosjan zdolnych do pracy w ciągu najbliższych 5-6 lat zmniejszać się będzie rocznie o blisko 800 tys., natomiast w grudniu 2017 r. Maksim Topilin, stojący od 2012 r. na czele Ministerstwa Pracy i Ochrony Socjalnej, w czasie forum Wszechrosyjskiego Frontu Ludowego, powiedział, że liczba kobiet w wieku rozrodczym do 2032 lub 2035 zmniejszy się o ok. 28 proc. Za jedno z głównych zadań w celu polepszenie wskaźników demografii uznał on m.in. obniżenie wskaźnika śmiertelności do 1,5 mln rocznie (w 2016 r. śmiertelność wyniosła prawie 1,89 mln, a w 2017 r. 1,84 mln) przy aktywizacji ludzi starszych i stałej polityce migracyjnej. Oficjalnie stało się więc jasne, że Rosja się starzeje i grozi jej wymieranie.

Problemem w zakresie wzrostu naturalnego w Rosji jest dozwolona i w wielu przypadkach finansowana przez państwo aborcja (sięgająca „tradycjami” bolszewickiego dekretu z 1920 r.) i problemy społeczne takie jak bieda czy alkoholizm (choć ostatnie zjawisko znacząco zmniejszyło się w porównaniu z ostatnimi latami ZSRR i Rosji lat 90., co związane jest również z negatywnym stosunkiem prezydenta Putina do alkoholu). Zresztą zdecydowanie ekipy Putina i zyski ze sprzedaży surowców zatrzymały ciężkie dla społeczeństwa rosyjskiego następstwa upadku ZSRR oraz kryzysu lat 90., co wstrzymało zapaść demograficzną tego okresu. Mimo to, dziś kryzys jest nieunikniony.

Do oficjalnych danych, podawanych przez organy władzy publicznej Federacji Rosyjskiej, należy odnosić się nieraz z dużą dozą rezerwy. Jednak w tej kwestii dane oddają rzeczywisty stan spraw w zakresie demografii. Otwarte wypowiedzi najważniejszych urzędników o problemach związanych z demografią, a zwłaszcza ze spadkiem urodzin, potwierdza, że władza uznaje to za ogólnopaństwowy i naczelny problem, z którym należy walczyć. Potwierdzają to m.in. działania Rządu FR w zakresie zwiększenia wieku emerytalnego i podatków z czerwca i lipca 2018 r. (oraz wielu innych obciążeń), co stanowić ma właśnie jedną z wielu prób ratowania gospodarki przed skutkami negatywnych trendów w demografii. Z drugiej strony, prezentowanie niepokojących prognoz i tym samym „bicie na alarm” pokazać ma, że władza nie porzuciła działań w kierunku odwrócenia negatywnych tendencji demograficznych.

 

 

 

 Rosyjskie „500 plus”

Kreml od kilku lat aktywnie pracuje nad programami wsparcia rodzin, zróżnicowanymi regionalnie. Do 2018 r., np. w Moskwie za urodzenie pierwszego dziecka jednorazowa wypłata wynosiła ok. 50 tys. rubli (około 2790 PLN). Jednak już średnia jednorazowa wypłata w skali całej Rosji wynosiła średnio ok. 15-16 tys. rubli (ok. 870-890 PLN). Przez pierwsze półtora roku od chwili urodzenia kobieta, która pracowała, otrzymywała 40 procent średniego wynagrodzenia. Taka suma to w dotychczasowej praktyce przeciętnie 13-14 tys. rubli. Jeśli w rodzinie rodzi się drugie lub kolejne dziecko, za każde narodziny rodzina otrzymuje tzw. kapitał macierzyński, który wnosi ok. 453 tys. rubli. Jednak środki te można wykorzystać wyłącznie na cele ściśle określone w ustawie, takie jak np. polepszenie warunków mieszkaniowych rodziny (bardzo często wybierany w praktyce wariant), opłatę wykształcenia dziecka (głównie uniwersyteckie, choć formalnie w pierwotnej wersji ustawy środki na edukacje można było użyć od 3 roku dziecka).

Decydenci na Kremlu tak kierować będą machiną państwową, żeby asymilować oraz doprowadzić do jak największej internalizacji nie-Rosjan z cywilizacją rosyjską

W czasie ostatniej kampanii wyborczej prezydent Putin powiedział, że program kapitału macierzyńskiego przedłużony zostanie do 31 grudnia 2021 r. Od 2018 r. trwają również działania do rozszerzenia wsparcia finansowego rodzin, w których kobiety nie pracują. Od 2012 r. funkcjonuje ukaz Prezydenta FR, który zawiera rekomendację dla kierowników instytucji Federacji Rosyjskiej, żeby wypłacać określone wsparcie (w wysokości minimalnej kwoty niezbędnej do przeżycia) dla rodzin za urodzenie trzeciego i kolejnego dziecka do osiągnięcia przez niego 3 roku. Według portalu informacyjnego RBK, na 2016 r. programy takie uruchomiono w 69 regionach. Ich celem jest przede wszystkim wsparcie najzdrowszej i najważniejszej z punktu widzenia władz tkanki społecznej Rosjan, w tym urzędników oraz wojskowych. Zwłaszcza w przypadku tych ostatnich władze znacznie rozszerzyły pakiety socjalne, tak, że bycie oficerem i żołnierzem kontraktowym stało się nie tylko się powodem do dumy, ale jest zwyczajnie opłacalne. Symbolem tego jest m.in. nowe budownictwo mieszkaniowe w podmoskiewskich rejonach (tzw. Podmoskowie). Wsparcie takie zagwarantować ma zniwelowanie problemów rekrutacyjnych w siłach zbrojnych, a także redukcję konieczności poboru ludności wyzwania muzułmańskiego.

Obecnie jednak jedyną realną szansą na minimalizację problemów demograficznych Rosji, a zwłaszcza ubytków na rynku pracy są migranci zarobkowi, przybywający nadal głównie z obszaru poradzieckiego (Azja Centralna, Kaukaz, Białoruś, Ukraina, Mołdawia). Pojawiają się przy tym również nowe kierunki pozyskania ludzi jak Wietnam, Indie, czy Syria. Prezydent Fundacji „Migracja – XXI Wiek” Wiaczesław Postawnin uważa, że na razie tylko migranci przybywający do Rosji z chęcią pracy i osiedlenia mogą rozwiązywać problemy, dotyczące rosyjskiej demografii. W grudniu 2017 r. do wiadomości publicznej poprzez łamy prorządowej gazety „Izwiestia” podane zostały trzy prognozy Rosstatu (pesymistyczna, umiarkowana i optymistyczna) w zakresie możliwej liczby ludności Rosji do 2036 r. Według pesymistycznego scenariusza, liczba Rosji do tego czasu wynosić będzie 138 milionów, według średniego – 147 milionów, a według najbardziej optymistycznego 154 milionów. Jednak scenariusz średni opiera się na tym, że rocznie przybywać będzie do Rosji ok. 285-300 tys. migrantów, a według optymistycznego – ok. 350-400 tys. Tym samym jasne jest, że kierownictwo Rosji zdaje sobie sprawę z roli przyjeżdzających migrantów, co pilnie wymusza dostosowanie odpowiedniej polityki i koncepcji asymilacji.

Kryzys imigracyjny w Europie był w wielu aspektach wygodny dla Rosji

Szczególnie niepokoi Rosjan zmniejszenie się liczby przyjeżdżających z Ukrainy. Jest to o tyle ważne, że Ukrainiec to potencjalny robotnik i mieszkaniec, który zna język, kulturę oraz jest wykwalifikowany. Jeśli w pierwszych pięciu miesiącach 2016 r. do Rosji z Ukrainy przyjechało 57,3 ludzi, to w analogicznym okresie w 2017 r. – już tylko 32,9 tys. Związane jest to z wojną, która trwa w Donbasie i masową migracją zarobkową Ukraińców do Europy (głównie do Polski). Jest to kolejny argument za tym, że walki o kontrolę nad Ukrainą Rosja nie porzuci.

Ratunek: wieloetniczność i asymilacja

Analizując problemy demografii w Rosji zapomina się, zwłaszcza w Polsce, o kilku bardzo ważnych zależnościach. Po pierwsze, należy mieć świadomość, że Rosja w swoich dziejach, niezależnie od cech i uwarunkowań ustrojowo-politycznych oraz ekonomicznych, była państwem wieloetnicznym. Formuła wielkiego państwa, a właściwie imperialna formuła instytucjonalno-państwowa, gwarantować miała prawne i kulturowe przyjęcie i swoiste „wchłonięcie” nie-Rosjan w szeroki organizm publiczny. Tak było w czasie tzw. zbierania ziem ruskich i np. podboju Kazania, podboju Syberii, czy też w procesie kształtowania wielonarodowego Związku Radzieckiego. Również dzisiaj, preambuła Konstytucji FR z 1993 r. mówi o „wielonarodowym ludzie” oraz tworzy ramy instytucjonalne federacji, która rozładowywać ma wszelkie napięcia między centrum a regionami, ale też gwarantować ma nie-Rosjanom pewne prawa o charakterze kulturalnym.

Istota rosyjskiego federalizmu, ukształtowana w dużej mierze przez kadetów, którzy w 1917 r. przejęli władzę, zakłada rozdzielenie zasady samostanowienia od decentralizacji, tak, żeby z jednej strony zachować ścisłą integralność państwa, a z drugiej – nadać ludności pewne uprawnienia o charakterze gospodarczym oraz kulturalnym. Ponadto rosyjska machina państwowa, mentalność, a także kultura przez wieki wykształciły model intensywnej i skutecznej asymilacji. Wystarczy spojrzeć na rosyjską elitę, nie tylko w ujęciu historycznym np. ród Bagriatonow (właściwie Ormianie z rodu Bagramian), ale i współczesną, np. minister obrony Siergiej Szojgu ma etniczne korzenie tuwimskie, szefowa RIA Novosti Margarita Simonian jest Ormianką, mer Moskwy Siergiej Sobianin (według różnych wersji) posiada korzenie kozackie lub z ludów Komi. Szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow ma natomiast korzenie rosyjsko-ormiańsko-gruzińskie. Takich przykładów w centrum oraz w regionach są zresztą dziesiątki. Nawet Józef Stalin nie był przecież etnicznym Rosjaninem.

 

 

 

Nie ulega więc wątpliwości, że decydenci na Kremlu tak kierować będą machiną państwową, żeby asymilować i doprowadzić do jak największej internalizacji nie-Rosjan z cywilizacją rosyjską. Kwestia ta nabierać będzie z czasem na znaczeniu, gdyż w wiek produkcyjny weszło kryzysowe pokolenie lat 90., a bez migrantów rosyjska gospodarka może przestać funkcjonować. Jednym z największych wyzwań dla władz na Kremlu jest więc ulepszenie instytucjonalno-administracyjnego modelu asymilacji migrantów, tak, żeby wkomponowali się oni szybko i skutecznie w rosyjskie państwo i społeczeństwo, a następnie „rozpłynęli się” w nim. Problemem do realizacji takiego działania jest jednak rozbudowana biurokracja, brak zdecydowanych decyzji co do pomocy materialnej dla migrantów, sprzeczne ustawodawstwo, czy rosnący przyrost naturalny ludności wyznania muzułmańskiego – choć w przypadku tego ostatniego, prawdopodobne wydaje się, że władze rosyjskie potencjalnie nie cofną się przed próbami twardej polityki laicyzacji, czy nawet może ograniczonej chrystianizacji. Oprócz tego, Kreml zaczyna niepokoić również rosnąca chęć wyjazdów rosyjskich specjalistów za granicę. Dlatego władze dążyć będą do przyciągnięcia zachodnich korporacji do własnego kraju. Z tego powodu chęć zniesienia zachodnich sankcji staje się ważnym elementem rosyjskiej polityki zagranicznej.

 

 

 

 

Sama Rosja jednak, posiadająca wielomilionową rzeszę muzułmanów, nie jest zainteresowana w nakręcaniu maksymalnej spirali kryzysu, a zwłaszcza konfliktów na Bliskim Wschodzie

Sam kryzys imigracyjny w Europie był w wielu aspektach wygodny dla Rosji. Z jednej strony Rosjan cieszyć może każde osłabienie solidarności między państwami członkowskimi UE, a z drugiej – pojawiła się możliwość zamanifestowania, że rosyjski model asymilacji, często dość bezwzględny i naruszający zachodnioeuropejskie standardy, może okazywać się skuteczny. Rosjanie bowiem doskonale zdają sobie sprawę z negatywnych tendencji demograficznych nie tylko we własnym kraju, ale również na kontynencie europejskim, co związane jest również ze wzrostem znaczenia ludności niechrześcijańskiej. Sama Rosja jednak, posiadająca wielomilionową rzeszę muzułmanów, nie jest zainteresowana nakręcaniem maksymalnej spirali kryzysu, a zwłaszcza konfliktów na Bliskim Wschodzie, choć w przypadku tych ostatnich woli wysłać muzułmańskie oddziały czeczeńskie do zwalczania islamistów-terrorystów, niż walczyć z nimi na swoim terytorium. W związku z tym, i z pojawianiem się coraz większej liczby takiej ludności, odżywają również koncepcje sprzed 1917 r., a mianowicie pośredniej kontroli np. Czeczenii jak Chanatu Chiwy czy Buchary.

Przed Federacją Rosyjską wiele wyzwań w zakresie demografii. Wymagać one będą nie tylko zdecydowania i konsekwentnej realizacji planów, ale i olbrzymich środków materialnych. A wszystko to jednak zależeć będzie ostatecznie od ciągłości władzy, zwłaszcza za sześć lat, kiedy skończy się czwarta już kadencja Władimira Putina. Obserwatorzy z państw zachodnich powinni jednak ściśle analizować trendy i politykę migracyjną Rosji kompleksowo, a nie wyłącznie na podstawie danych i statystyk, gdyż okazać się może, że Rosja przetrwa trudne czasy i gotowa będzie na włączenie się w kluczowym momencie do gry na arenie stosunków międzynarodowych – z całkiem przyzwoitym potencjałem.

 

 

Autor: 
Michał Patryk Sadłowski
Źródło: 

nowakonfederacja.pl

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama