PIS CHCE ZNISZCZYĆ POLSKĄ BRANŻĘ TRANSPORTOWĄ NOWYMI "DANINAMI"

Reklama

wt., 05/22/2018 - 18:14 -- zzz

PIS zniszczył już polską branżę tytoniową na zlecenie zagranicznej konkurencji Philip Morris International (USA), zniszczył prywatną branżę paliwową na zlecenie PKN ORLEN, uchwalił ustawę o likwidacji polskiej branży futerkowej na zlecenie ekoterrorystów i zagranicznej konkurencji, teraz przyszedł czas na likwidację polskiej branży transportowej, która zdominowała Unię Europejską. Komuś bardzo zależy, aby wyciąć polskich transportowców.

Ministerstwo Infrastruktury chce opodatkować i ozusować całość dochodów, które otrzymują transportowcy. To może być początek końca branży.
Wynagrodzenia kierowców w przewozach międzynarodowych wynoszą 5–9 tys. zł netto miesięcznie. Wynagrodzenie zasadnicze stanowi tylko 30 proc., reszta to zwolnione z podatku dochodowego i ZUS diety i ryczałty za noclegi, dyżury oraz nadgodziny.

Ministerstwo Infrastruktury chce, aby wynagrodzenie w postaci diet za podróż służbową zastąpić wyliczeniem przychodu kierowcy na podstawie ogólnych przepisów o delegowaniu pracowników za granicę w ramach świadczenia usług.

Ale to oznaczałoby, że podatek dochodowy i składki ZUS będą płacone aż do osiągnięcia 4443 zł wynagrodzenia liczonego wraz z dodatkami za pracę w godzinach nocnych i nadliczbowych, dyżurami i dodatkiem wyrównawczym do zagranicznej pensji minimalnej. Dopiero nadwyżka byłaby wolna od składki na ubezpieczenie społeczne. Natomiast podatek dochodowy płacony byłby od 70 proc. nadwyżki.

Firmy muszą kierowcom zapłacić więcej, by na rękę dostali oni tyle samo co przed zmianą. – To rewolucja, na którą nas nie stać – mówią przewoźnicy międzynarodowi.

Przedsiębiorcy szacują, że proponowane przez Ministerstwo Infrastruktury rozwiązania mogą zwiększyć koszty funkcjonowania przewoźników nawet o 40 proc. – Oznacza to, że firmy zostaną zepchnięte do szarej strefy lub całkowicie weliminowane z rynku.

Mali i średni przewoźnicy zbankrutują, a kontrakty przejmą duże koncerny, które oferując swoje ładunki na własnych naczepach, będą na wyśrubowanych warunkach podnajmować indywidualnych przewoźników z ich ciągnikami siodłowymi.

Ministerstwo Infrastrukturyma swoją terorię oderwną od rzeczywistości gospodrczej, że konsultowane regulacje stanowią dobre zabezpieczenie przed europejską płacą minimalną, poprawią atrakcyjność zawodu kierowcy, ograniczą liczbę pozwów pracowniczych, uproszczą obliczanie rozliczeń podróży służbowych.

Przedsiębiorca porównuje, że Polska ma 220 tys. ciężarówek w transporcie międzynarodowym, a Rumunia ponad 160 tys. – Jeżeli nasze koszty pracy wzrosną o 25–30 proc. przegramy na rynku z konkurencją z innych państw – podkreśla prezes ZMPD.

Konkurencja już daje się we znaki lokalnym przewoźnikom, którzy widzą, jak samochody z rejestracją litewską, białoruską lub rosyjską podejmują w Polsce ładunki za stawki poniżej kosztów polskich firm.

Dr Paweł Lesiak ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie ostrzega, że załadowcy nie przyjmą do wiadomości podwyżek i skorzystają z alternatywnych ofert przewoźników z innych krajów. Przy 7-procentowym wzroście całości kosztów funkcjonowania polskich firm, mogą one stracić rynek.

Dla Polski byłaby to duża strata. Według danych GUS saldo usług w transporcie drogowym wyniosło w 2016 roku 4,2 mld euro. Zawirowania w branży byłyby dotkliwe społecznie. – W transporcie ciężkim pracuje 750–800 tys. kierowców – szacuje dyrektor Departamentu Transportu ZMPD Tadeusz Wilk.

PIS zapomniał, że firmy transportowe mają broń dużego kalibru, której nie zawahają się użyć. W każdej chwili mogą zablokować kraj ciężarówkami, a wtedy straty państwa będą liczone w miliardach euro.

Autor: 
Z.B.
Źródło: 

plportal.pl

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama