Anis Amri był znacznie dłużej rozpracowywany przez służby

Reklama

ndz., 12/17/2017 - 14:04 -- zzz

"Welt am Sonntag" donosi, że służby dużo wcześniej wiedziały, że Anis Amri planuje przeprowadzenie zamachu terrorystycznego w Niemczech. Dziś wiadomo też, dlaczego nie został wcześniej aresztowany.

Anis Amri został zastrzelony przez policję w Mediolanie w nocy z 22 na 23 grudnia 2016 roku /DANIELE BENNATI  /AFP

Anis Amri został zastrzelony przez policję w Mediolanie w nocy z 22 na 23 grudnia 2016 roku/DANIELE BENNATI/AFP

Niemiecka policja i tajne służby na długo przed atakiem intensywniej śledziły Anisa Amriego, sprawcę krwawego zamachu terrorystycznego na berliński jarmark bożonarodzeniowy z 19 grudnia ubiegłego roku. Dowodem na to są tysiące akt, liczne raporty policyjnych wtyczek i protokoły z podsłuchów jego rozmów telefonicznych oraz kontaktów przez Internet, którymi dysponuje redakcja "Welt am Sonntag".

 

​​​

Amri był rozpracowywany już od listopada 2015...

 

 

Najpóźniej w listopadzie 2015 niemiecka Prokuratura Federalna zleciła Federalnemu Urzędowi Kryminalnemu (BKA) i Landowemu Urzędowi Kryminalnemu (LKA) Nadrenii Północnej-Westfalii objęcie Amriego stałą obserwacją przez policyjną "wtyczkę". Inwigilowanie go przez policyjnego informatora było częścią tajnego dochodzenia przeciwko domniemanej komórce terrorystycznej tzw. Państwa Islamskiego wokół kaznodziei nienawiści z Hildesheim Abdullaha Abdullaha, występującego pod pseudonimem Abu Walaa i, jak twierdzą niemieckie media, pozostającego w kontakcie z Amrim.

Już 24 listopada 2015, a więc przeszło rok przed zamachem na świąteczny jarmark na placu Breitscheidplatz w Berlinie, nasłany na Amriego obserwator "Murat" poinformował LKA w Duesseldorfie o szczegółach planowanego przez Amriego zamachu. Meldunek "Murata", jak pisze dalej "Welt am Sonntag", został przekazany z LKA do BKA, Prokuratury Federalnej i Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji (BfV), czyli niemieckiego kontrwywiadu.

...i pozostawał pod stałą obserwacją tajnych służb

W tej sytuacji, najpóźniej od 3 grudnia 2015, niemieckie służby podsłuchiwały komórkę Amriego, którą ten często zmieniał, i monitorowały jego połączenia internetowe. W połowie grudnia 2015 roku Amri ściągnął na swojego smartfona, który był na podsłuchu przez okrągłą dobę, szczegółowe plany wytwarzania bomb, granatów ręcznych i ładunków wybuchowych w warunkach amatorskich.

Jak donosi dalej "Welt am Sonntag", najpóźniej od lutego 2016 roku Amri utrzymywał łączność telefoniczną z dwoma osobami ze ścisłego kierownictwa tzw. Państwa Islamskiego w Libii i zaoferował się jako zamachowiec-samobójca, gotowy do przeprowadzenia ataku terrorystycznego w Niemczech.

 

 

Jarmark bożonarodzeniowy na Breitscheidplatz w Berlinie po zamachu, zdj. ilustracyjne /Henning Angerer /Reporter

Jarmark bożonarodzeniowy na Breitscheidplatz w Berlinie po zamachu, zdj. ilustracyjne/Henning Angerer/Reporter

Amrim interesowały się także inne tajne służby

"Welt am Sonntag" powołuje się na liczne mejle i akta, które wskazują na duże zainteresowanie sprawą Amriego ze strony niemieckiego wywiadu i kontrwywiadu. Na przykład kontrwywiad już w styczniu 2016 sporządził dwustronicową analizę Amriego, którą podpisał osobiście szef kontrwywiadu Hans-Georg Maaßen. O powadze sytuacji świadczy to, że do szczegółowego rozpracowania Amriego oddelegowano agentkę "F.", działającą w Berlinie.

Zgromadzone przez niemieckie służby dane na temat Amriego prowadzą do wniosku, że jeszcze przed przybyciem do Włoch w kwietniu 2011 roku utrzymywał on bliskie kontakty osobiste a nawet rodzinne z bojownikami i członkami kadry dowódczej tzw. Państwa Islamskiego w Libii.

Jak pisze dalej "Welt am Sonntag", na podstawie materiału, którym dysponuje ten dziennik, nie sposób odpowiedzieć jednoznacznie na nasuwające się pytanie, dlaczego w tej sytuacji Amri nie został aresztowany wcześniej, co zapobiegłoby krwawej tragedii w Berlinie. Można jednak wysunąć hipotezę, że Amrim interesowały się także tajne służby innych państw, które chciały wykorzystać go w roli przynęty i - idąc jego śladami - dotrzeć w Libii do osób planujących zamachy terrorystyczne.

 

Amri był zatem częścią dużej, międzynarodowej operacji wywiadowczej, zmąconej, o ile to właściwe słowo, przez dokonany przez niego zamach w Berlinie. Świadczy o tym zbombardowanie w dwa tygodnie po jego śmierci, przez amerykański "niewidzialny" bombowiec B2 obozu szkoleniowego tzw. Państwa Islamskiego na pustyni w Libii, w którym podejrzewano obecność osób, które opracowały plany zamachu na berliński jarmark bożonarodzeniowy.

Hans-Christian Ströbele z partii Zielonych, który był wtedy członkiem gremium kontrolnego Bundestagu ds. tajnych służb, podejrzewa, że za wszystkimi "nie dającymi się wytłumaczyć" wpadkami niemieckiej policji i innych służb w sprawie Amriego, kryje się jedna z tajnych służb USA albo armia USA, które "pociągały za sznurki". Ströbele uważa za "wielki skandal", że rząd w Berlinie do tej pory nie wywiązał się ze swej obietnicy wyjaśnienia wszystkich okoliczności zamachu na świąteczny jarmark w Berlinie, na co miał okrągły rok.

 

Autor: 
Andrzej Pawlak/Foto: TOBIAS SCHWARZ/AFP
Źródło: 

Redakcja Polska Deutsche Welle/interia

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama