Będące na skraju upadku ISIL grozi jeszcze większą przemocą

Reklama

Siły, które walczyły przeciwko ISIL borykają się teraz z jeszcze poważniejszym problemem. Grupa Islamskiego Państwa Iraku i Lewantu (ISIL), która jest odpowiedzialna za największe w najnowszej historii świata okrucieństwa popełniane na cywilach, jest na skraju upadku, ale tylko niektórzy są zdania, że bojownicy opuszczą Irak i Syrię. Wszystkie siły, które teraz walczą przeciwko ISIL muszą być czujne, bo czeka je jeszcze poważniejsze wyzwanie, twierdzi agencja Associated Press.

Po tym, jak przez ponad trzy lata wykorzystywali ludzi żyjących pod ich kontrolą, bojownicy ISIL tracą teraz swoją stolicę Rakkę i walczą o zachowanie chociaż niewielkich terenów w Iraku i Syrii, ze wszystkich stron otoczonych przez wrogie im siły.

"Tylko nieliczni wierzą, że ISIL wyniesie się stamtąd lub co gorsza przelew krwi podzieli te dwa kraje i dla regionu szybko nadejdzie koniec", podaje jedna z amerykańskich agencji.

Biorąc pod uwagę wzlot i upadek "kalifatu" ISIL, który narodził się z popiołów Al-Kaidy w Iraku i zaczął rozprzestrzeniać się w krajach Bliskiego Wschodu na początku 2014 roku, analitycy wskazują na fakt, że zniszczenie ISIL następuje za straszną cenę i dla Syrii i dla Iraku, za cenę ogromnego cierpienia tych, których dotknęło okrucieństwo brutalnej władzy „kalifatu”.

Straszne sceny

"Walki i naloty zamieniły kwitnące niegdyś miasta w popiół. Teraz to tylko tragiczny widok zrujnowanych dzielnic mieszkalnych, dróg i mostów, domów zrównanych z ziemią", donosi AP zwracając uwagę, że w Ramadi, Mosulu i Rakkce rozmiar szkód jest wprost niewyobrażalny.

Po dwóch tygodniach walk koalicja na czele ze Stanami Zjednoczonymi ogłosiła, że lokalnej ludności zwrócono ponad 83 % terytorium, które ISIL miało pod kontrolą, oswobadzając przy tym ponad 6 milionów Syryjczyków i Irakijczyków. W wyniku nalotów koalicji, zginęło co najmniej 735 cywilów, choć aktywiści i obserwatorzy uważają, że liczba ofiar jest znacznie większa.

Dwumiesięczna walka o wyzwolenie Mosulu doprowadziła do śmierci około 1.500 irackich żołnierzy i około 1.100 żołnierzy Syryjskich Sił Demokratycznych. Zginęli w walkach o syryjską Rakkę i Deir ez-Zor.

W ciągu trzech lat, odkąd ISIL stworzyło tak zwany "kalifat", zginęły tysiące ludzi, miliony zostały przesiedlone i co najgorsze, mnóstwo dzieci zarażono "ekstremistyczną teorią".

Z powodu rosnącej potęgi ISIL, wojen i sojuszy zawieranych w celu jego rozgromienia, pogorszyły się stosunki polityczne i społeczne na linii Syria - Irak, przy czym ludność kurdyjska w obu krajach zyskała bezprecedensowe wpływy.

Analitycy ostrzegają, że "Zmiany i chaotyczne potyczki w wojnie domowej w Syrii, napięcie między Kurdami i Arabami, obecność milicji szyickiej i wojsk rządowych w sunnickich miastach, z których wywodzi się ISIL – wszystko to może doprowadzić do eskalacji przemocy”.

Początek walki

Wskazując, że "z wielu powodów, walka na terenach ISIL to dopiero początek", amerykańska agencja podkreśla, że wszystkie siły, które teraz walczą przeciwko ISIL, muszą pozostać w gotowości nawet po wyrwaniu z rąk Państwa ostatniej piędzi zagrabionych ziem.

"W jakimś sensie siły, które walczyły przeciwko ISIL borykają się teraz z jeszcze poważniejszym problemem", donosi AP.

Amerykańska agencja powołuje się na Hishama al-Hashema, irackiego pisarza i analityka, który ocenia, że w irackim Anbarze pozostaje jeszcze 8.000 bojowników ISIL, którzy mieszają sią z miejscową ludnością "jak sól z wodą" i będą czekać na odpowiedni moment, aby wzniecić nowe powstanie lub zainicjować samobójczy atak.

"Resztki oddziałów ISIL nadal dokonują ataków w Egipcie i Libii, gdzie mają punkt oparcia i gdzie mogą się mścić", donosi Associated Press.

Autor: 
Tłum. Emilia Liberda
Źródło: 

Agencija

Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama