Zniszcznia wojenne. Dekady polskiej mieszkaniówki: lata 40. i 50.

Reklama

Pierwsza część cyklu „Dekady polskiej mieszkaniówki” prezentowała informacje dotyczące lat 20. i 30. Analiza zakończyła się na 1939 roku, który przyniósł wojenny kataklizm. Sześć lat później, Polska była już zupełnie innym państwem.

  • Zniszczone centrum Warszawy (1946 rok), źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

  • Zniszczone domy w okolicach Zwolenia na Mazowszu (1939 rok/1940 rok), źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Obraz naszego kraju zmienił się nie tylko na wskutek olbrzymich strat w ludziach i majątku narodowym. Równie ważna była zmiana granic skutkująca utratą wschodnich rubieży i migracją ludności na tzw. Ziemie Odzyskane. Pięć lat po zakończeniu drugiej wojny światowej, na 1000 Polaków przypadało więcej mieszkań niż w 1931 r. To nie oznacza jednak, że sytuacja mieszkaniowa naszych rodaków była dobra.

Wojna skutkowała zniszczeniem jednej czwartej lokali i domów

Polska to jeden z krajów, które podczas drugiej wojny światowej poniosły największe straty ludnościowe i materialne. Można się o tym przekonać porównując liczbę mieszkańców odnotowaną w ramach spisów powszechnych z 1931 r. (31,6 mln) oraz 1950 r. (24,0 mln). Wynik dla 1950 r. jest już w pełni wiarygodny, gdyż uwzględnia m.in. skutki zmiany granic oraz powojennych migracji i przesiedleń.

Bardzo duże straty wojenne dotyczyły również wszelkich składników majątku narodowego. Lokale i domy nie są tutaj żadnym wyjątkiem. Szacuje się, że w czasie II wojny światowej zniszczeniu uległo 25% przedwojennego zasobu mieszkaniowego (ok. 1,6 mln lokali i domów). Zdecydowana większość strat mieszkaniowych (ok. 80%), przypadała na tereny miejskie. Odsetkiem zniszczonych budynków znacznie przekraczającym 50% cechowały się takie miasta, jak na przykład Warszawa (patrz powyższe zdjęcie), Wrocław, Gdańsk, Kołobrzeg, Grudziądz oraz Stargard. Znany jest m.in. przypadek Jasła, w którym ocalało tylko 3% budynków mieszkalnych.

Przejęcie zasobów mieszkaniowych na Ziemiach Odzyskanych, było częściową rekompensatą za straty w innych częściach kraju. Lokale i domy porzucone przez Niemców, zwykle zajmowano samowolnie. Taka sytuacja na zachodzie Polski, trwała mniej więcej do końca 1946 r. Państwo nie radziło sobie również ze zjawiskiem grabienia porzuconego majątku (tzw. „szabrem”).

Warto zwrócić uwagę, że w czysto statystycznym ujęciu, liczba izb mieszkalnych z 1950 roku (13,7 mln) była znacznie większa niż analogiczna wartość odnotowana dziewiętnaście lat wcześniej (11,8 mln). Wzrosła też liczba izb w przeliczeniu na 1000 osób (1931 r. - 373, 1950 r. - 570). To nie oznacza jednak, że poprawiły się warunki mieszkaniowe rodaków. Trudna sytuacja lokalowa panowała nie tylko w Warszawie i Wrocławiu. Dla mieszkańców zrujnowanych kamienic oraz wiejskich lepianek (wybudowanych na miejsce spalonych zagród), szczególnie krytyczna była mroźna zima 1947 r.

Do 1956 roku „mieszkaniówką” rządziły głównie dekrety władz

Po zakończeniu II wojny światowej, władze wielu zniszczonych krajów zaczęły mocno ingerować w politykę mieszkaniową. Taka doktryna interwencjonizmu była stosowana również na terenie niektórych państw Europy Zachodniej. W przypadku powojennej Polski, nadzór państwa nad kwestiami mieszkaniowymi, dodatkowo był uzasadniany przez ideologię komunistyczną. Już w 1944 r. i 1945 r. wydano dekrety, przyznające władzy szerokie uprawnienia w stosunku do właścicieli mieszkań (również prywatnych).

Ważny dekret z dnia 21 grudnia 1945 r. o publicznej gospodarce lokalami i kontroli najmu, przyznawał specjalnym urzędom kwaterunkowym prawo do decydowania, w którym mieszkaniu (publicznym lub prywatnym) może zamieszkać zgłaszająca się osoba. Urzędy kwaterunkowe mogły też rozstrzygać spory pomiędzy użytkownikami lokali. W przypadku największych miast (Warszawy, Łodzi, Krakowa, Poznania, Gdańska, Katowic oraz Lublina), wprowadzono dodatkowe restrykcje dotyczące zamieszkania. Przydział lokum na terenie wspomnianych ośrodków miejskich był możliwy tylko wtedy, gdy praca wnioskodawcy nie pozwalała mu na zamieszkanie w innej miejscowości.

Administracyjny nadzór nad sektorem mieszkaniowym został złagodzony dopiero po dojściu do władzy ekipy Gomułki. Ustawa z 1957 r. wyłączyła spod publicznej kontroli m.in. prywatne domy, kamienice oraz mieszkania w spółdzielczych budynkach. Był to impuls do budowy nowych domów i lokali. Nawet bez korzystnych zmian prawnych, zasób mieszkaniowy szybko się rozrastał. Od 1950 roku do 1960 roku, liczba izb wzrosła o 3,6 mln. Ze znacznie większą zmianą mieliśmy do czynienia w latach 60 - tych (patrz powyższy wykres), które będą tematem kolejnej części cyklu „Dekady polskiej mieszkaniówki”.

Autor: 
Andrzej Prajsnar
Źródło: 

Projektinwestor

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama