WZROST EKSPORTU POLSKICH JABŁEK. W NAGRODĘ POSTAWIĄ PUTINOWI POMNIK

Reklama

Śmiejemy się z kolegami, że jak tak dalej pójdzie, to w Grójcu albo Błędowie postawimy Putinowi pomnik – mówi money.pl prezes Stowarzyszenia Sady Grójeckie Maciej Majewski. Cztery lata po wprowadzeniu rosyjskiego embarga na jabłka, polscy sadownicy chcą wrócić do produkcji sprzed blokady.

- To embargo dało nam w kość i właściwie cały czas je odczuwamy. Ale chcemy przekuć ten problem w sukces – wyjaśnia Majewski. Organizacja, której jest prezesem, zarządza Jabłkiem Grójeckim – najpopularniejszym polskim produktem z Chronionym Oznaczeniem Geograficznym. Jednak na Rosjanach nie zrobiło wrażenia.

– Właściwie dwie liczby mówią wszystko. Przed wprowadzeniem embarga eksportowaliśmy jabłka do 59 krajów. Teraz jest tych krajów aż 75, w tym takie jak Chiny, Wietnam czy Zjednoczone Emiraty Arabskie. Okazuje się, że Azjaci bardzo lubią polskie jabłka – dodaje.

Embargo weszło w życie z początkiem sierpnia 2014 r. Zakaz dotyczył oprócz świeżych jabłek, innych owoców, takich jak gruszki, wiśnie, czereśnie czy śliwki. Ministerstwo rolnictwa szacowało wówczas, że straty polskich firm mogą sięgnąć 500 mln zł. Embargo było odpowiedzią na sankcje nałożone na Rosję w związku z konfliktem na Ukrainie.

Minęły ponad trzy lata, a eksport jabłek wciąż nie wrócił do poziomu sprzed embarga. Choć Maciej Majewski nie ukrywa, że nie było aż tak źle, jak mogło się na początku wydawać. – Bardzo nam pomogła UE i fundusze europejskie – zwraca uwagę ekspert. Dzięki nim możliwe było przeprowadzenie kampanii promocyjnych i szukanie nowych rynków zbytu. Sadownicy mieli więc jak zainteresować swoimi produktami odbiorców ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Chin, czy Wietnamu.

Jabłka trafiły też do sieci handlowych jak Lidl, Kaufland i Makro. Dzięki temu wzrosła sprzedaż krajowa.

- W tym roku chcemy wrócić do produkcji sprzed embarga – deklaruje Majewski - O ile nie stanie nam na przeszkodzie pogoda – zastrzega.

Rzeczywiście zeszły rok był dla sadowników wyjątkowo niełaskawy. Zresztą odczuliśmy to wszyscy, płacąc w sklepie za świeże warzywa i owoce znacznie więcej, niż w poprzednich latach. Przymrozki, które przyszły w ubiegłym roku wyjątkowo późno, wymroziły kwiaty, a w efekcie owoców było znacznie mniej niż zwykle. – Szacujemy, że ogólnopolskie straty związane z pogodą sięgnęły w zeszłym roku nawet 50 proc. produkcji – mówi ekspert.

- Nie za bardzo mamy jak się chronić przez takimi gwałtownymi zmianami pogody. Sady są pod chmurką, więc jesteśmy uzależnieni do jej kaprysów – wyjaśnia.

Są systemy, które umożliwiają ograniczenie strat spowodowanych przymrozkami. Jednak ich zastosowanie jest bardzo drogie, co powoduje, że ceny jabłek mogłyby skoczyć do poziomów nieakceptowanych przez przeciętnego Polaka. – Dość powiedzieć, że taki zabieg, który stosuje się przeciw przymrozkom, wymaga około 40 tysięcy litrów wody na hektar. Na godzinę. A takie zraszanie zaczynamy około godziny 19 i to trwa do około godz. 11. To pokazuje, jaka jest skala kosztów – zauważa.

Polska jest największym w Europie i jednym z trzech największych na świecie producentów jabłek. Rocznie nasz kraj produkuje ponad 3 mln ton tych owoców. W 2013 r, czyli ostatnim przed wprowadzeniem rosyjskiego embarga, produkcja wynosiła 3,6 mln ton. - Jeżeli nie będzie przymrozków spodziewamy się w tym roku ponad 4 mln ton – zapowiada Maciej Majewski.

Autor: 
Agata Kalińska/FOT. BOGDAN SARWINSKI/ EASTNEWS
Źródło: 

money

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama