Bunt w ursynowskiej podstawówce. "Tato, czemu pani dyrektor kłamie?"

Reklama

pt., 03/09/2018 - 07:56 -- zzz

Podstawówka przy Hirszfelda jest w ostatnich miesiącach najbardziej medialną szkołą w Polsce. Dziennikarze opisują zalety nauczania bez prac domowych. Problem w tym, że to obraz jednostronny. - Prace domowe są zadawane, a eksperyment "Budząca się szkoła" spowodował, że nasze dzieci uczą się nie w szkole, a na korepetycjach - mówią nam rodzice.

 

 

O programie "Budząca się szkoła" wdrażanym w ursynowskiej podstawówce wie już cała Polska. Zamiast czerwonego tuszu z zaznaczonymi błędami na kartkówce - tusz zielony, podkreślający to co dobre. Zamiast prac domowych - zespołowa praca na lekcjach w postaci tzw. projektów. Przynajmniej w teorii.

Z materiałów dziennikarskich, które ukazały się niemal we wszystkich ogólnopolskich mediach wynika, że w Szkole Podstawowej nr 323 dokonała się prawdziwa rewolucja, z której wszyscy bez wyjątku - od dyrekcji, przez nauczycieli, po uczniów i rodziców - są zadowoleni. Nic bardziej mylnego. 

„Tato, dlaczego pani dyrektor kłamie?”

Do naszej redakcji zgłosili się rodzice, którzy chcą opowiedzieć o ciemniejszej stronie rewolucji pedagogicznej, która trwa w ich podstawówce. Zaznaczając, że nie są przeciwni zmianom w systemie oświaty, ale przeciwko fatalnemu - ich zdaniem - sposobowi realizacji programu w szkole przy Hirszfelda.

Innowację pedagogiczną wprowadzono testowo już w roku szkolnym 2015/2016. Za zgodą Rady Rodziców i przy pozytywnej opinii Rady Szkoły.

- Na zebraniu w tej sprawie była "agitka". Przez 1,5 godziny przekonywano nas, że program poprawi jakość uczenia, że nasze dzieci będą szczęśliwe i zadowolone - opowiada jedna z matek.

Szybko okazało się, że w ankiecie nie wszyscy podzielają zdanie dyrekcji. Mimo to, program został wdrożony pilotażowo na 2 miesiące z wyłączeniem lekcji matematyki. Zresztą na żądanie rodziców. We wrześniu 2016 r. eksperyment przedłużono.

To w tym roku szkolnym atmosfera się bardzo zmieniła - mówią rodzice, z którymi rozmawialiśmy. -Jest coraz większe niezadowolenie z realizacji programu. Wygląda na to, że wszystko wymknęło się spod kontroli mówi ojciec 10-letniej uczennicy.

Ostatnio jego córka, widząc w telewizyjnych wiadomościach kolejny wywiad z dyrektorką szkoły Wiolettą Krzyżanowską na temat braku prac domowych, zapytała go: "Tato, dlaczego pani dyrektor kłamie?".

 

 

Bo jak mówią rodzice - to nieprawda, że w szkole nie ma prac domowych. One były i są, nauczyciele wciąż je muszą zadawać, choć w zmienionej formie. W starszych klasach nie dałoby się zrealizować podstawy programowej.

- Znam przypadki, że dzieci z 4 klasy od początku roku mają korepetycje z matematyki - mówi matka. - Widzę u dziecka spadek koncentracji. Wcześniej córka paliła się do nauki, dziś ciągnie ją do telefonu. Twierdzi, że nic nie musi, a nauczyciele i tak niczego nie sprawdzają, bo przecież zmiany polegają na pokazywaniu pozytywów, a nie negatywów.

Zajrzałam do ćwiczeń dziecka. A tam pustki! Nawet zadane prace domowe nie są sprawdzane przez nauczycieli. Dziecko poinformowało mnie, że pani dyrektor mówi im, że nieważne jaką dostaną ocenę, trójka też jest dobra - mówi kobieta.

"Gdy nadchodzi sprawdzian, dziecko wpada w panikę"

Matka trzecioklasisty: - Otwieram zeszyt i widzę same litery, ale w lustrzanym odbiciu (błędnie zapisane). Okazało się, że dziecko nie umie ich napisać poprawnie. Nikt tego nie sprawdza, nie wskazuje dzieciom błędów, choć one same chcą wiedzieć co robią źle.

Inny rodzic dodaje: - Gdy nadchodzi sprawdzian, moje dziecko wpada w panikę, w amok, strasznie się stresuje, wiedząc, że nic nie umie. Siadamy wtedy i razem na nowo się uczymy - opowiada matka czwartoklasistki.

Zdaniem coraz większej grupy rodziców, niezadowolonych z tego co dzieje się w szkole, rewolucją zniechęceni są także pedagodzy. Zwłaszcza ci nowi, którym nie do końca tłumaczy się ideę "Budzącej się szkoły".

- Nauczyciele są zdezorientowani i sceptyczni, ale się nie odzywają, bo się boją. Tracą wśród dzieci autorytet, bo na każdą próbę zadania prac domowych dzieci krzyczą, że "pani dyrektor nie każe zadawać" - opowiada matka. - Nie wiem już, czy chodzi o dobro dzieci, czy o ambicje pani dyrektor? dodaje.

 

 

Rodzice podkreślają, że nie są przeciwni zmianom, także tym już wprowadzonym. - Ale one muszą być robione mądrze! W naszej szkole nie ma liderów projektu, nikt nie rozlicza się z jego realizacji. My nie wiemy po co to jest wprowadzane i czy nasze dzieci będą lepiej wykształcone! - skarży się ojciec 6-klasistki. Brakuje podsumowań, ewaluacji, rzetelnego spojrzenia na skutki, oraz korekt.

A rankingi szkół podstawowych na Ursynowie z ostatnich dwóch lat pokazują, że w SP 323 wyniki pikują. Szkoła była niegdyś w trójce najlepszych placówek, dziś ciągnie się w ogonie. To niepokoi rodziców.

- To jest eksperyment na naszych dzieciach. Co z tego, że u nas będzie fajnie i miło, jak uczniowie, którzy opuszczą mury szkoły będą musieli się zderzyć z rzeczywistością i konkurencją? Czy oni dostaną się do dobrego liceum? - zastanawiają się rodzice.

 

Prace domowe wysyłane mailem. W konspiracji

W październiku zaniepokojeni rodzice poszli na rozmowę do dyrektor Szkoły Podstawowej nr 323 - Wioletty Krzyżanowskiej. Jak mówią, nie usłyszeli czy ktoś podsumuje dotychczasowe osiągnięcia programu, czy będzie ewaluacja - porównanie tego co było z tym, co jest.

- Na nasze merytoryczne uwagi dyrektorka odpowiadała arogancko. Usłyszeliśmy, że jesteśmy przeciwni dobrym zmianom i że jesteśmy tymi "złymi" - mówi matka dziecka z SP 323.

Do rozmowy o efektach programu początkowo nie udawało się nam namówić nauczycieli. Żaden z tych, których zapytaliśmy o zdanie nie chwalił zmian, od razu odmawiał rozmowy na ten temat. Po kilku dniach w naszej redakcji pojawiła się grupka nauczycieli, która odważyła się mówić.

- W większym gronie pani dyrektor oświadczyła: „Zróbmy jakiś chwytliwy pomysł, który spodoba się rodzicom. Później nacisk przeszedł z zadowalania rodziców na zadowalanie mediów - mówi nauczycielka Anna.

Nauczyciele opowiadają o braku spotkań na których omawiano by eksperyment, o ucinaniu rozmowy, gdy ktoś ma wątpliwości. A nawet karaniu - gdy nie realizuje się pomysłu dyrektorki.

Doszło nawet do tego, że na prośbę wszystkich rodziców w klasie, wysyłałam mailem zadania domowe dla dzieci, ale tak, aby pani dyrektor się nie dowiedziała. Pełna konspiracja!

mówi Anna.

Szkoła przestawiła się na realizację projektów, kosztem np. ćwiczeń w pisaniu literek.

- I super. Tylko ta metoda - jak wynika z badań Instytutu Badań Edukacyjnych - jest dobra dla dzieci dobrych w nauce, a nie dla tych słabszych. Dla pani dyrektor liczyły się plakaty o projektach rozwieszone w całej szkole - mówi Klaudia.

Pozorowaną oceną programu była ankieta przeprowadzona wśród nauczycieli, ale jak mówią nasi rozmówcy, na życzenie dyrektorki była imienna, a więc nikt nie pisał szczerze.

- Nigdy nie usłyszałam, że to będzie lepsze dla dzieci. Miały być 2 miesiące pilotażu, ostatecznie nie było ewaluacji, badania naukowego odpowiadającego na pytanie: „Co to dało?”.

- My byłyśmy za tymi zmianami, a teraz jesteśmy przeciwne, bo to oszustwo i zwykła propaganda - kończą nauczycielki.

Pracownicy szkoły zarzucają też dyrektorce, że w SP 323 nie ma warunków do wprowadzenia tak odważnego programu zmian. Brakuje komputerów, rzutników, tablic interaktywnych. Klasy są przepełnione.

 

 

Ze szkoły w ubiegłym roku odeszło około 15 osób, odchodzą następni pedagodzy. Narzekają na atmosferę zastraszania, a wręcz mobbing. 

- Jesteśmy przemęczeni liczbą rad pedagogicznych, w szkole panuje atmosfera wiecznego strachu, reprymendy są na porządku dziennym i to za nic - mówi nam Marlena.

Dyrektorka miała też oczekiwać od grona pedagogicznego kosztownych prezentów na różne okazje - imieniny, urodziny, dzień nauczyciela. W dodatku zapisywano kto się złożył, a kto nie.

"Atmosfera coraz bardziej fatalna"

Odpowiedź na pytanie czy ursynowska szkoła "obudziła się", znajdujemy w ostatniej ankiecie przeprowadzonej wśród rodziców. Ok. 200 osób jest za projektem, ponad 400 jest przeciw, albo ma do niego poważne uwagi.

- Atmosfera robi się fatalna. Ostatnio usłyszeliśmy, że "kłamiemy". Pani dyrektor twierdzi, że nauczyciele nie rozumieją, albo sabotują program - mówi rodzic. Rada Rodziców odrzuciła propozycję dyrekcji, by wpisać realizację programu "Budząca się szkoła" do statutu placówki.

Wioletta Krzyżanowska - dyrektorka podstawówki przy Hirszfelda broni programu wdrażanego przez nią w szkole.

 

W obszernych wyjaśnieniach jakie wysłała do naszej redakcji przekonuje, że w placówce dokonuje się prawdziwie pozytywna rewolucja, która kończy z edukacją w stylu pruskim, gdzie „panem i władcą” był nauczyciel.

„Budząca się szkoła” ma za zadanie: stworzyć edukację w nowym stylu, zmienić rolę nauczyciela z wykładowcy na koordynatora pracy ucznia, dać uczniowi umiejętności uczenia się i kreowania swojej przyszłości, zmienić aranżację przestrzeni nauczania, aby nastąpiła komunikacja między uczniami. Czyli same pozytywy.

Krzyżanowska zaprzecza, by nie tłumaczyła i nie spotykała się z rodzicami i nauczycielami w sprawie projektu.

- Podczas spotkania 23 listopada 2017 r. dyrektor szkoły omówiła główne założenia „Budzącej się szkoły”. Rodzice mieli możliwość wypowiedzenia swojego zdania na temat projektu - mówi Krzyżanowska. I dodaje, że nieprawdą jest, że nie dopuszcza negatywnych opinii na temat projektu.

Jej zdaniem, rodzice i nauczyciele „nie zgłaszają zastrzeżeń”, np. do metody zielonego ołówka. A prace domowe rzeczywiście są zadawane, ale tylko przez tych nauczycieli, którzy zawarli taką umowę z rodzicami. Na chwilę obecną, w różnej postaci zadania zadaje ponad połowa pedagogów.

Ankiety w sprawie programu miały być anonimowe, a wypełniło je zaledwie 50 rodziców. Wyniki ostatnich egzaminów szóstoklasisty nie obejmowały uczniów biorących udział w eksperymencie, ale średnia ocen na koniec roku podskoczyła z 4,59 na 4,69.

Krzyżanowska za bardzo krzywdzące uznaje zarzuty o przedmiotowym traktowaniu nauczycieli. Zaprzecza też, że oczekuje od pracowników prezentów. - Nie mam żadnej markowej torebki - odpowiada naszemu dziennikarzowi.

 

 

Co na to dzielnica i kuratorium?

Rozpoczęcie innowacji w szkole jest możliwe po spełnieniu kilku warunków - m.in. zapewnieniu przez dyrekcję odpowiednich warunków kadrowych i organizacyjnych. 

- Wprowadzenie programu w szkole przy Hirszfelda nie wiązało się z przeznaczeniem przez dzielnicę dodatkowych środków finansowych - odpowiada na nasze pytania Joanna Sienicka z Wydziału Oświaty i Wychowania w dzielnicy Ursynów.

A więc urzędu nie interesuje to, co dzieje się z uczniami po rozpoczęciu "Budzącej się Szkoły". Całą odpowiedzialność za eksperyment ponosi dyrektorka, a w kwestiach programowych - Kuratorium Oświaty. Na wniosek niezadowolonych rodziców, przedstawiciele dzielnicy w grudniu spotkali się z nimi i obiecali rozmowę z dyrektorką.

Zapytaliśmy Kuratorium Oświaty w Warszawie, czy zmiany wprowadzone w SP 323 są ocenianie i monitorowane.

- Kuratorium nie przeprowadza kontroli lub ewaluacji innowacji - odpowiedział rzecznik Andrzej Kulmatycki. Dodaje, że w sprawie podstawówki do urzędników dotarła tylko jedna anonimowa informacja, pozostawiona bez wyjaśnienia.

Niedawno w odpowiedzi na skargi rodziców, dyrektor Wioletta Krzyżanowska zorganizowała kolejną ankietę, którą mogli wypełnić rodzice i uczniowie.

Ankiety były z określoną tezą, a pytania typu: "Czy chciałbyś aby Twoje dziecko było szcześliwe?" - mówi jeden z rodziców. - Moim zdaniem była to zasłona dymna ze strony pani dyrektor. "Jak to jest źle? Przecież ankiety pokazują, że wszystko jest ok! komentuje.

 

 

Konflikt narasta, choć w szkole są też rodzice zadowoleni z funkcjonowania programu "Budząca się szkoła". Żaden z nich nie chce się wypowiadać pod nazwiskiem. 

- W naszej klasie pozytywnie oceniamy ten eksperyment. Dzieci uczą się inaczej niż my rodzice, ale wszystko musi iść z duchem czasu . Mnie to odpowiada. O zarzutach innych nie słyszałam - mówi matka dziecka z czwartej klasy.

Tymczasem ze szkoły odeszli kolejni nauczyciele. Dyrektorka nie łączy zwolnień z realizacją programu, uważa to za... naturalny ruch kadrowy.

Autor: 
sk
Źródło: 

haloursynow.pl

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama