UNIA EUROPEJSKA CHCE CENZUROWAĆ INTERNET. PROTESTY W CAŁEJ POLSCE

Reklama

sob., 06/30/2018 - 18:18 -- zzz

Przed przedstawicielstwem Komisji Europejskiej w Polsce doszło do protestu przeciwko wprowadzeniu przez KE dyrektywy o ochronie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym, określany mianem "ACTA 2.0".

Zebrani mieli transparenty i kartki z hasłami: "#StopACTA2.0", "Ratujmy memy", "Cenzura to bzdura, #Stop Acta 2.0", "Treść tego banera została zablokowana". Niektórzy mieli na twarzach maski Guya Fawkesa, symbolizujące międzynarodową grupę hakerów internetowych Anonymous. Słychać było m.in. hasła: "Szybki internet, wolna informacja", "Kto nie skacze, ten za ACTA hop, hop, hop", "Wolny internet".

Manifestację zorganizowało Stowarzyszenie "Stop ACTA 2.0", które w piątek i sobotę zapowiedziało 17 podobnych protestów w całym kraju. Demonstrację w Warszawie wsparli m.in. lider partii "Wolność" Janusz Korwin Mikke, działacz społeczny Jan Śpiewak, politycy Kukiz`15, działacze Partii Zieloni i Polskiej Partii Piratów.

Przed przedstawicielstwem KE protest przeciwko cenzurze internetu

Przed przedstawicielstwem KE protest przeciwko cenzurze internetu

Maciek Jaźwiecki / Agencja Gazeta

- Jako stowarzyszenie "Stop Acta 2.0" sprzeciwiamy się dyrektywie, ponieważ drogi jest nam internet w takiej postaci, w jakiej jest obecnie, czyli jako medium, które umożliwia ludziom przekazywanie wolnych informacji. Wolne społeczeństwo to wolny przepływ informacji - powiedział przed rozpoczęciem protestu Janusz Kunowski ze stowarzyszenia "Stop Acta 2.0+".

Przed przedstawicielstwem KE protest przeciwko cenzurze internetu

Przed przedstawicielstwem KE protest przeciwko cenzurze internetu

Maciek Jaźwiecki / Agencja Gazeta

Podkreślił, że przeciwnikom dyrektywy nie podobają się dwa jej punkty - 11. i 13. Dodał, że art. 11. "mówi ogólnie o rozszerzeniu praw pokrewnych o publikacje prasowe. Intencją ludzi, którzy lobbują za tym punktem, czyli dużych wydawnictw, jest to, że według nich tracą zyski dlatego, że użytkownicy nie wchodzą na stronę główną ich portali, tylko klikają na linki w innych serwisach. Moim zdaniem ci ludzie są z poprzedniej epoki i nie rozumieją internetu" - powiedział.

Przed przedstawicielstwem KE protest przeciwko cenzurze internetu

Maciek Jaźwiecki / Agencja Gazeta

Z kolei punkt 13. dyrektywy nakłada - jego zdaniem - na duże serwisy, umożliwiające przechowywanie treści, które mogą być chronione prawem autorskim, obowiązek cenzury przed opublikowaniem. - De facto wprowadzi to konieczność wprowadzenia bardzo skomplikowanych algorytmów, które - jak pokazuje doświadczenie - niekoniecznie się sprawdzają, ponieważ wskazują jako plagiaty rzeczy, które tak naprawdę plagiatami nie są - podkreślił.

Wolny internet jest zagrożony. Komisja Europejska jest o krok od wprowadzenia podatku, który podporządkuje rynek informacji największym wydawcom treści. Jeszcze nie jest za późno, by zaprotestować.

Po raz kolejny wolność internetu jest zagrożona, a sprawa jest bardzo poważna. Unia Europejska chce wprowadzić cenzurę w sieci w postaci automatów cenzurujących publikowane treści oraz, równolegle, podatek od linkowania, który stanowi cios wymierzony w niewielkie media i jest rozwiązaniem, które poniosło spektakularną klęskę w dwóch europejskich krajach.

Za wprowadzeniem wielce kontrowersyjnych zmian opowiada się aż 22 z 28 krajów, w tym Polska. Przedstawiciele naszego kraju w pełni popierają wprowadzenie automatów cenzurujących i ma sceptyczne podejście do płatnego linkowania. Zamieszanie w całej tej sprawie jest tym większe, że głosowanie odbędzie się zarówno w Parlamencie Europejskim, jak i Radzie Europejskiej. Aby projekt został przyjęty musi otrzymać ponad 50% głosów w obu tych organach unijnych. Nadzieja tkwi w tym, że głosy w Parlamencie Europejskim są mocno podzielone i wywierając nacisk na przedstawicieli krajów w PE możemy wpłynąć na dalszy los internetu w Unii Europejskiej

.cenzura internetu podatek od linkowania

Czego powinniśmy się obawiać? Cóż, to tak naprawdę powrót ACTA, przeciwko któremu protestowali wszyscy. Teraz... nie protestuje w zasadzie nikt.

Zakaz linkowania

Kontrowersje wywołuje brzmienie dwóch artykułów prawa, które ma za zadanie, przynajmniej w teorii, chronić własność intelektualną i przyczynić się do utworzenia Jednolitego Rynku Cyfrowego. Artykuł 11 mówi o podatku od linkowania, który tak naprawdę... podatkiem nie jest. Przepisy zakładają, że wydawcy będą mogli pobierać opłaty nawet za krótkie fragmenty utworów wykorzystywane przez wyszukiwarki, agregatory wiadomości, a nawet... portale społecznościowe. Niektórzy wydawcy dążą do tego, aby za umieszczane w tych miejscach treści należały się im określone pieniądze. Absurd? Historia pokazuje, że tak.

Warto przypomnieć, że podatek od linkowania przyjęto w 2013 roku w Niemczech, gdzie zupełnie się on nie sprawdził. Na mocy ustanowionego prawa, wyszukiwarki odprowadzać powinny opłaty licencyjne za wykorzystywanie fragmentów tekstów dłuższych "niż pojedyncze słowa lub krótkie fragmenty tekstów". Google w reakcji nie tylko nie zapłaciło, ale ograniczyło widoczność treści wydawców, którzy w nadziei na łatwy zarobek wystosowali przeciwko gigantowi pozew zbiorowy. Jednym z pozywających była firma Axel Springer, która nie tylko wycofała się szybko z pozwu, ale udzieliła darmowej licencji na treści.

Podobne prawo przyjęto w Hiszpanii. Skutek? Google zamknęło usługę Google News, przeciwko czemu głosowali... wydawcy, oburzeni postawą giganta. Ci uważali, że Google nie ma prawa usunąć usługi z rynku i powinno im płacić za udostępniane tam treści. Skutek? Strata hiszpańskich wydawców.

Skąd nazwa "zakaz linkowania"? Cóż, niemal każdy adres linku zawiera opis zawartości strony - udostępnienie go w takiej postaci będzie mogło wiązać się z koniecznością poniesienia opłaty. Jedynym rozwiązaniem dla udostępniania informacji w tej postaci byłoby wykupowanie licencji na treści wydawców, na przykład przez serwisy społecznościowe, co znacząco osłabiłoby pozycję niewielkich serwisów.

Jeśli prawo zostanie wprowadzone, korekty wymagały będą przepisy prawa związane z prawem cytatu, które znajdują się na ewidentnym kursie kolizyjnym z proponowanymi zmianami.

Automaty cenzurujące internet

Artykuł 13 dyrektywy mówi wprost o cenzurze internetu. Jego brzmienie zakłada stworzenie automatów cenzurujących, które sprawdzałyby wszystkie treści umieszczane w sieci przez internautów jeszcze przed publikacją. Doprowadzi to do faktycznego zakazu udostępniania piosenek z YouTube, tworzonych memów, bazujących na popularnych obrazkach i zakazania wrzucania do sieci wielu innych treści, którymi na co dzień żyje internet. Tutaj również praktyka pokazuje, że takie automaty działają fatalnie. Przykładów daleko szukać nie trzeba, ot, YouTube.

O tym, co nam grozi po wprowadzenie artykułu 13 dowiemy się między innymi od inicjatorów akcji changecopyright.org, którzy nakłaniają internautów do protestowania przeciwko proponowanym zmianiom:

"Ten wniosek oznacza całkowitą eliminację zrównoważonego prawa autorskiego, czyniąc wszystkie otwarte serwisy odpowiedzialnymi za działania ich użytkowników i wymuszając konkretny model biznesowy (tzn. licencjonowanie), a także narzucając przymusowe filtry, bez oferowania zabezpieczenia dla wyjątków od prawa autorskiego ani dla praw użytkowników.

Środki te w praktyce wymagałyby monitorowania i filtrowania wszystkiego, co obywatele europejscy przesyłają do usług udostępniania treści, począwszy od serwisów społecznościowych (takich jak Twitter i Facebook), przez serwisy dla twórców (jak YouTube, DeviantArt, SoundCloud i Tumblr), witryny informacyjne (jak np. Wikipedia i Internet Archive), a skończywszy na repozytoriach oprogramowania open source (takich jak GitHub). Odpowiedzialność za ocenę naruszeń praw autorskich i wprowadzania w życie za nie kar spadłaby na dostawców usług. Zarówno duże, jak i małe firmy ponosiłyby odpowiedzialność za treści używane i udostępniane przez ich użytkowników."

Co zrobić, jak protestować, jak zgłębić swoją wiedzę na temat proponowanych zmian?

O prawa internautów w Unii Europejskiej walczy m.in. Julia Reda z niemieckiej Partii Piratów. Na jej stronie internetowej można śledzić na bieżąco postęp dyskusji i prac nad dyrektywą.

Co możemy zrobić jako Polacy i jako internauci, aby przeciwstawić się cenzurze internetu? Kontaktować się z europosłankami i europosłami i przekazać swoje obawy na temat nowego prawa. Dzięki temu możemy wpłynąć na to, jak zagłosują oni w Parlamencie Europejskim. Zachęcają do tego między innymi twórcy akcji Change Copyright na swojej stronie.

Można także udać się na stronę Save Your Internet, gdzie po wypełnieniu wniosku można skontaktować się z przedstawicielami MEP z całej Europy i wyrazić swój sprzeciw. Treść zostanie wygenerowana automatycznie, choć możemy go wpisać także swoimi słowami. To kolejny ze sposobów wywarcia presji na polityków.

Pełny tekst omawianej dyrektywy znajdziecie w serwisie EUR-LEX.europa.eu.

Głosowanie w Komisji Prawnej Parlamentu Europejskiego nad dyrektywą o prawach autorskich i jednolitym rynku cyfrowym zaplanowano na 20/21 czerwca.

Autor: 
Z.B.
Źródło: 

plportal.pl

video: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama