NIEMIECCY EKOTERRORYŚCI PRZEGRALI W POLSKIM SĄDZIE

Reklama

„Niemieccy ekoterroryści” – takimi słowami polski hodowca zwierząt futerkowych określił działania członka niemieckiej organizacji prozwierzęcej Soko Tierschutz. Aktywiści domagali się przeprosin, ale to nie im sąd przyznał rację.

Ekowłamywacze i zielony wandalizm

W czerwcu 2014 roku w Granowcu w województwie wielkopolskim miało miejsce włamanie na fermę norek, w wyniku którego doszło do zniszczenia mienia i spowodowania strat w wysokości kilkuset tysięcy złotych. Za całą sprawą – jak wynika z relacji świadków – stał członek niemieckiej organizacji „ekologicznej” Soko Tierschutz, której aktywiści – w obecności dziennikarzy „Die Welt” – zdemolowali ogrodzenie gospodarstwa i wypuścili zwierzęta na zewnątrz, faktycznie skazując je na śmierć (norka utrzymywana w warunkach gospodarskich nie potrafi przeżyć w warunkach dzikich).

– Nie wiedzieliśmy kto to. Od razu wezwaliśmy policję, próbowaliśmy złapać tych ludzi. Po krótkim pościgu zostali zatrzymani poza fermą. Byli świetnie przygotowani. W pobliżu czekały na nich samochody. Po zatrzymaniu okazało się, że włamywacze to obywatele Niemiec, którzy są członkami zorganizowanej grupy oraz dziennikarze niemieckiej gazety

– relacjonował zaraz po zajściu właściciel fermy.

Informacje te potwierdził st. asp. Artur Kurczaba – oficer prasowy Komendanta Powiatowego Policji w Ostrowie Wielkopolskim.

– Mieliśmy zgłoszenie o włamaniu na fermę norek. Interweniujący policjanci ustalili, że wśród legitymowanych są dziennikarze (kobieta i mężczyzna) z niemieckiej gazety „Die Welt”. Chcieli rozmawiać z właścicielem fermy, który nie chciał wpuścić ich do środka. Interwencja została przeprowadzona bez użycia siły. Napastnicy zostali wylegitymowani i pouczeni.

Mimo relacji świadków zdarzenia i właściciela fermy w Granowcu, prokuratura umorzyła powstępowanie w tej sprawie z powodu braku dowodów jednoznacznie stwierdzających winę.

Słowa prawdy, a potem proces…

W kilka dni po zdarzeniu z Granowca na stronach serwisu wGospodarce.pl pojawiła się rozmowa ze Szczepanem Wójcikiem – prezesem Fundacji Wsparcia Rolnika Polska Ziemia – w której określił on działania Marcusa Müllera – członka Soko Tierschutz – mianem „ekoterroryzmu”. Niedługo potem sprawa trafiła do sądu, ponieważ Niemcy uznali to określenie za niestosowne, domagając się jednocześnie przeprosin od autora wypowiedzianej frazy.

Po trwającym dwa lata procesie, we wtorek 19 września 2017 roku Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł o bezzasadności żądań Soko Tierschutz, przyznając tym samym rację Szczepanowi Wójcikowi.

Fałszywe dokumenty i nieistniejący pseudoekolog

Określenie „ekoterrorysta” użyte zostało podczas wywiadu – co na rozprawie niejednokrotnie podkreślał Wójcik – wyłącznie wobec Marcusa Müllera. Problem polega na tym, że mężczyzna, który został wylegitymowany w Granowcu, naprawdę nazywa się Friedrich Mülln i jako taki figuruje w dokumentacji Soko Tierschutz.

Zamieszanie powstało w wyniku szeroko zakrojonych działań rzekomego Marcusa Müllera, który podobnych występków dopuszczał się w wielu krajach Europy – szczególnie na Węgrzech, niejako sankcjonując istnienie fikcyjnej postaci, której sfabrykowanymi danymi bezkarnie się posługiwał. Podobnie było zresztą podczas zatrzymania w Granowcu, ponieważ w policyjnych protokołach znalazło się właśnie owo fikcyjne nazwisko niemieckiego aktywisty.

Podczas zatrzymania i rozprawy Müller vel. Mülln utrzymywał, że celem przyjazdu do Granowca nie było dokonanie włamania. Policjanci, podczas przeszukania samochodu „ekologów” znaleźli jednak drabinę, odzież maskującą czy noktowizory.

Ekosojusz przeciw Polce, czyli sprawa Otwartych Klatek

Na krótko przed zakończeniem procesu sprawę włamania na fermę norek w Granowcu poruszył lewicowy portal oko.press, który w artykule Wymyślona historia o ekoterrorystach podbiła prawicowe media, napisanym piórem Julii Daukszy, jednoznacznie opowiedział się po stronie Niemców z Soko Tierschutz.

Pikanterii tej sytuacji dodaje fakt, że Julia Dauksza – autorka tekstu – jest jedną z założycielek Stowarzyszenia Otwarte Klatki, które za cel obrało sobie walkę z polskimi hodowlami zwierząt futerkowych i które niezwykle blisko współpracuje z… Soko Tierschutz.

Sprawa ma jednak drugie dno i nie kończy się na zwykłym medialnym wsparciu. Na nagraniu z ukrytej kamery Dobrosława Gogłoza – prezes Otwartych Klatek – przyznaje się, że jej organizacja ma wspólny cel z firmami utylizacyjnymi, którym jest zniszczenie w Polsce branży futrzarskiej.

Zwierzęta futerkowe żywią się pozostałościami z produkcji zwierzęcej i przetwórstwa rybnego o wartości ponad 0,5 mld zł rocznie. Pełnią zatem rolę naturalnego utylizatora, który w naszym kraju pozbywa się rokrocznie ponad 750 tys. ton odpadów poubojowych. Proekologiczna funkcja zwierząt futerkowych nie jest jednak na rękę firmom utylizacyjnym, które dążą do jak najszerszego wprowadzenia konwencjonalnego pozbywania się odpadu, czyli nieekologicznej metody spalania tychże. Sytuację można by poczytać za zwykłą nieczystą grę rynkową, gdyby nie fakt, że „polski przemysł utylizacyjny” polski jest tylko z nazwy – 85% naszego rynku opanowane jest przez firmy z… niemieckim kapitałem. Tu koło się zamyka.

Likwidacja hodowli zwierząt futerkowych w Polsce jest zatem na rękę utylizatorom (niemieckim), Soko Tierschutz (niemieckiej organizacji) i Otwartym Klatkom (polskiej organizacji wspierającej działania Niemców). Szkoda tylko, że wciąż zagrożone jest przeszło 50 tys. miejsc pracy, których pozbawieni zostaną ludzie w przypadku zniszczenia branży futrzarskiej. Szkoda, że ucierpieć może polski budżet, wskaźniki eksportu czy mieszkańcy wsi.

Kto przejmuje się losami jednej z najbardziej spolonizowanych branż naszego rolnictwa (98% hodowli zwierząt futerkowych w naszym kraju należy do Polaków!)? Na pewno nie ekolodzy, coraz zuchwalej poczynający sobie w Polsce, znani z pobić, włamań czy nawet konstruowania ładunków wybuchowych. Pierwszy krok w stronę normalności zrobił Sąd Okręgowy, niejako sankcjonując istnienie w Polsce pojęcia ekoterroryzmu.

– Mam nadzieję, że ten proces otworzy oczy wielu osobom, które dotąd nie dostrzegały zjawisk ekoterroryzmu, pseudoekologii czy ekowandalizmu i które przegapiły moment, w którym aktywiści posługujący się tą szkodliwą ideologią pojawili się w Polsce. My, hodowcy, swoją ciężką pracą przyczyniamy się do umacniania rodzimej gospodarki, dając ludziom miejsca pracy i czyniąc polskie rolnictwo rozpoznawalnym i cenionym na światowych rynkach. Ludzie szumnie nazywający siebie ekologami chcą to wszystko zniweczyć, w zamian fundując nam wrogie przejęcie. Sytuacja z Granowca to tylko jedna z wielu podobnych. Tam, gdzie zaczynamy liczyć się na świecie, pojawiają się organizacje „eko”. Tak było w przypadku produkcji jaj czy hodowli gęsi. Teraz taki problem ma branża futrzarska, która – gdyby została zlikwidowana – przeszłaby w ręce Rosjan, Finów, Ukraińców czy… Niemców – konkluduje Szczepan Wójcik, który wygrał w sądzie proces przeciwko niemieckim „ekologom”.

Autor: 
---
Źródło: 

prostozmostu

Komentarze

Wysłane przez Kerka (niezweryfikowany) w
I bardzo dobrze! Polacy nie dajmy się zastraszyć!

Wysłane przez Daria (niezweryfikowany) w
W sumie szkoda zwierząt, ale z drugiej strony jak zamkną w Polsce to się przeniosą do krajów trzeciego świata i tam to dopiero będą zwierzęta cierpieć. :( Jak już i tak mają być te fermy to niech lepiej są w Polsce gdzie zwierzęta są humanitarnie traktowane i usypiane bezboleśnie.

Wysłane przez Sercia (niezweryfikowany) w
Jasne. Zakażcie wszystkiego. Po co mamy cokolwiek produkować. Niech robią to Chiny. Po co mamy cokolwiek zarabiać, niech zarabiają Chiny. Po co mamy jeść, niech w dobrobycie rosną Chiny.

Wysłane przez Wojtek (niezweryfikowany) w
Jak można chcieć zamknięcia tak dobrze rozwijającej się branży rolnictwa. Przecież Polska to kraj typowo rolny, więc polscy rolnicy i hodowcy powinni być wspierani

Wysłane przez Ada (niezweryfikowany) w
A ja nie rozumiem tej całej mody eko na jedzenie wege i chodzenie w plastikach, a poza tym tak widać tacy niby ekolodzy to tak naprawdę wandale i przestpcy

Wysłane przez Paweł (niezweryfikowany) w
Natestępnym krokiem powinna być ustawa ograniczająca prawa takich niby ekologicznych organizacji. Przecież oni dopuszczją się łamania prawa

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama