Mateusz Morawiecki - lobbysta bankierów jest przeciwny polskiej kryptowalucie dPLN

Reklama

Projekt Digital PLN, czyli dPLN, nie zostanie wstrzymany, ale utrata patronatu Ministerstwa Cyfryzacji opóźni emisję kryptowaluty opartej na złotym. Zdaniem prof. Krzysztofa Piecha, kierownika PATB, na decyzji resortu najbardziej straci na tym wizerunek kraju, bo to pionierski projekt na skalę światową.

Lobby bankowe, na którego czele stoi obecny premier Mateusz Morawiecki będzie utrudniał wprowadzenie kryptowaluty. Człowiek o mentalności homosovieticus, nie chce zrozumieć, że nowe technologie to wielka szansa dla polskiej gospodarki, a wprowadzenie polskiej krypowaluty uniezależniłoby Polskę od światowej machiny finansowej opartej na dodrukowywaniu pieniędzy - czyli zaplanowanym oszustwem na szkodę obywateli.

Przypomnijmy postać obecnego premiera Mateusza Morawieckiego:

Mateusz Morawiecki przez 8 lat był prezesem zarządu Banku Zachodniego WBK, w którym zarobił kilkanaście milionów. W ten właśnie sposób zagraniczne banki nagradzały posłusznych polskich prezesów za wciskanie Polakom toksycznych kredytów we frankach szwajcarskich i wątpliwych ubezpieczeń od utraty pracy.

Ponadto to on miał przekonać Kaczyńskiego do odpuszczenia pomocy rządu dla frankowiczów, którzy – jak powiedział sam Kaczyński – powinni sobie radzić sami w sądach.

Po tych słowach prezesa PiS akcje banków skoczyły w górę, na czym sam Morawiecki mógł sporo zarobić.

- Samo tworzenie narodowej kryptowaluty jest niezwykle pozytywnie odbierane za granicą, m.in. w Stanach Zjednoczonych czy w Wielkiej Brytanii. To jest pionierski projekt na skalę światową. Jesteśmy więc postrzegani jako kraj coraz bardziej postępowy, zaawansowany technologicznie i otwarty na innowacje. Dzięki temu np. nasi rodacy mogą zacząć myśleć o powrocie z emigracji. Z ekonomicznego punktu widzenia, na późniejszym wprowadzeniu kryptozłotówki stracą wszyscy Polacy - przewiduje prof. Piech.

Pieniądz elektroniczny jest bardzo drogi w utrzymaniu, bo wymaga olbrzymich nakładów finansowych ze strony banków centralnych i komercyjnych. Chroni go wiele systemów technologicznych i prawnych. Tysiące informatyków pracują nad jego zabezpieczeniem. Kryptowaluty są bardziej efektywne, ponieważ samo ich funkcjonowanie nie jest uzależnione od pracy tak wielu osób. A to wynika bezpośrednio z tego, że są lepiej zabezpieczone przed atakami hackerskimi, właśnie dzięki kryptografii. Jak dotąd jeszcze nikt na świecie nie złamał tego typu kodowania, a kradzieże z kont bankowych przecież się zdarzają i to bardzo często w skali całego globu.

Niski koszt utrzymania kryptowalut pozwala wręcz na ich darmowe przelewy. Oczywiście dla użytkowników oznacza to zarówno wygodę, jak i oszczędność. W szczególności mogłyby na tym zyskać firmy, które miesięcznie dokonują licznych międzynarodowych transakcji. I tak np. wysłanie 10 zł do Chin nie będzie już kosztowało 50 zł - wyjaśnia prof. Krzysztof Piech.

Części środków z tradycyjnego rachunku bankowego jest przeznaczane na prowizje, płacone zagranicznym systemom płatniczym. Dzięki nowej technologi można byłoby wprowadzić darmowe rozliczanie się banków między sobą. Tego typu rozwiązania są już testowane pomiędzy bankami w USA i w Azji, głównie w Japonii.
- Wiele razy zdarza się, że ktoś chce szybko przelać pieniądze na terenie samej Polski i musi sprawdzać, jaką sesją elixiru bank do banku wysłał pieniądze. To zwykle dość długo trwa. Dzięki kryptozłotówce można byłoby wprowadzić szybkie i tanie przelewy, dokonywane za pomocą aplikacji mobilnej. Wówczas użytkownicy oszczędzaliby nie tylko pieniądze, ale również czas - podkreśla ekspert z Polskiego Akceleratora Technologii Blockchain.

Utworzona kryptozłotówka miałaby szansę na dość szybkie upowszechnienie, gdyby inicjatywę poparł np. Narodowy Bank Polski, odpowiedzialny za funkcjonowanie systemu bankowego w Polsce. Ale, jak zaznacza ekspert, ta instytucja wspiera gotówkę, a nie pieniądz elektroniczny, nie mówiąc już o kryptograficznym. Według prof. Piecha, w szeregach NBP brakuje zrozumienia dla skali korzyści, jakie wiążą się z zastosowaniem tego typu rozwiązań.

Zdaniem prof. Piecha, kryptografia sama w sobie jest najlepszym, technicznym zabezpieczeniem pieniądza. Ale potrzebne są jeszcze inne elementy zwiększające zaufanie społeczne. I nad tym pracuje się już na świecie. Stąd niedawno pojawił się pomysł Wenezueli, żeby stworzyć narodową kryptowalutę, która byłaby zabezpieczona ropą naftową i innymi surowcami naturalnymi. Jeszcze nie są znane szczegóły techniczne dotyczące tego projektu, które miały być ujawnione na początku roku. Nad podobnymi koncepcjami pracuje też kilka rządów na świecie.

- W tym roku należy się spodziewać wielu projektów z tej dziedziny w różnych krajach. Dla przykładu, Rosja próbuje wprowadzić kryptorubla w celu poprawy wyników gospodarczych i usprawnienia działania sektora finansowego. Warto to obserwować i wyciągać wnioski. Obecnie najbliżej wprowadzenia narodowej kryptowaluty jest Dubaj, ponieważ tamtejsza władza bardzo szybko podejmuje decyzje, sprawniej niż rosyjska. W krajach UE ten proces jest zdecydowanie dłuższy, szczególnie w Polsce - podsumowuje prof. Krzysztof Piech.

Wprowadzenie narodowej kryptowaluty zapowiedział również Aleksander Łukaszenka, który obiecał zwolnienia podatkowe na 5 lat dla firm operujących kryptowalutami.

Wiele instytucji obawia się zbytniej niezależności nowego sektora i jest to właśnie silne lobby finansowe. Ale decyzje płyną z góry. Współczesnym hegemonem jest USA i stamtąd płyną trendy i decyzje dla świata, a banki zrozumiały, że jeśli same się nie unowocześnią, to prędzej czy później odejdą do lamusa. Dziś już mało kto kupuje papierowe gazety, ponieważ większość korzysta z dzienników internetowych. Jeśli rząd odwróci się od kryptowaluty straci na tym nasza gospodarka, stracą nasi obywatele.

Przypomnijmy również, że współczesne banki nie są już instytucjami zaufania publicznego. Bankowość zabrnęła w ślepą uliczkę. Ich działania nacechowane są maksymalizacją zysków. Codzienne praktyki to wysokie prowizje, celowe wprowadzanie klientów w błąd, sprzedaż toksycznych kredytów w obcych walutach, zmuszanie klientów do wykupu polis ubezpieczeniowych, permanentna inwigilacja i brak tajemnicy bankowej. Warto wspomnieć, że tradycyjny bank w przypadku bankructwa, wypłaci klientowi zaledwie równowartość do 100 tys. euro. Reszta bezpowrotnie przepada.

Autor: 
Z.B.
Źródło: 

pap/plportal.pl

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama