PiS będzie głosował za cofnięciem prac nad dyrektywą cenzurującą internet!

Reklama

śr., 07/04/2018 - 21:47 -- zzz

Delegacja @pisorgpl w Parlamencie Europejskim będzie głosowała za odrzuceniem mandatu negocjacyjnego dla raportu @AxelVossMdEP dotyczącego praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym.

Wolny internet jest zagrożony. Komisja Europejska jest o krok od wprowadzenia podatku, który podporządkuje rynek informacji największym wydawcom treści. Jeszcze nie jest za późno, by zaprotestować.

Po raz kolejny wolność internetu jest zagrożona, a sprawa jest bardzo poważna. Unia Europejska chce wprowadzić cenzurę w sieci w postaci automatów cenzurujących publikowane treści oraz, równolegle, podatek od linkowania, który stanowi cios wymierzony w niewielkie media i jest rozwiązaniem, które poniosło spektakularną klęskę w dwóch europejskich krajach.

Za wprowadzeniem wielce kontrowersyjnych zmian opowiada się aż 22 z 28 krajów, w tym Polska. Przedstawiciele naszego kraju w pełni popierają wprowadzenie automatów cenzurujących i ma sceptyczne podejście do płatnego linkowania. Zamieszanie w całej tej sprawie jest tym większe, że głosowanie odbędzie się zarówno w Parlamencie Europejskim, jak i Radzie Europejskiej. Aby projekt został przyjęty musi otrzymać ponad 50% głosów w obu tych organach unijnych. Nadzieja tkwi w tym, że głosy w Parlamencie Europejskim są mocno podzielone i wywierając nacisk na przedstawicieli krajów w PE możemy wpłynąć na dalszy los internetu w Unii Europejskiej

.cenzura internetu podatek od linkowania

Czego powinniśmy się obawiać? Cóż, to tak naprawdę powrót ACTA, przeciwko któremu protestowali wszyscy. Teraz... nie protestuje w zasadzie nikt.

Zakaz linkowania

Kontrowersje wywołuje brzmienie dwóch artykułów prawa, które ma za zadanie, przynajmniej w teorii, chronić własność intelektualną i przyczynić się do utworzenia Jednolitego Rynku Cyfrowego. Artykuł 11 mówi o podatku od linkowania, który tak naprawdę... podatkiem nie jest. Przepisy zakładają, że wydawcy będą mogli pobierać opłaty nawet za krótkie fragmenty utworów wykorzystywane przez wyszukiwarki, agregatory wiadomości, a nawet... portale społecznościowe. Niektórzy wydawcy dążą do tego, aby za umieszczane w tych miejscach treści należały się im określone pieniądze. Absurd? Historia pokazuje, że tak.

Warto przypomnieć, że podatek od linkowania przyjęto w 2013 roku w Niemczech, gdzie zupełnie się on nie sprawdził. Na mocy ustanowionego prawa, wyszukiwarki odprowadzać powinny opłaty licencyjne za wykorzystywanie fragmentów tekstów dłuższych "niż pojedyncze słowa lub krótkie fragmenty tekstów". Google w reakcji nie tylko nie zapłaciło, ale ograniczyło widoczność treści wydawców, którzy w nadziei na łatwy zarobek wystosowali przeciwko gigantowi pozew zbiorowy. Jednym z pozywających była firma Axel Springer, która nie tylko wycofała się szybko z pozwu, ale udzieliła darmowej licencji na treści.

Podobne prawo przyjęto w Hiszpanii. Skutek? Google zamknęło usługę Google News, przeciwko czemu głosowali... wydawcy, oburzeni postawą giganta. Ci uważali, że Google nie ma prawa usunąć usługi z rynku i powinno im płacić za udostępniane tam treści. Skutek? Strata hiszpańskich wydawców.

Skąd nazwa "zakaz linkowania"? Cóż, niemal każdy adres linku zawiera opis zawartości strony - udostępnienie go w takiej postaci będzie mogło wiązać się z koniecznością poniesienia opłaty. Jedynym rozwiązaniem dla udostępniania informacji w tej postaci byłoby wykupowanie licencji na treści wydawców, na przykład przez serwisy społecznościowe, co znacząco osłabiłoby pozycję niewielkich serwisów.

Jeśli prawo zostanie wprowadzone, korekty wymagały będą przepisy prawa związane z prawem cytatu, które znajdują się na ewidentnym kursie kolizyjnym z proponowanymi zmianami.

Automaty cenzurujące internet

Artykuł 13 dyrektywy mówi wprost o cenzurze internetu. Jego brzmienie zakłada stworzenie automatów cenzurujących, które sprawdzałyby wszystkie treści umieszczane w sieci przez internautów jeszcze przed publikacją. Doprowadzi to do faktycznego zakazu udostępniania piosenek z YouTube, tworzonych memów, bazujących na popularnych obrazkach i zakazania wrzucania do sieci wielu innych treści, którymi na co dzień żyje internet. Tutaj również praktyka pokazuje, że takie automaty działają fatalnie. Przykładów daleko szukać nie trzeba, ot, YouTube.

O tym, co nam grozi po wprowadzenie artykułu 13 dowiemy się między innymi od inicjatorów akcji changecopyright.org, którzy nakłaniają internautów do protestowania przeciwko proponowanym zmianiom:

"Ten wniosek oznacza całkowitą eliminację zrównoważonego prawa autorskiego, czyniąc wszystkie otwarte serwisy odpowiedzialnymi za działania ich użytkowników i wymuszając konkretny model biznesowy (tzn. licencjonowanie), a także narzucając przymusowe filtry, bez oferowania zabezpieczenia dla wyjątków od prawa autorskiego ani dla praw użytkowników.

Środki te w praktyce wymagałyby monitorowania i filtrowania wszystkiego, co obywatele europejscy przesyłają do usług udostępniania treści, począwszy od serwisów społecznościowych (takich jak Twitter i Facebook), przez serwisy dla twórców (jak YouTube, DeviantArt, SoundCloud i Tumblr), witryny informacyjne (jak np. Wikipedia i Internet Archive), a skończywszy na repozytoriach oprogramowania open source (takich jak GitHub). Odpowiedzialność za ocenę naruszeń praw autorskich i wprowadzania w życie za nie kar spadłaby na dostawców usług. Zarówno duże, jak i małe firmy ponosiłyby odpowiedzialność za treści używane i udostępniane przez ich użytkowników."

Co zrobić, jak protestować, jak zgłębić swoją wiedzę na temat proponowanych zmian?

O prawa internautów w Unii Europejskiej walczy m.in. Julia Reda z niemieckiej Partii Piratów. Na jej stronie internetowej można śledzić na bieżąco postęp dyskusji i prac nad dyrektywą.

Co możemy zrobić jako Polacy i jako internauci, aby przeciwstawić się cenzurze internetu? Kontaktować się z europosłankami i europosłami i przekazać swoje obawy na temat nowego prawa. Dzięki temu możemy wpłynąć na to, jak zagłosują oni w Parlamencie Europejskim. Zachęcają do tego między innymi twórcy akcji Change Copyright na swojej stronie.

Można także udać się na stronę Save Your Internet, gdzie po wypełnieniu wniosku można skontaktować się z przedstawicielami MEP z całej Europy i wyrazić swój sprzeciw. Treść zostanie wygenerowana automatycznie, choć możemy go wpisać także swoimi słowami. To kolejny ze sposobów wywarcia presji na polityków.

Pełny tekst omawianej dyrektywy znajdziecie w serwisie EUR-LEX.europa.eu.

Autor: 
Z.B.
Źródło: 

plportal.pl

video: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama