Elżbieta Dmoch: Zbudowała wokół siebie mur

Reklama

pon., 10/08/2018 - 12:16 -- koscielniakk

Elżbieta Dmoch (66 l.) zawsze pragnęła żyć po swojemu, była uparta i przekorna. Tragiczne wydarzenia sprawiły, że zamknęła się we własnym świecie. Jej przyjaciel wyjawia, jak wygląda dziś życie gwiazdy 2 plus 1.

 

 

Rozwichrzona fryzura, przetarte spodnie, bluzka odsłaniająca brzuch i gumowe klapki - w takiej odsłonie paparazzi przyłapali piosenkarkę, gdy kilka dni temu robiła zakupy w osiedlowym sklepiku. Na jej twarzy malował się smutek, a może rezygnacja? Jedno jest pewne - jej tragiczna historia do dziś porusza serca.

Pierwsze od kilku lat zdjęcia, na których widać Elżbietę Dmoch, wzbudziły sensację w internecie. Część fanów cieszy się, że gwiazda wreszcie wychodzi na prostą. Inni twierdzą, że po dawnej sławie nie został nawet ślad...

Wolała nadal go kochać

Gwiazda do dziś pamięta tamtą kłótnię z mężem. Nie wiedział, jak jej to powiedzieć, ale nie chciał jej dłużej oszukiwać. A ona tak bardzo pragnęła mu wierzyć, że bez trudu sama znalazłaby usprawiedliwienie dla jego niezliczonych grzechów. Ale nie była naiwna. Dobrze wiedziała, dlaczego odwracał wzrok, gdy pytała, czy jeszcze ją kocha.

Nie robiła scen zazdrości, ale on widział, jak bardzo Elżbieta cierpi. I czuł się podle, wiedząc, że to on jest przyczyną tego cierpienia... Kiedy więc tamtego dnia Janusz Kruk (†46 l.) powiedział jej, że odchodzi, spodziewał się najgorszego. I rzeczywiście - Ela pobladła i osunęła się na kanapę. Siedziała bez ruchu może godzinę, a może dwie. Nie był pewien, czy słyszała, gdy mówił, jak była dla niego ważna, jak ją kochał i szanował. Ale miłość się skończyła i teraz może jej ofiarować jedynie swą dozgonną przyjaźń.

Gdy poprosił o rozwód, popatrzyła na niego z takim żalem, że miał ochotę odwołać wszystko, co powiedział. Ale dla niego ich historia po prostu się skończyła. Elżbieta pozornie pogodziła się z decyzją męża - nie robiła scen, nie próbowała go zatrzymać. Gdyby go znienawidziła, może poczułaby się lepiej, ale wolała nadal go kochać i wierzyć, że kiedyś do niej wróci. Był dla niej wszystkim: pierwszym mężczyzną, kochankiem, mężem i przyjacielem. Nie wyobrażała sobie życia bez niego. I dopóki w jakimś sensie go miała, dawała sobie radę z nową rzeczywistością.

Wciąż przecież byli blisko: razem występowali, spotykali się na próbach, jeździli w trasy, wciąż siadał u niej w swoim ulubionym fotelu, zwierzał się z problemów i powierzał najskrytsze tajemnice. Wiedziała o jego chorym sercu i nadal troszczyła się o niego. To pozwalało jej żyć ułudą, że nic się między nimi nie zmieniło.

Nie przyjmowała do wiadomości, że on ma już inną żonę, synów i buduje dla nich nowy dom. A ten, który kupili razem na Sadybie, do niedawna tak gwarny i pełen ludzi - stał się przeraźliwie pusty i za duży.

Wcześniej te tłumy przewijające się przez ich dom ją męczyły. Brakowało jej dziecka i przygniatał ciężar sławy, ale Janusz, wyrwawszy się z biednego domu, lubił cieszyć się tym, co osiągnął, uwielbiał towarzystwo i dobrą zabawę, więc i ona, z miłości do niego, wpasowała się w taki styl życia. Choć wszyscy wiedzieli, że wolałaby inny.

Gdy Janusz spotkał Elżbietę, miała zaledwie 17 lat. Zobaczył ją na studniówce w liceum na warszawskim Grochowie. Jego zespół, Warszawskie Kuranty, przygrywał do tańca. Artysta szybko wypatrzył w tłumie wysoką, zgrabną dziewczynę, a gdy usłyszał, jak śpiewa, całkiem stracił dla niej głowę.

Miał 22 lata i żonę, z którą wychowywał córkę Lilianę, ale dla nowej miłości zmienił całe swoje życie. Elżbieta dołączyła do jego zespołu, który potem przekształcił się w 2 plus 1, wkrótce też została jego żoną. Bili rekordy popularności. A Dmoch była nie tylko uzdolnioną wokalistką, ale i piękną wizytówką grupy. Przyciągała tłumy fanów. Proszono ją o pozowanie do zdjęć, przyznawano różne tytuły, obsypywano kwiatami. Unosiła się na tej fali, ale też często czuła się osaczona i, żeby nie zwariować, tworzyła wokół siebie mur, który poczytywano za wyniosłość i zarozumialstwo. Już wtedy lubiła znikać w swoim własnym świecie.

- Sami ledwo to wytrzymywaliśmy, a Ela robiła dwa razy więcej. W Niemczech mieliśmy własne półki w sklepach muzycznych. W Japonii byliśmy na listach przebojów. Zagraniczni menadżerowie dobijali się bez przerwy. Jak jej zrobili sesję zdjęciową, to na sześćset fotografii. Nawet samolot czekał 40 minut, bo wokalistka chciała sobie buty kupić - wspomina Cezary Szlązak, muzyk zespołu.

 

 

 

Ucieczka przed światem

Ela zawsze chciała żyć po swojemu, była uparta i przekorna. Tylko Januszowi ustępowała, choć ją zdradzał i, w przeciwieństwie do niej, lubił zaszaleć. Martwiła się o niego nawet po rozwodzie, bo rozrywkowy styl życia nie służył jego schorowanemu sercu.

Wszczepiona zastawka nie była w stanie udźwignąć nieprzespanych nocy i zakrapianych alkoholem imprez. Podczas jednego z koncertów na zagranicznym tournée muzyk dwa razy poważnie zasłabł. Elżbieta, jak zawsze, troszczyła się o niego. W 1992 r. rozległy zawał przyniósł kres życiu muzyka. Dla piosenkarki był to ogromny cios. Straciła Janusza bezpowrotnie, a był dla niej wszystkim. Wycofała się wtedy ze sceny muzycznej i, co gorsza, również z życia...

- Jej świat to była estrada, garderoba, wywiady, telewizja. Gdy umarł Kruk, wszystko się zawaliło - przyznaje Wacław Laskowski, były perkusista 2 plus 1.

Już po rozwodzie zaczęła chorować, ale gdy Janusz odszedł na zawsze, zupełnie się załamała. Sprzedała ich wspólny dom, którym musiała się podzielić z córką Janusza z pierwszego małżeństwa.

Za pozostałe pieniądze kupiła niewielkie mieszkanie, jednak po jakimś czasie straciła je z powodu długów. Przyjaciele pomogli jej kupić nowe. Próbowali też wyremontować wiejską chałupę pod Tarczynem, dokąd uciekła przed całym światem. Spała tam na podłodze, na wiązce słomy. Sąsiedzi ze smutkiem patrzyli, jak całymi dniami przesiaduje na przystanku autobusowym, martwymi oczyma wpatrując się w dal. Oni także chcieli pomóc, ale Elżbieta nie życzyła sobie niczyjej pomocy. Kiedy ekipa jednego z telewizyjnych programów przyjechała za nią pod Tarczyn, uciekła do miasta.

- Przyjaciele pomogli załatwić tantiemy za artystyczne wykonania. Ale co z tego, jak mi potem jej matka opowiadała, że Ela darła przekazy? - mówi Cezary Szlązak.

W 1999 r. udało się na krótko reaktywować 2 plus 1. Zespół pojawił się w "Szansie na sukces". Dmoch zgodziła się na udział w programie, ale już wtedy widać było, że jest nieobecna. Siedziała nieruchoma, zamyślona, mało zainteresowana tym, co dzieje się wokół. Od tamtej pory nikomu nie udaje się namówić gwiazdy na jakikolwiek występ.

 

 

Zostały tylko włosy

Dziś, podczas przypadkowego spotkania na ulicy, niewielu mogłoby rozpoznać w niej dawną gwiazdę. Zachowała smukłą figurę i gęste włosy, ale czas i problemy ze zdrowiem bardzo ją zmieniły. Od dawna boryka się z depresją, stroni od ludzi, których nie zna, jakby bała się im zaufać.

- Ona jest obrażona na zawód. Strasznie zmęczona, zniszczona. I ta historia z Januszem, ich rozwód... To było dla niej ciężkie - przyznaje Szlązak. Nie chce uwierzyć, że Ela porzuciła scenę na zawsze, że tak marnuje swój wielki talent. A przecież, gdyby tylko chciała, w każdej chwili mogłaby wrócić na szczyt...

Autor: 
-------------------
Źródło: 

Pomponik

video: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama